Wileński „Don Żuanas” i kolejne konkursy…

Opublikowano: poniedziałek, 24, marzec 2025 07:31
Pietras Sławomir

W polskiej świadomości Wilno nierozerwalnie istnieje dzięki Matce Boskiej Ostrobramskiej, Mickiewiczowi, braciom Śniadeckim, Moniuszce, a w nowszych czasach grobem matki Józefa Piłsudskiego i jego sercem na cmentarzu na Rossie.

 

Z powojennego gmachu Litewskiego Narodowego Teatru Opery i Baletu przyjeżdżała do nas Irena Milkevičiute, wielce utalentowana sopranistka, aby śpiewać w Warszawie verdiowską Lady Makbet, Lisę, i Abigaille oraz Wirgilius Norejko, znakomity tenor, a także późniejszy dyrektor tego Teatru, który partnerował Teresie Żylis-Gara w jej niezapomnianej kreacji w warszawskiej Tosce.Oboje zresztą rodowici wilnianie.

 

Jechałem teraz do Wilna, aby obejrzeć 7 marca premierę Don Giovanniego Mozarta, przygotowaną w koprodukcji z Duńczykami, szwedzkim teatrem operowym w Göteborgu i Grecką Operą Narodową w Atenach. Liczyłem na tradycyjny spektakl o tym międzynarodowym uwodzicielu, kilka sentymentalnych spacerów po tym pełnym polskich pamiątek mieście i ewentualnie resztek sowieckich pozostałości po obyczajowości, mentalności i zachowaniach braci Litwinów, mówiących nie kojarzącym się z czymkolwiek językiem.

 

Jakże się myliłem ! Zastałem miasto nowoczesne, czyste i dbające o swój wygląd, niewiele tylko większe od Poznania, z mieszkańcami, z których co drugi mówi lub rozumie po polsku, a niemal każdy posługuje się angielskim. Wszelkie napisy uliczne i reklamy wyłącznie po litewsku, jakby tubylcy chcieli podkreślić, że tu jest Litwa jako część Europy, a nie Europa z prowincją litewską.

 

Repertuar Opery w tym sezonie to Don Carlos, Turandot, Tryptyk Pucciniego, Traviata, Madama Butterfly, Cyganeria, Korsarz, Miliony Arlekina, Giselle, Don Kichot, Królewna śnieżka i siedmiu krasnoludków (tak, tak, to ta sama, która od pół wieku utrzymuje się w repertuarze łódzkiego Teatru Wielkiego). Duża ilość spektakli baletowych jest zapewne pokłosiem działalności Krzysztofa Pastora, który w latach 2011-2020 funkcjonował tam na stanowisku dyrektora artystycznego baletu i wystawił takie tytuły, jak Carmen (wersja baletowa),Sen nocy letniej, Acid City, Tristan i Izolda, Dziadek do orzechów, Bolero, Romeo i Julia, Cudowny Mandaryn i Noc rozjaśniona.


Koprodukcja z Duńczykami, Szwedami i Grekami wyszła wileńskiemu przedstawieniu ze wszech miar na dobre. Angielski reżyser z oksfordzkim wykształceniem John Fulliames umieścił akcję libretta w czasach współczesnych (te garnitury dla mężczyzn, damskie kreacje takie same, jak na naszych dzisiejszych ulicach), ale uczynił to z wielką dozą profesjonalizmu, nie kolidując akcji scenicznej z kongenialną klasycznością muzyki Mozarta. Tym razem wzbudziło to we mnie uznanie zamiast protestów, gdy tylko realizatorzy w swych działaniach scenicznych odbiegają od sensu i didaskaliów libretta. 

 

W zabiegu tym pomogli wspaniali wykonawcy. Wprawdzie zarówno Don Giovanni jak i Leporello (Steponas Zonys i Raimundas Juzuitis) byli nie tylko rówieśnikami, rosłymi amantami, poruszającymi się w szykownych garniturach, wszystkie trzy amantki, Donna Anna (Ksenyja Bakhritdinowa), Elvira (Gabriele Bukine) i Zerlina (Monika Plĕskyte), to urodziwe młode kobiety, u których mistrzostwo śpiewu konkurowało z dojrzałym aktorstwem. Ale również Don Ottawio (Tomas Pavilionis), Masetto (Joris Rubinovas) i Komandor (Liudas Norvaišas), były kreacjami dorównującymi poziomem czołowym wykonawcom.

 

Dyrygował Valentin Egel, zaledwie trzydziestoletni mistrz batuty, ale rozpoznany już na wielu estradach i w kanałach orkiestrowych Europy. Interpretował tę genialną, ale trudną partyturę Mozarta z precyzją, równocześnie fantazją i rzetelnością w stosunku do jej zapisu, umiejętnie pomagając solistom wywiązywać się z karkołomnych zadań scenicznych.

 

Wyszedłszy olśniony z tego przedstawienia, zacząłem zastanawiać się, czyby nie namówić dyr. Macieja Figasa do zaproszenia wileńskiego Don Giovanniego na Bydgoski Festiwal Operowy. Przy absolutnie wyśrubowanym poziomie artystycznym, ewentualnym problemem mogłyby być jego skomplikowane, scenicznie mobilnie dekoracje oraz niezwykle precyzyjna gra świateł (Fabiana Piccioli). Ale niechby – w co nie wątpię – znalazł się w Bydgoszczy hojny sponsor, który dla jakości i sławy naszego Festiwalu wsparłby dodatkowe koszty zamontowania wileńskiego Don Żuanasa na bydgoskiej scenie.

 

Ale czy dyr. Figas zechce utrzymać się na stanowisku, skoro ta obecna Minister Kultury kazała zweryfikować jego osiągnięcia i kwalifikację po 32 latach sukcesów w budowaniu, kierowaniu i kształtowaniu Opery Nova oraz Bydgoskiego Festiwalu Operowego, jedynego takiego zjawiska w naszej części Europy?

 

Zachodzi pytanie, czy nie poprosić Premiera, aby ogłosił konkurs również na stanowisko Ministra Kultury?

                                                                              Sławomir Pietras