Z festiwali które wymyśliłem, zainspirowałem i zorganizowałem, ale nie ostały się, gdy przestałem mieć na to wpływ, dwa aktualnie mają szansę być reaktywowane. Świadczy o tym wydarzenie artystyczne pod hasłem „Hoffmann redivivus: Pamięć, Muzyka, Znaczenie” zorganizowane przez Akademię Muzyczną w Poznaniu w dniach 7 i 8 października 2025 roku pod merytoryczną opieką Katedry Teorii Muzyki i naukowym nadzorem prorektora prof. dr hab. Michała Rykowskiego. Poruszone zostały następujące zagadnienia: „Muzyka, rysunek, czy jednak literatura? O poznańskich początkach twórczości E.T.A. Hoffmanna” (Ewa Płomińska-Krawiec), „Die Maske – 1799 E.T.A. Hoffmanna: Gesamkunstwerke z wyjątkową muzyką” (Ulrich Kutschera), „Poza opcją muzyki programowej i absolutnej: perspektywa Hoffmanna” (Krzysztof Moraczewski), „Sonaty fortepianowe E.T.A. Hoffmanna – między uwielbieniem mistrzów, a poszukiwaniem własnego stylu” (Monika Woźniak), „Nasłuchiwanie i jego konsekwencje. Strategie audytywne w opowiadaniach E.T.A. Hoffmanna” (Beata Konratowska), „Między geniuszem, a absurdem…” (Muhan Li), „Muzyczne autocytaty jako biograficzne ślady w Die fermate Hoffmanna” (Jörg Holzmann).
Wśród tych naukowych rozważań najcenniejsza była dla mnie wypowiedź Teresy Brodniewicz „Polsko-Niemieckie Festiwale Hoffmannowskie w Poznaniu. Lata 2001-2009”. Oddaje jej głos: „Z inicjatywą organizacyjną wystąpił Teatr Wielki im. Stanisława Moniuszki w Poznaniu oraz E.T.A Hoffmann Gesellschafft w Bambergu i niemieckie środowiska prawnicze. Powołane zostało kilkunastoosobowe polsko-niemieckie Kolegium Hoffmannowskie jako zespół koncepcyjno-doradczy, kształtujący rozwój i program Festiwalu…”.
Znalazł się również cytat z mojej ówczesnej wypowiedzi: „Chcemy nawiązywać do różnych związków kultury niemieckiej i polskiej, promować ciekawe zjawiska z kręgu sztuki niemieckiej, prezentować konfrontacje artystów niemieckich i polskich w dziedzinie opery i baletu, w corocznym programie przywoływać przedsięwzięcia świadczące o wspólnocie europejskiej kultury”. I dalej Teresa Brodniewicz, sumując rzetelną i obszerną wypowiedź omawiającą poszczególne edycje Festiwalu: „Na programy dziewięciu Festiwali Hoffmannowskich złożyło się w sumie około 150 wydarzeń powiązanych z operą, baletem, teatrem, muzyką symfoniczną i kameralną.
W tej liczbie znalazło się miejsce dla wykładów, warsztatów, wernisaży i poznawania miasta… Polsko-Niemiecki Festiwal Hoffmannowski – tak bardzo przecież utrzymany w duchu europejskiej wspólnoty, był w latach 2001-2009 znaczącym wydarzeniem dla polskiej i niemieckiej kultury, nie tylko muzycznej… Podjęte obecnie obustronne kontakty, zorganizowane wokół E.T.A. Hoffmanna dają nadzieję na kontynuowanie i zacieśnianie istotnych dla obu krajów relacji, być może m. in. pod postacią zrekonstruowanego Festiwalu Hoffmannowskiego”.
Nic dodać, nic ująć! Oby teraz słowa zamieniły się w czyny.
Nie wiadomo do kogo zwracać się o reaktywowanie Festiwalu Verdiowskiego, który oblegany był przez publiczność poznańską, licznych melomanów z całej Polski, a nawet przybyszów z zagranicy, ale po moim odejściu z Gmachu pod Pegazem natychmiast zlikwidowany przez rządnych własnych sukcesów moich następców. Do obecnej „pełniącej obowiązki” dyrektorki nie ma co apelować, bo ona niczego nie rozumiała i nie rozumie. Do Marszałka Wielkopolskiego też trudno dotrzeć z perswazją, bo reaguje na swą pupilkę jakby była nie katastrofalną dyrektorką, a co najmniej narzeczoną całego Zarządu Województwa. Pozostaje czekać, aż się sama „wyłoży”, co widać na każdym kroku i wtedy zacząć perswadować następcy (oby tylko nie z tego symbolu wszelkiej kompromitacji konkursu), bo przecież gorzej już być nie może!
Tymczasem w pamięci operomanów, opinii licznych krytyków, podziwie zagranicznych środowisk operowych w magazynach dekoracji i kostiumów, a zwłaszcza w pamięci czołowych obsad polskich śpiewaków zalegają dotychczasowe verdiowskie tytuły, wzbudzające podziw na całym świecie, że mogły być grane w ramach corocznego festiwalowego programu. A były to: Nabucco, Ernani, Makbet, Rigoletto, Traviata, Trubadur, Bal maskowy, Moc przeznaczenia, Stiffelio, Don Carlos, Aida i Otello. A czeka jeszcze na festiwalowe dokonania co najmniej kilkanaście innych tytułów, bowiem nawet w XXI wieku sztuka operowa bez repertuaru verdiowskiego byłaby nie do pomyślenia.
Sławomir Pietras