Mówcie do mnie Wuju!

Opublikowano: poniedziałek, 15, kwiecień 2024 06:40
Pietras Sławomir

Ciągle otrzymuję pytania, na czym polega moje zainteresowanie, ingerencja, a nawet opieka nad losami dzieci wielu artystów, z którymi łączyła mnie współpraca, wieloletnia znajomość, a nawet przyjaźń. Potomkowie postaci o znanych nazwiskach w świecie opery, baletu czy teatru, wybierając profesje pokrewne lub tożsame z drogą zawodową swych rodzicieli, napotykali zwykle góry trudnych do zrozumienia przeszkód, pochodzących głównie od środowisk, z których wywodzili się ich protoplaści.

 

Ale również dzieci artystów, którzy wybrali drogę życiową nie mającą nic wspólnego ze sztuką, często przeżywali swoiste stygmatyzowanie, a co najmniej manifestacyjne zdziwienie najbliższego otoczenia.

 

Tak było z Dorotą – córką Danuty Baduszkowej, gdy postanowiła studiować geografię, Grażyną – córką Bogdana Paprockiego, która została wydawcą, a nie artystką operową, czy Gabrysią – córką Antoniny Kaweckiej, posiadającą głos i talent aktorski, ale wolała zostać wysoko wykwalifikowanym prawnikiem, nie mówiąc o Pawle Wesołowskim, synu wybitnych artystów baletu, ale z zawodu patrologiem (historia literatury wczesnochrześcijańskiej), od lat pracującym w Ministerstwie, będącym głównym specjalistą ds. książki i animacji kultury.

 

Najgorzej mieli potomkowie śpiewaków, którzy postanowili – wzorem rodziców – poświęcić się tej właśnie profesji. Ileż to razy musiałem bronić ich przed przesadnymi, często niesprawiedliwymi, a zawsze zjadliwymi komentarzami w bufetach, za kulisami, a nawet na widowni. Tak było z Tatianą – córką Barbary Zagórzanki, Zbyszkiem – synem Bernarda Ładysza, Grzegorzem – synem Marii Tomczak, czy Aleksandrą – córką Jolanty Żmurko, (ale to skończyło się wręcz światową karierą!). To samo dotyczy pianistki i wybitnej akompaniatorki Anny Marchwińskiej, córki Jerzego i niezapomnianej Haliny Słonickiej, czy Beaty Wrzosek – córki wybitnego tancerza Kazimierza i Liliany Kowalskiej, baleriny, pedagoga i groźnej szefowej zespołów baletowych.

 

Ileż dumy i satysfakcji dostarczają dzieci artystów, którzy po wielu perypetiach zajęli wysokie pozycje w zawodach tylko pośrednio mających coś wspólnego z zajęciami protoplastów. Jerzy – syn Roberta Satanowskiego (kompozytor), Iva – córka Marii Sartovej (projektantka mody), Gilberto – syn Barbary Michel-Giardini (scenograf), Piotr – syn Ryszardy Racewicz (dyrygent), Janusz Słoniowski – syn Haliny, wieloletni dyrektor administracyjny Opery Wrocławskiej, Magda Hiolski – córka Andrzeja, muzyk i malarka mieszkająca w Wiedniu, Krystyna Dachtera – potomkini znanego wrocławskiego tenora – publicystka, autorka książek, Paulina – córka Ewy Wycichowskiej (podobno pracownik naukowy).


 

W gronie dzieci interesujących mnie artystów mam aż czworo chrześniaków: Stasia – syna Kazimierza Kowalskiego, Artura – syna Sylwii Maszewskiej oraz Dominika i Karola, aż dwóch synów Marka Skarupy, niegdysiejszego artysty Polskiego Teatru Tańca, mieszkających obecnie w Hanowerze. Szczególnym sentymentem darzę Maćka, potomka legendarnej gwiazdy Jadwigi Romańskiej oraz – najmłodszego z nich – Wiktora Kozłowskiego, latorośl mistrza batuty operowej Tadeusza Kozłowskiego, od niedawna również dyrygenta, ciągle bez pracy, mimo niepospolitej osobowości, talentu odziedziczonego po wybitnym ojcu i osobistej charyzmie. Ten przypadek zdecydowanie negatywnie świadczy o swego rodzaju kompleksach i bezrozumnej bezwzględności naszego środowiska.

 

Nie lepiej jest z dziećmi znanych aktorów. Wiele mogłaby powiedzieć o tym Marysia Seweryn – córka Andrzeja i Krystyny Jandy, Maciej syn mistrza Jerzego Stuhra, czy Julka – córka Anny Romantowskiej i Krzysztofa Kolbergera (obecnie coraz bardziej wzięta reżyserka). Najlepsze wspomnienia mam z kontaktów z Dominiką – córka państwa Pendereckich (syna Łukasza niestety nie poznałem). Uroczą osobą pozostaje Małgorzata – córka Wiesława Ochmana (syn Maciej – ojciec wnuka Krystiana – pozostał za Oceanem). Ciągle żywię przekonanie, że Oskar Świtała – potomek niegdysiejszego tancerza Jarosława – zostanie kiedyś dyrektorem Teatru. Natomiast Agnieszka, córka Mieczysława Dondajewskiego (mojego poprzednika na stanowisku dyrektora Teatru Wielkiego w Poznaniu), śpiewaczka o pięknym głosie i talencie operowym, przerwała karierę o wiele za wcześnie, na co nie mogłem mieć wpływu, bo mnie tam już nie było.

 

Ze względu na nazwisko obecnego ministra kultury i dziedzictwa narodowego, powinny być w modzie cytaty sienkiewiczowskie. Wybieram ten, którym w „Potopie” Zagłoba zaszczycił Rocha Kowalskiego. Obiecuję, że każdy napotkany przeze mnie potomek artysty z którym kiedyś łączyła mnie współpraca, zażyłość, a zwłaszcza podziw dla jego sztuki, na powitanie otrzyma propozycję: – „Mów do mnie Wuju!”.

                                                                   

                                                                                         Sławomir Pietras