Baletowe nietrzymanie moczu

Opublikowano: poniedziałek, 20, maj 2024 06:28
Pietras Sławomir

Taka przypadłość wśród ludzi tańca wcale nie występuje. A jednak?...Otrzymałem właśnie pismo od Rady Etyki Mediów z dnia 17 kwietnia 2024 roku podpisane przez jej wiceprzewodniczącą Helenę Kowalik, które mnie bardzo usatysfakcjonowało, a jednocześnie zdumiało. Oto jego fragmenty: „Autorzy skargi na publicystykę Sławomira Pietrasa w tygodniku Angora… 37 nazwisk, niektóre z tytułami naukowymi… publicysta od wielu lat urąga podstawowym zasadom etyki dziennikarskiej, naruszając dobra osobiste artystów o których pisze i ujawniając szczegóły z ich życia osobistego… używa w swych tekstach języka mizoginicznego. Szanowni autorzy skargi… Publikacje p. Pietrasa zawierają elementy recenzji, ale ich forma wskazuje, że w zamyśle autora są felietonami. Czyli takim gatunkiem dziennikarstwa, który pozwala autorowi dzielić się z czytelnikami swymi obserwacjami w sposób nawet prowokujący, albo swawolny – na zasadzie, że „mnie wolno więcej”. Bo felietony są czytane przede wszystkim ze względu na nazwisko autora”.

 

Moim zdaniem to wystarczy, aby owe 37 nazwisk podpisanych na skardze przeciwko mnie (niektóre z tytułami naukowymi, wiem dobrze które!) poniosły klęskę i za pokutę powinny… wziąć lewatywę. Nie będę wymieniał – przynajmniej na razie – ich nazwisk, wśród których jest zawiedziona i nieudolna urzędniczka baletowa, była primabalerina i choreografka, jej opętana czcią służąca i hagiografka oraz początkująca choreografka, która zamiast ułożyć np. krakowski spektakl O Wandzie co nie chciała Niemca, bierze się za tematy szekspirowskie. Podobno wszystkie te kobieciny są inicjatorami skargi, o której opowiadam. Zarzucają mi mizoginię (uprzedzenie wobec kobiet lub dziewcząt), z którą nie miałem dotąd nic wspólnego, a nawet wręcz przeciwnie. Ale przypatrując się spisowi osób tak haniebnie mnie oskarżających, dziwię się i – prawdę powiedziawszy – nie ręczę za siebie!

 

W zrozumieniu motywacji tej kuriozalnej skargi pomogła mi wypowiedź Krystyny Jandy, którą znalazłem w felietonie na łamach marcowego miesięcznika „Pani”. Oto co pisze ta wielka artystka, do której moja cześć i wyznawany kult jest zaprzeczeniem jakiejkolwiek mizoginii: 

 

„… od czasu, kiedy pojawił się Internet portale społecznościowe otworzono anteny radiowe, medialne, każdy ma prawo napisać komentarz pod artykułami prasowymi… Ludzie nagle, gremialnie zaczęli się wypowiadać publicznie i bazując na anonimowości, przestali się wstydzić poglądów i tego, jacy są. Zalała nas fala pomówień, złośliwości, bezrefleksyjnego oceniania innych, obrażania wzajemnego i bezkarnych potępień, niesprawiedliwych ocen, nie mówiąc już o donosach. ANONIMOWO.


Rozglądamy się dookoła i już nie wiem, kto jest kim i jak myśli, ale obcowanie z tymi wypowiedziami na co dzień uświadomiło nam, jacy jesteśmy w masie, jak wiele w naszym społeczeństwie frustracji i chęci jakiejś dziwnej zemsty, karania i oceniania innych, a w następstwie tego poczucia się lepszymi czy bardziej sprawiedliwymi”.

 

A rozpieszczając mnie swą obroną Rada Etyki Mediów pisze jeszcze: „Sławomirowi Pietrasowi – menedżerowi kultury, wieloletniemu dyrektorowi polskich teatrów operowych i baletu, bez wątpienia „wolno więcej”. A do założenia kostiumu swawolnego Dyzia z Ludzi bezdomnych Żeromskiego, upoważnia go znajomość twórczości archetypów: Słonimskiego, Mackiewicza, Boya-Żeleńskiego, czy Waldorffa. Ci to naprawdę sobie pozwalali w swych felietonach”. 

 

Po przeczytaniu tego wszystkiego już wiem, za co należy cenić i szanować Radę Etyki Mediów. Kończąc tak dla mnie zaszczycające pismo, wiceprzewodnicząca Helena Kowalik dodaje: „Piszą państwo w skardze, że poziom merytoryczny tekstów, które w zamierzeniu mają być recenzjami, jest nie do przyjęcia w XXI wieku… Ale konia z rzędem temu, kto określi obecny wzorzec recenzji… To uwaga na marginesie, bo naszym zadaniem jest ocena kwestionowanych tekstów pod kątem wymogów Karty Etycznej Mediów, a w tej mierze  Sławomir Pietras nie uchybił kanonowi”.

 

Nic dodać, nic ująć! Zabieram się do dalszej twórczej pracy. Proszę moich czytelników  – tak jak dotychczas  – o wierność i dalsze wsparcie w razie potrzeby, a sygnatariuszom tej nieszczęsnej skargi życzę opanowania emocjonalnego nietrzymania moczu. Skoro nie tańczą, a wzięli się do pisania, co im wyszło, jakby martwa krowa ruszyła ogonem.

                                                                     Sławomir Pietras