Fantastyczny „Spartakus“w Bytomiu

Opublikowano: poniedziałek, 31, marzec 2025 06:16
Pietras Sławomir

Widziałem prapremierową wersję tego baletu w choreografii Leonida Jakobsona w Teatrze Kirowa w Leningradzie, moskiewską premierę Jurija Grigorowicza, budapesztańską produkcję w choreografii László Seregiego, powtórzoną następnie w Deutsche Oper w Berlinie oraz czeską wersję tego dzieła w Janačkowym Divadle w Brnie w choreografii Jiȑiego Némečka.

 

Po polskiej premierze Spartakusa w Teatrze Wielkim w Warszawie w roku 1968 z pamiętną kreacją Gerarda Wilka, w choreografii Jewgienija Czangi, na początku lat siedemdziesiątych namówiłem Teresę Kujawę najpierw do przejścia z Poznania do Wrocławia, a następnie stworzenia tam spektaklu Spartakusa w pięknej scenografii Zofii Wierchowicz, pod kierownictwem specjalnie sprowadzonego z Erywania wybitnego dyrygenta ormiańskiego Akopa Woskaniana. Polecił go sam Aram Chaczaturian, który wraz z żoną zjawił się na wrocławskiej premierze i ze zdumienia nad jej poziomem długo nie mógł w naszym towarzystwie wytrzeźwieć.

 

Wiele lat później jeszcze tylko Emil Wesołowski odważył się w Polsce wystawić Spartakusa z sukcesem w Warszawie, mając za bohatera tytułowego Sławomira Woźniaka, który tą rolą ugruntował sobie sceniczną legendę, zakończył karierę w Ojczyźnie i od lat odnosi sukcesy jako pedagog i manager na rynku amerykańskim.

 

Z takim bagażem doświadczeń związanych ze Spartakusem otrzymałem wiadomość, że dyrektor Łukasz Goik podjął decyzję zrealizowania tego ogromnego i skomplikowanego przedsięwzięcia na scenie Opery Śląskiej. Wprawdzie już niejednokrotnie doprowadzał do wręcz zuchwałych poczynań repertuarowych, ale tym razem (niepytany!), postanowiłem go ostrzec.

 

Masz człowieku do dyspozycji niewielką scenkę, na której przemarsze antycznych wojsk, tłumne bunty niewolników, liczne bitwy i walki gladiatorów, będą stanowić duży problem przestrzenny. 

 

Zespół baletowy potrzebny do rozegrania tego wszystkiego liczy zaledwie trzydziestu kilku artystów, a obsadzenie czołowych ról (zwłaszcza męskich) wymaga gwiazd baletowych, jakich dotąd nie oglądał Bytom.

Wreszcie partytura orkiestrowa Arama Chaczaturiana, mistrza kompozycji o randze światowej w ramach historii muzyki XX wieku, wymaga muzyków o mistrzowskich kwalifikacjach i składu instrumentów, trudnych do pomieszczenia w bytomskim czy katowickim kanale orkiestrowym.


Poza tym nieznaną jest odpowiedź na pytanie, komu z polskich twórców należy powierzyć inscenizację i choreografię tego przedsięwzięcia. Niech Pan nie ryzykuje! – perswadowałem niepytany – stojąc przed obliczem bytomskiego dyrektora.

 

Na szczęście mnie nie posłuchał. Zaangażował słowackiego choreografa Roberta Balogha, którego znał już z wcześniejszych realizacji w Ołomuńcu, Bratysławie i Pradze. Stworzył on choreografię opartą na dojrzałej klasyce z niezwykle efektownymi scenami zespołowymi i wieloma popisami solistycznymi, również pięknie skomponowanymi duetami. Dzięki dobrej współpracy z bytomską Szkołą Baletową zespół powiększono z sukcesem o uczennice i uczniów ostatnich klas. A wśród solistów znaleźli się utalentowani i świetnie przygotowani absolwenci tej Uczelni, o czym będę pisał po obejrzeniu wszystkich obsad na początku kwietnia. Dzięki doświadczeniu i wysokiej klasy umiejętnością choreografa słowackiego , scena bytomska przestała być mała, a wyczyny tancerek i tancerzy momentami „zapierały dech w piersiach”.

 

Orkiestra pod muzycznym kierownictwem Piotra Mazurka zagrała tę efektowną, ale trudną partyturę wręcz po mistrzowsku, co było dla mnie kolejnym zaskoczeniem podczas spektaklu, który oglądałem 16 marca. Było to już szóste wykonanie Spartakusa, a będzie ich zapewne bardzo wiele, bo tłum publiczności emocjonalnie reagując na jego przebieg, na stojąco wiwatował podczas ukłonów w finale.

 

Smutek, rozczarowanie i niepewność dostrzegłem tylko na twarzy dyr. Łukasza Goika. Czy nowa Pani Minister Kultury nie urządzi mu kolejnego konkursu na jego stanowisko w „podzięce” za doprowadzenie Opery Śląskiej do dawno nie oglądanego tu poziomu z rewelacyjnym składem solistów, dobrze śpiewającym chórem, świetnie grającą orkiestrą i baletem, o którym będę pisał z entuzjazmem w najbliższym czasie.

 

Dzięki pracowitości, mądremu zarządzaniu i trafnym decyzjom Łukasz Goik przeprowadził trwający blisko 3 lata remont bytomskiej siedziby, która na zewnątrz wygląda obecnie jak najkosztowniejsza bombonierka, a wewnątrz jak pałac z romantycznej epoki.

 

Zachodzi pytanie, zadawane również przez moich czytelników i publiczność na Śląsku, czy taki konkurs nie należałoby zafundować przede wszystkim Pani Minister, co być może powstrzymałoby próby niszczenia – jakże obecnie wątłej – kadry kierowniczej polskich teatrów operowych.

                                                                   Sławomir Pietras