Na początek wiadomość radosna i optymistyczna. Pochodzi od Piotra Całbeckiego, marszałka województwa kujawsko-pomorskiego: „Z przyjemnością przewodniczyłem komisji konkursowej, która jednogłośnie zarekomendowała Pana Macieja Figasa na kolejną kadencję na stanowisku dyrektora Opery Nova w Bydgoszczy. Panie Macieju, gratulacje i powodzenia!”
Na początku roku resort kultury nakazał przeprowadzenie konkursu na stanowiska dyrektorskie w bydgoskiej Operze Nova, czytamy na ucieszonym Facebooku. Maciej Figas zarządza operą nieprzerwanie od 1992 roku. To jego zasługą jest Bydgoski Festiwal Operowy. Jak dotąd dyrektor Figas nie musiał z nikim rywalizować by zachować stanowisko. Kujawsko-Pomorski Urząd Marszałkowski nie widział potrzeby organizowania konkursów… Inaczej to jednak widzi obecna ministra kultury Hanna Wróblewska. Skorzystała ze swych plenipotencji i nakazała przeprowadzić konkurs. Powód? Nowa polityka ministerstwa w kwestii powoływania dyrektorów w instytucjach, których jest współorganizatorem… W regulaminie konkursowym jest zapis, że ostateczną decyzję co do obsady stanowisk podejmuje zarząd województwa…
Od siebie dodam, że dzięki temu dyr. Figas będzie mógł dokończyć swoją życiową inwestycję, jaką jest budowa siedziby prowadzonego przez siebie teatru (niedawno zawieszono wiechę na czwartym kręgu ciągle rozbudowywanego gmachu) i nadal rozwija swój jedyny festiwal operowy w Polsce mimo, że zabronił mi wygłaszać komentarzy do poszczególnych jego spektakli, chociaż stawali w mojej obronie melomani i dziennikarze.
Jak dotąd począwszy od przedwojennej sanacji, poprzez PRL-owską „kulturalną niewolę” i solidarnościową rewolucję, resorty kultury służyły do wspierania wszelkich – zwłaszcza służących ludziom – poczynań. Za ministra Wróblewskiej stało się jak widać odwrotnie… Spróbujmy jednak uzbroić się w cierpliwość. Najważniejsze, że Maciej Figas, obecnie kompetencyjnie najlepszy, a czasowo rekordowy długodystansowiec w kierowaniu tym samym teatrem operowym od ponad 30 lat, utrzymał się na stanowisku, mimo jakże nierozważnego zdymisjonowania mnie, a teraz oporu warszawskiej ministry.
Oby nie groziło to dyrektorce Polskiego Teatru Tańca Iwonie Pasińskiej. Miałem wiele wątpliwości, kiedy poprzedniczka Ewa Wycichowska forsowała jej kandydaturę przed dziewięciu laty. Jakże się myliłem! Pasińska szybko ukształtowała swoją własną drogę, poczynaniami repertuarowymi akcentując pojęcie „Teatru Tańca” (zrezygnowała nawet z drugiego członu nazwy Teatru „Balet Poznański”). Zbudowała i wspaniale urządziła jego nową siedzibę. Po wielu trudnych, a nawet bolesnych cięciach kadrowych ukształtowała nowe oblicze zespołu, złożonego z 22 tancerek i tancerzy (to jednak trochę za mało!). Dziewięcioro z nich na moich oczach i skupionej, w finale żywo reagującej publiczności wykonało na trzecim od premiery (28 kwietnia 2025 roku) spektaklu choreografię wybitnego niemieckiego artysty Reinera Behra z kręgu solistów i choreografów legendarnej już Piny Bausch, zatytułowaną „Monolit”. Jeśli nie wszystkie problemy zawarte w tym niezwykle sugestywnym i skomplikowanym widowisku są do przyswojenia już po pierwszym obejrzeniu, to inscenizacja, zastosowane techniki tańca, jego wyraz i ekspresja, wreszcie perfekcyjne wykonanie, świadczą o tym, że Pasińska wie co robi, a tancerze potwierdzają to poziomem pracy na scenie i wirtuozerią , jakiej od dawna nie spotkałem w jakimkolwiek Teatrze Tańca.
Aby wywiązać się z treści tytułu niniejszego felietonu przekazuję równie radosną i optymistyczną wiadomość, że w Poznaniu postanowiono wreszcie zakończyć trudną do opisania, nieprofesjonalną sytuację w Gmachu pod Pegazem. Tak się teraz porobiło, ze zamiast dymisji, stosuje się ogłaszanie konkursu na stanowisko dyrektora, co ma zamiar łagodzić porażkę i dyskomfort tego już niechcianego. Będę wracał do tego tematu, bo w Teatrze Wielkim w Poznaniu pozostawiłem szesnaście lat codziennej harówy, a od wczesnej młodości pod jego skrzydłami nie opuszczałem niczego, co złożyło się na moje doświadczenie, umiejętności i kompetencję. W ostatnich dniach zdesperowana załoga postanowiła zorganizować ankietę, zadając sobie tylko jedno pytanie: „Czy jesteś za wyrażeniem przez związki zawodowe działające w Teatrze Wielkim w Poznaniu pozytywnej opinii w sprawie powołania Pani Renaty Borowskiej-Juszczyńskiej na stanowisko Dyrektora Teatru, na kolejne trzy sezony artystyczne?
Oddano 306 głosów. Na tak wypowiedziało się zaledwie 60, na nie – 193, nie mam zdania – 53. Nadal uważam, że myśląc o przyszłości tego wspaniałego Teatru niczego nie załatwią te doszczętnie skompromitowane konkursy. Natomiast wierzę, że na pytanie kto ma nim rządzić, powinna odpowiedzieć kompetentna władza, reprezentacja załogi, zainteresowane media, a nawet publiczność, której od dawna nikt się o zdanie nie pytał.
Sławomir Pietras