Powrót do wspomnień Rudolfa Binga

Opublikowano: poniedziałek, 02, wrzesień 2024 06:24
Pietras Sławomir

„5000 wieczorów w Operze” Rudolfa Binga… Po 40 latach jakie upłynęły od jego wydania przez PIW, trafia znów do polskiego czytelnika. Zostało uzupełnione o dramatyczną historię ostatnich lat życia sir Rudolfa i wzbogacone o polonika w historii i teraźniejszości Metropolitan Opera – pisze na czwartej stronie okładki tej pięknie wydanej przez teatrogalerię STUDIO pozycji książkowej, prof. Ewa Łętowska.

 

Powrót do wspomnień najwybitniejszego operowego dyrektora naszych czasów jest posunięciem mądrym, potrzebnym i atrakcyjnym dla miłośników sztuki operowej. Ale mnie szczególnie zainteresowały teksty towarzyszące edycji „5000 wieczorów w Operze”, trafnie pomyślane przez inicjatorów tego wydawnictwa.

 

Już wstęp Jacka Marczyńskiego jest tego zapowiedzią, a zwłaszcza jego esej „Od Marcelli do Aleksandry. Polscy artyści w Metropolitan”. Ten kompetentny krytyk operowy ujawnia, że pomiędzy Sembrich-Kochańską a Aleksandrą Kurzak, w historii najwybitniejszego teatru operowego świata wystąpiło – dziś szereg kompletnie zapomnianych – śpiewaków polskiego pochodzenia, takich jak Wiktor Grąbczewski, Felicja Kaszowska, Karolina Beethówna, Selma Kronengold, Johanes Loric, Bella Alten, Elena Rakowska czy Marek Windheim. Wszystko to po raz pierwszy ujawnił nieoceniony Jacek Marczyński, pisząc o znanych nam nowojorskich karierach Jana Kiepury, Teresy Żylis-Gary, Teresy Kubiak, Wiesława Ochmana, Stefanii Toczyskiej, Zdzisławy Donat, Ewy Podleś, Mariusza Kwietnia, Piotra Beczały, Małgorzaty Walewskiej, Andrzeja Dobbera, Artura Rucińskiego i Jana Jakuba Orlińskiego.

 

Ta imponująco długa lista zawiera nazwiska zarówno polskich gwiazd, jak i śpiewaków drugoplanowych w dziejach MET. U jej początków byli tacy wybitni polscy śpiewacy jak Jan i Edward Reszke czy Adam Didur, a dyrektorami muzycznymi Leopold Damrosch (urodzony w Poznaniu) jego syn Walter (urodzony we Wrocławiu).

 

W sumie esej Marczyńskiego unaocznia, że w światowej historii teatru operowego byliśmy i jesteśmy w ciągle nie do końca uświadomionej czołówce. Do tego zmierzają również wypowiedzi dyr. Waldemara Dąbrowskiego, udzielone Jackowi Hawrylukowi w rozmowie pt. „Metropolitan pasuje śpiewaka na rycerza”.


Przy niezmiennym szacunku i podziwu dla talentu, bystrości i inteligencji mojego młodszego kolegi, jego nazywanie sukcesami grane tylko po kilka razy, reżyserowane przez Mariusza Trelińskiego spektakle w Nowym Jorku, z marnym zainteresowaniem publiczności i – delikatnie mówiąc – nie najlepszą krytyką, zakrawa na nieporozumienie. Owszem, jest to sukces umiejętności promocyjnych i lansowania swoich „koni wyścigowych”. Natomiast istotnym osiągnięciem obecnego dyrektora Opery Narodowej są koprodukcje, o których ciekawie opowiada w rozmowie z red. Hawrylukiem, a zwłaszcza fantastyczny pomysł z Ukrainian Freedom Orchestra pod dyrekcją Keri Lynn Wilson, żony Petera Gelba, obecnego szefa Metropolitan.

 

Ciekawą impresją jest wypowiedź Juliusza Multarzyńskiego pt. „Historia jednej fotografii”. Nasz wybitny fotografik podążając śladami Marcelli Sembrich-Kochańskiej dotarł na Woodlawn Cemetery w nowojorskiej dzielnicy Bronx, gdzie po żmudnych poszukiwaniach odnalazł grób Rudolfa Binga. Stosowna fotografia widnieje obok tekstu Multarzyńskiego i jest jednym z unikatowych konterfektów, jakie zamieszczono w tej niezwykłej książce.

 

Jako uzupełnienie wspomnień Rudolfa Binga otrzymaliśmy szereg tekstów dotyczących tematu (nie wszystkie!), cennych i interesująco nakreślonych. Do nich zaliczam obszerny esej Tomasza Pasternaka pt. „Zmierzch Boga, czyli co się zdarzyło Rudolfowi Bingowi. Dalsze losy legendarnego zarządcy MET, operowego tytana i potwora, po zakończeniu jego dyrekcji w Metropolitan Opera”. Choćby dlatego warto mieć tę książkę w swojej bibliotece.

 

W roku 1993 będąc stypendystą i gościem Departamentu Stanu mogłem odpowiedzieć na zadane mi pytania, z kim chciałbym spotkać się podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych. Bez wahania na liście takich osób umieściłem Rudolfa Binga. Bez nadziei na realizację tego marzenia zostałem zaskoczony zawiadomieniem, że po długich i skomplikowanych staraniach opiekunowie chorego i sędziwego tytana opery zgodzili się, aby aktualny dyrektor Teatru Wielkiego z Warszawy odwiedził legendarnego szefa MET. Zawieziono mnie do Hebrew House for the Aged at Riverdale na Bronxie, gdzie Rudolf był pacjentem zaawansowanego Alzheimera. Wizyta trwała krótko, rozmawialiśmy po niemiecku, głównie o samopoczuciu sir Rudolfa, a ja byłem wzruszony i do dziś uczucie to towarzyszy mi, gdy o tym pomyślę.

 

Dlatego całość tego wydawnictwa, a zwłaszcza esej Tomasza Pasternaka tak bardzo zapadł mi w serce.

                                                                       Sławomir Pietras