Pod wrażeniem serialu o Modrzejewskiej

Opublikowano: poniedziałek, 09, luty 2026 06:25
Pietras Sławomir

Po idiotycznych represjach ministra Glińskiego i szefa telewizji Kurskiego odblokowany został zakaz eksponowania Krystyny Jandy w mediach. Najwybitniejsza nasza aktorka przełomu stuleci niewiele sobie z tego robiła. Będąc właścicielką dwóch warszawskich teatrów grała i reżyserowała repertuar przy rekordowej frekwencji, nieustannie objeżdżała cały kraj zaspokajając oczekiwania publiczności, ale nie miała niestety jakiegokolwiek wpływu na losy swego dotychczasowego artystycznego dorobku.

 

Jego wspaniałym atutem jest serial „Modrzejewska”, powstały w roku 1990 w reżyserii Jana Łomnickiego, emitowany właśnie w odcinkach w nieocenionym paśmie „Kultura”, zanim znów jacyś idioci zakwestionują istnienie dobra narodowego, jakim w sensie historycznym była Helena Modrzejewska, a w naszych czasach Krystyna Janda.

 

Autorem scenariusza jest reżyser i Wanda Bojarska (dialogi), zdjęcia wykonał Edward Kłosiński (wspaniałe), muzykę skomponował Piotr Hertel (piękną), scenografię Bolesław Kamykowski i Alfred Płocki, a fantastyczne kostiumy Izabela Konarzewska i Irena Burke.

 

Obecnie ponownie oglądam to telewizyjne arcydzieło dziękując Bogu, że 36 lat po jego pierwszej emisji może teraz zobaczyć „Modrzejewską” ta część publiczności, której wtedy na świecie jeszcze po prostu nie było.

 

Obok tytułowej bohaterki na ekranie przewija się cała plejada kilku pokoleń aktorstwa polskiego, z Krzysztofem Kolbergerem w roli Karola Chłapowskiego (bodaj najlepsza, z jego licznych kreacji), Markiem Bargiełowskim (Zimajer), Janem Englertem (Feliks Benda), Barbarą Horawianką (matka Heleny), Bronisławem Pawlikiem (Jasiński), Mariuszem Dmochowskim (Chęciński), Hanną Skarżanką (Hubertowa) i Olgierdem Łukaszewiczem (Rapacki). Poza tym w większych lub mniejszych epizodach wystąpili równie wybitni mistrzowie sceny, jak Władysław Kowalski, Leon Niemczyk, Karol Strasburger, Zdzisław Wardejn, Krzysztof Globisz, Maria Chwalibóg, Andrzej Precigs, Ryszard Bacciarelli, Igor Śmiałowski, Marta Stebnicka, Zofia Rysiówna, Stefan Budny, Zofia Jamry… i jeszcze ponad setka innych aktorów, których w sumie naliczyłem na ponad 160 postaci w całej siedmioczęściowej obsadzie.


Tytuły poszczególnych odcinków to „Początek”, „Peregrynacje”, „Czerniowce”, „Tworzenie siebie”, „Warszawa”, „Gwiazda” i „Plan bitwy”. Akcja urywa się w momencie wyjazdu Modrzejewskiej do Ameryki. Jej dalsze losy mogłyby stanowić jeszcze bardziej fascynujący scenariusz zwłaszcza, że Krystyna Janda w międzyczasie (wzorem swej bohaterki) jeszcze dojrzała, nabrała jeszcze większego życiowego i artystycznego doświadczenia, i rozwiała wszelkie dyskusje wokół swej młodzieńczej kreacji, których nie brakowało przy pierwszej prezentacji. Oglądając ją obecnie w tej roli sprzed lat kilkudziesięciu można tylko pomarzyć, jakby teraz ujęła postać swej poprzedniczki sprzed ponad 100 lat, interpretując drugą połowę jej życiorysu i kariery.

 

Niedawno wpadł mi w ręce felieton Wiesława Kowalskiego pt. „Krystyna Janda – aktorka której nie dało się odreżyserować” zamieszczony w Teatrze dla Wszystkich. Polecam zawarte tam poglądy na sztukę Jandy, przydatne przede wszystkim tym mocodawcom, którym ewentualnie zaświtałby w głowie projekt drugiej części serialu „Modrzejewska”.

 

Należę do tych, którzy upatrują głęboki sens kultywowania polskiego dziedzictwa narodowego w konstruowaniu seriali poświęconych prominentnym postaciom naszej kultury, dla których „Modrzejewska” pozostaje podręcznikowym przykładem.

 

Myśląc o takich postaciach, w dziedzinie narodowej muzyki proponowałbym zająć się w pierwszej kolejności Fryderykiem Chopinem (nie szkodzi, że już to robiono), Stanisławem Moniuszką, Karolem Szymanowskim i Krzysztofem Pendereckim. Wśród światowych karier operowych wyróżniłbym co najmniej Jana Kiepurę, Marcelinę Sembrich-Kochańską i Janinę Korolewicz-Waydową. Sztukę baletową mogliby reprezentować Wacław Niżyński, Barbara Bittnerówna i Stanisław Szymański. Postacie teatralne godne seriali im poświęconych, to niewątpliwie Ludwik Solski, Mieczysława Ćwiklińska czy Nina Andrycz. Nawet sztuka filmowa mogłaby wyłonić swych różnorodnych kandydatów, począwszy od Poli Negri, poprzez Adolfa Dymszę, aż po … Andrzeja Wajdę.

 

Ach, te naiwne, nierealne przecież marzenia! Ale gdyby to ziarno pod wrażeniem serialu „Modrzejewska” padło na odpowiedną glebę (na przykład aktualnej ministry kultury i dziedzictwa narodowego), to znalazłbym się w szeregu założycieli fanklubu Marty Cienkowskiej, a nawet stanął na jego czele!

                                                                Sławomir Pietras