Córka – niestety – Źle Strzeżona

Opublikowano: poniedziałek, 25, maj 2026 06:37
Pietras Sławomir

Ten tytuł w moich wspomnieniach wiąże się z baletową młodością Ewy Wycichowskiej, która uroczo interpretowała postać tytułową Córki źle strzeżonej w początkach kariery w Łodzi.

 

Od lat z zaciekawieniem śledzę losy potomków moich niegdysiejszych współpracowników, którzy wzrastając w kręgu sztuki swych rodzicieli, zdecydowali się pójść ich śladami. Tak działo się w baletowym warszawskim rodzie Akucewiczów, na gwiazdę sztuki tańca i managementu wyrósł Filip Barankiewicz (uczyłem go historii tańca w Warszawskiej Szkole Baletowej) – syn Jerzego, który przed laty był niezrównanym Colasem w Córce źle strzeżonej.

 

W dalekiej Ameryce świetnie sobie radzą jako soliści baletu synowie naszego Sławomira Woźniaka i Ireny Zapadki. Cała ta rodzina powinna kiedyś powrócić do kraju, gdzie zawsze będzie czekać ich mnóstwo pracy. Z jakąż sympatią i satysfakcją patrzę na Beatę Wrzosek, córkę Kazimierza i Liliany Kowalskiej, która jest przykładem córki „dobrze” strzeżonej pod mądrymi skrzydłami rodziców wyrosłej na świetną balerinę, pedagoga, a nawet – jak trzeba – choreografa.

 

No właśnie… Trzymając w ręku kuriozalny list otwarty prof. dr hab. Ewy Wycichowskiej do swej wychowanki i następczyni Iwony Pasińskiej usiłuję dociec, co spowodowało w tej skądinąd rozważnej i ostrożnej osobie, aż taką erupcję wygłupu. Jego lwia część to nudne wyliczanie zasług, za które Pasińska powinna być wdzięczna Wycichowskiej jako choreografce (och, te pretensjonalne tytuły!), następnie jako dyrektorka za umożliwienie kariery oraz jako opiekunce, doradczyni, mentorki, itp. 

 

A już próbą robienia z nas wszystkich balona jest sugerowanie, że „jako dyrektor Polskiego Teatru Tańca okazałaś się osobą działającą na jego szkodę, a przede wszystkim odpowiadając za decyzje personalne pokazałaś, że raczej nie masz kwalifikacji do kierowania delikatną materią ludzką. Konsekwencje tego ponieśli wieloletni pracownicy teatru, wybitni artyści i specjaliści w swych dziedzinach”.

 

Chodzi tu zapewne o wymianę ekipy pracującej od lat z Wycichowską i zastąpienie jej ludźmi Pasińskiej, do czego nowa dyrektorka miało wilcze prawo, wiedząc kto jest co wart, bo przecież w tym towarzystwie wzrastała. Chodzi tu zapewne o zaprzestanie eksploatacji spektakli choreograficznych Wycichowskiej i zapoczątkowanie realizacji nowej wizji PTT, co było obowiązkiem nowej dyrektorki i z czego skwapliwie skorzystała. Chodzi tu wreszcie o interes Wycichowskiej, aby jej następczynią została osoba umożliwiająca dalszą radosną twórczość Mistrzyni, nadal uważając ją za doradczynię i mentorkę.


Pamiętam moje zdziwienie i zaniepokojenie, kiedy opowiedziano mi, co wyrabiała Wycichowska na Komisji Konkursowej forsując kandydaturę Pasińskiej. Aż tu wkrótce potem zamiast uległości i rzekomej wierności tradycji, samodzielne decyzje kadrowe, niekonsultowanie czegokolwiek, „urwał się nasz kontakt, a dokumenty, które pozostawiłam do Twojej dyspozycji oraz moje rzeczy znalazły się wystawione w pudłach na korytarzu teatru” czytamy w tym głupawym liście otwartym.

 

Jest on rodzajem załącznika do akcji protestacyjnej kilku związkowców (PTT zatrudnia czterdziestu kilku pracowników), którzy żądając dymisji Pasińskiej zarzucają jej takie naiwności, jak podnoszenie głosu, używanie brzydkich słów, spóźnianie się na próby, czy zamiar wysłania PTT na występy do Ukrainy, gdzie przecież jest wojna! Na tych kuriozalnych zarzutach i zamęcie wokół Iwony Pasińskiej najszybciej poznał się Marszałek Wielkopolski Marek Woźniak, który stanął po stronie atakowanej dyrektorki i po szczegółowym rozpoznaniu sprawy bez wahania przedłużył jej kontrakt o następną kadencję.

 

Nieznana mi dotąd solistka, wychowanka Wycichowskiej, co Ewa pracowicie przytacza i dokumentuje swym kończącym się liście otwartym, okazała się po wygraniu konkursu (zresztą głównie za przyczyną Wycichowskiej) osobowością zaskakująco interesującą, kreującą wizję rozwoju PTT nadzwyczaj samodzielną i oryginalną, ale niestety nie mającą nic wspólnego z oczekiwaniami dawnej protektorki. I tu zaczęły się schody. Zjadliwe komentarze, buntowanie artystów, wpływanie na opinię mediów, czyhanie na potknięcia, wreszcie ten bezwstydny list otwarty zakończony następującą propozycją: „Dla własnego spokoju i zachowania godności oraz dobra „naszego” teatru i przede wszystkim osób tam pracujących, podejmij proszę decyzję dla wszystkich najlepszą: miej odwagę przekonać Marszałka i stanąć do konkursu albo zrezygnuj z funkcji dyrektora Polskiego Teatru Tańca”. 

 

Napisała to osoba rządząca tym Teatrem bez przeszkód i konkursów od kilku dziesięcioleci, a środowisko jednocześnie skomentowało to jako bezrozumną próbę wsadzenia na to stanowisko własnej córki źle strzeżonej, aby zabezpieczyć sobie coraz śmieszniejsze interesy.

 

Zapewne przykro patrzeć na kariery utalentowanych pociech sąsiednich rodów baletowych. Tańcząc w młodości Córkę źle strzeżoną trudno było przewidzieć, że własna jedynaczka nie zostanie ani jako taką tancerką, tym bardziej choreografem, a tylko opakowaną w najwyższe naukowe tytuły kandydatką na schedę po matce, próbującą przepchnąć ją na to stanowisko tylnymi drzwiami.

 

Najgorzej wyszła na tym niegdysiejsza faworytka Iwona Pasińska. Umęczona nienawistną kampanią, powalona zawałem serca, złożyła wreszcie dymisję z dramatycznym komentarzem „Odchodzę z PTT, bo chcę żyć!”.

 

Należałoby teraz oczekiwać, że ktoś stworzy dla Wycichowskiej finałową autobiograficzną kreację baletową, w której z przyjemnością zobaczymy – miejmy nadzieję – po raz ostatni tę wybitną artystkę. 

 

Proponuję tytuł „Po trupach!” 

                                                                                   Sławomir Pietras