Czym niechby zajęła się Pani Minister…

Opublikowano: poniedziałek, 03, luty 2025 06:49
Pietras Sławomir

Postanowiłem zaapelować do Hanny Wróblewskiej, od kilku miesięcy nowego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w sprawach moich młodszych kolegów, dyrektorów polskich teatrów operowych. Kiedy z Maciejem Englertem i Jackiem Wekslerem zakładaliśmy w roku 1993 Stowarzyszenie Dyrektorów Teatrów, nie było jeszcze mowy o tych kuriozalnych konkursach. Ale władze regionalne i ministerialne dysponowały rozeznaniem, a nawet listami kandydatów, kto może, a kto nie powinien być dyrektorem teatru. Natomiast ja perswadowałem moim starszym i młodszym kolegom, że optymalna kadencja na tym stanowisku to minimum 5 sezonów, a maksymalnie 10, a w moim przypadku było to jeszcze więcej, jako że czas trwania naszych dokonań nie powinny regulować przepisy, konkursy lub czyjeś widzimisię, ale rezultaty działań, obraz poczynań, sytuacja teatru, czy wzajemne relacje między zespołem artystycznym, pracownikami, również publicznością, a kierującym tym wszystkim teatralnym liderem. Wszystko to będąc odwiecznym dobrym obyczajem teatralnym legło w gruzach, gdy władza ułatwiając sobie podejmowanie decyzji i chroniąc się przed odpowiedzialnością, zaczęła obsadzać stanowiska dyrektorów teatrów w drodze konkursów.

Doprowadziło to do kadrowych nieporozumień, a w niektórych teatrach wręcz do katastrofy. Komisje konkursowe prawie zawsze składały się – delikatnie mówiąc – z niekompetentnych gremiów. Na stanowiska dyrektorskie zgłaszali się – krótko mówiąc – nieudacznicy, bezrobotni, przeceniający swe możliwości dyletanci, uprzednio zdymisjonowani pseudo fachowcy, a prawie nigdy rzetelni, kompetentni, dysponujący ogólnie znanymi osiągnięciami działacze teatralni, bo – na dodatek – konkursy te bardzo często były po prostu ustawiane.

Prawdopodobnie problemu tego nie rozumie obecna Minister Kultury, pochodząca ze środowiska muzealników. Dlatego postawiła we wręcz kuriozalnej sytuacji wybitnych przedstawicieli tej profesji, którym po osiągnięciu niepodważalnych sukcesów prowadzonych teatrów, każe stawać do konkursów, kwestionując tym samym ich dorobek, autorytet i wręcz ochotę do dalszego działania.

Stało się tak niedawno z Waldemarem Dąbrowskim, który widocznie pani Minister wydaje się być zbyt sędziwy mimo, że na przykład o wiele młodszy od obecnego i byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych.


Grożenie konkursem Waldemarowi Dąbrowskiemu, byłemu wybitnemu Ministrowi Kultury i wieloletniemu szefowi Teatru Wielkiego w Warszawie, kiedy on sam deklaruje trwanie na stanowisku dla dobra minionych i teraźniejszych osiągnięć, dalszą pracę nad ich pomnażaniem, mając poparcie zespołu, autorytet w kraju i na świecie oraz rozpoczęte, wymagające intensywnego działania wspaniałe koncepty, jest posunięciem wręcz kuriozalnym i karygodnym.

Jeszcze gorzej jest w Operze Nova, gdzie Maciej Figas, jej budowniczy, lider jedynego w Polsce festiwalu operowego, rozbudowujący obecnie swą nowoczesną siedzibę i cieszący się pozytywną oceną zespołu, władz, publiczności i mediów, został postawiony do oceny konkursowej, przez Panią Minister, której się to wszystko widocznie nie podoba.

Postanowiłem więc doszukać się gremium Gabinetu Politycznego Ministra, aby zaczęło doradzać, co trzeba. Po wielu staraniach ustaliłem, że jego szefem został Brunon Odolczyk z konterfektu wyglądający na młodzieńca, ale poza tym nic nie mogę powiedzieć. Natomiast Agata Diduszko-Zyglewska (1975) na codzień zajmuje się pedofilią w kościele, Radą Kobiet przy prezydencie Warszawy, audycją „Kobiety objaśnią ci świat” i kandydowaniem do Sejmu i Parlamentu Europejskiego, ale bez powodzenia. Jest jeszcze aktor z Bydgoszczy Artur Krajewski (1968), Adam Łukasiewicz – patrolog i archeolog śródziemnomorski, Jarosław Ważny (1982) puzonista zespołu „Większy obciach” i „Buldog” oraz Jakub Szczęśniak, równie nieznany, ale nic innego nie udało mi się dowiedzieć.

Z takim gremium nie chciałbym się spotykać w żadnej sprawie i zastanawiam się, o co chodzi pani Minister? Gdyby wystarczyło miejsca w felietonie, przedstawiłbym równie kuriozalnie skompletowaną dwudziestoosobową Radę do spraw instytucji artystycznych. Ale pozostawiam to sobie na inną, najbliższą okazję.

Tymczasem zastanawiam się kto na tym bezrybiu kadrowym zająłby miejsce dwóch wybitnych managerów polskiego teatru operowego, Dąbrowskiego i Figasa, a w moim ukochanym Teatrze Wielkim w Łodzi zabroni upodlać, upokarzać i nękać czołową polską śpiewaczkę operową Joannę Woś w finale jej wspaniałej kariery?!

Tym niechby zajęła się Hanna Wróblewska, aby oddalić od siebie ksywę najgorszej Minister Kultury, a przeżyłem ich już aż 43!!!

                                                                     Sławomir Pietras