Dlaczego? Bo mi wpadł w ręce jego Dziennik wydany przez PIW w roku 1992, a pisany w latach 1949-1956 w Nowym Jorku, kiedy ten wybitny poeta i prozaik był już po skamandryckiej młodości (sam wymyślił tę nazwę!), okresie paryskim na stanowisku attache kulturalnego naszej ambasady, wreszcie na emigracji w Nowym Jorku, zakończonej samobójstwem 8 czerwca 1956 roku, do czego skłonności przejawiał kilkakrotnie w toku swego zaledwie 57-letniego życia.
Ten trzytomowy Dziennik wielu uważa za najciekawsza prozę tego bystrego i utalentowanego autora (właściwie Leszka Serafinowicza). Zawarte tam myśli, refleksje, poglądy i oceny dotyczące postaci i zjawisk, które do dziś nas żywo obchodzą, skłoniły mnie do uczynienia rodzaju świąteczno – noworocznego prezentu dla moich czytelników, w postaci cytatów wypowiedzi Lechonia dokładnie z przed 75 lat. Na początku przytaczam jego myśli o Chopinie, Matejce i … Napoleonie, jakże wiele dające do myślenia:
„Dziś stulecie Chopina (chodzi o rocznicę śmierci – przyp. SP). Jest to naprawdę święto całego świata, czego dowodem chociażby trzy recitale chopinowskie w New Yorku (Rubinstein, Horowitz i nieznany mi Sheridon), Wstępny artykuł w New York Times. Bez Chopina nie ma nie tylko sztuki fortepianu, ale nawet duszy współczesnej… Koncert Rubinsteina w Metropolitan był zenitem dzisiejszego święta, które bardziej niż wiele tak zwanych narodowych – jest świętem największego wzniesienia polskości. Artur grał tak, jak wiadomo, że grał Chopin – zwierzając się słuchaczom – był to jeden z jego najświetniejszych koncertów.
Czytam książkę Wierzyńskiego o Chopinie z podziwem dla jego pracy, dyskrecji, sumienności, prostoty i elegancji stylu… Dawna koncepcja Chopina jako istoty anielskiej jest bliższa prawdy, niż ów „Chopin – samiec”, na którego go kreują reklamy nowej biografii… George Sand, egoistka do szpiku miednicy, rzuciła Chopina nie dlatego, aby go oszczędzać, ale dlatego, że go miała za seksualnego fafułę i potrzebowała, jak to z tej książki wynika, fantastycznych rozpłodowców, którzy by nie mdleli od jej nienasycenia… Chopin pisze wyraźnie, że nie może godzić życia seksualnego z twórczością. Cóż to w takim razie za samiec?” (październik 1949 rok).
„Od dawna fascynuje mnie Matejko. Przede wszystkim jako osoba. Garbusek, Czech, wciąż w strasznych kłopotach, malujący gigantyczne płótna niczym Tintoretto, będące niedocenione (poza Wyspiańskim) czynnikiem przemiany duszy polskiej – bliższy szkole krakowskiej niż Sienkiewiczowi. Ale chyba równie ważnym jak Sienkiewicz. Przede wszystkim zaś uważam, że Matejko wprawdzie nie malował kolorem, tylko kolorował swe obrazy ale był mimo to wielkim malarzem… Wyobraźmy sobie Batorego pod Pskowem – w kolorach Veronesa, albo w różowej aurze Rubensa, albo w gamie Tintoretta. Byłoby to arcydzieło. W każdym razie ten garbusek to wielka dramatyczna postać. Po mimo Stańczyka w Weselu i Pogrzebu Kazimierza Wielkiego coś mu się jeszcze należy od polskiej poezji.. Jako literatura Matejko był większą klasą od Sienkiewicza. Z tego zdania można by zrobić ciekawe studium o tak zwanej „literaturze” w malarstwie” (wrzesień 1949).
„W pamiętnikach Pradta, ambasadora Napoleona przy księciu warszawskim znalazłem prawdziwe rewelacje o charakterze Napoleona. Był on jakoby opanowany manią gadulstwa, zasypywał swoich rozmówców słowami i w ten sposób ich „czarował”. Wydawało mi się zawsze, a pewno i nie tylko mnie, że rzucał on urywane zdania, więc był niejako klasycznym „człowiekiem czynu”, który nie ma czasu na gadanie. Z pamiętników tego nudnego zresztą Pradta wychodzi on jednak podobny do Hitlera, choćby przez te ataki gadulstwa… Napoleon powiedział: „W miłości jedynym zwycięstwem jest ucieczka”. Gdyby nie postępował według tej zasady – skończyłby jak Antoniusz w Antoniuszu i Kleopatrze. Właściwie zaś właśnie tak skończył, zakochawszy się snobistycznie niczym bohater Prousta w pulchnej, głupiej, ale bardzo apetycznej arcyksiężniczce. Maria Ludwika była Kleopatrą Napoleona. Temat dla historyka i dla Shawa z dobrych czasów. Są przeszkody, na których kręcą kark wszyscy parweniusze, nawet genialni. Taką przeszkodą jest przede wszystkim „kobieta światowa”. Balzac na dzień przed śmiercią jeszcze się chwalił przed Victorem Hugo, że pani Hańska – jest kuzynką Marii Leszczyńskiej. Na co pani Hańska, odprowadzając Victora Hugo powiedziała mniej więcej: „Po pierwsze, to nieprawda, a po drugie nie byłoby się czym chwalić”. Co znaczyło, że Rzewuscy są lepsi od Leszczyńskich” (wrzesień 1949).
Dziś to byłoby na tyle. Dalszy ciąg za tydzień…
Sławomir Pietras