

































Galeria
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Zapalam lampki oliwne poprzednikom
Strona 2 z 2
Do czasów Polski Ludowej działały u nas tylko trzy teatry operowe (Warszawa, Poznań, Lwów), nie licząc doraźnych przedsięwzięć w Krakowie, Toruniu i Katowicach. W stolicy w latach dwudziestych złotymi zgłoskami zapisała się dyrekcja Emila Młynarskiego, a po wojnie Bohdana Wodiczki, jakże niesprawiedliwie potraktowanego w obliczu otwarcia odbudowanego Teatru Wielkiego. Swoistym ewenementem były dwa krótkie okresy dyrektorowania wybitnej śpiewaczki Janiny Korolewicz-Waydowej, pierwszej w Polsce, a trzeciej na świecie kobiety na tym stanowisku.
Myśląc o Warszawie trudno pominąć nazwisko Stefana Sutkowskiego, założyciela i kilkudziesięcioletniego dyrektora Opery Kameralnej, a w Łodzi Stanisława Piotrowskiego, budowniczego i pierwszego dyrektora Teatru Wielkiego. Wśród zalet i osiągnięć posiadał On jedną, szczególnie ważną dla mnie, ponieważ wskazał mnie i zarekomendował na dyrektora opuszczonego przez siebie Teatru, wielce ryzykując kandydaturę nieznanego nikomu w Łodzi młodzieńca, któremu postanowił potem nie pomagać (o co wielokrotnie prosiłem), aby nie być posądzonym o wtrącanie się ze swoim „widzimisię”.
Chętnie wspomniałbym o wieloletnim dyrektorze Opery Śląskiej Napoleonie Siessie, ale zostawiam to moim młodszym adeptom tej profesji z Bytomia, zanim będą mogli wspominać swoje – mam nadzieję – przyszłe zasługi. Wiele lampek oliwnych chciałbym zapalić – nie tylko w Dniu Zmarłych – na grobach dyrektorów polskich teatrów operowych, którzy dobrze zapisali się w narodowej historii tej sztuki. Młynarskiemu, Korolewicz-Waydowej i Latoszewskiemu na Starych Powązkach, Bierdiajewowi, Górzyńskiemu i Wodiczce na Wojskowych, Satanowskiemu na wrocławskim Psim Polu (należy koniecznie przenieść go do grobu żony w alei zasłużonych na Osobowicach, Piotrowskiemu na cmentarzu w Wilanowie, a Siessowi na ul. Francuskiej w Katowicach.
Przez wiele lat nie dawała mi spokoju sprawa Dołżyckiego. W swym eseju Waldorff pisał: „Był to rok 1966, gdy… dostałem wycinek z prowincjonalnego niemieckiego dziennika… Wyczytałem, że w małym miasteczku RFN na głębokiej bawarskiej prowincji obchodził dość uroczyście osiemdziesięciolecie urodzin zasłużony nauczyciel gry na fortepianie miejscowych dzieci – Adam Doltschik. Notatkę opatrzono fotografią. Poznałem go natychmiast… To był Adam Dołżycki. Uciekł… i otom się dowiadywał, że od 20. lat – on wielki – uczy niemieckich Hansów i Grety jak wygrywać jednym palcem… “.
Odnalazłem to miasteczko między Marktredwitz, a Bayreuth. Natychmiast po jubileuszu 50. lecia Opery Poznańskiej, czyli pół wieku temu pojechałem tam i – mimo wszystko – zapaliłem Dołżyckiemu lampkę oliwną. Sławomir Pietras |
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||