Plan pracy na jesień (życia)

Opublikowano: poniedziałek, 23, październik 2023 06:47
Pietras Sławomir

Przywieziony przez luksusowy autokar Opery Śląskiej z Festiwalu Adama Didura w Sanoku, razem z orkiestrą złożoną z młodych i kulturalnych muzyków, stałem przed bytomskim gmachem operowym zastanawiając się, jak dotrzeć z pokaźnymi bagażami do dworca kolejowego, aby z przesiadką w Gliwicach dojechać do Poznania. Obecnie jestem dużo starszy od zmarłych przede mną dyrektorów tego Teatru, począwszy od Adama Didura (73), Stefana Beliny-Skupiewskiego (77), Włodzimierza Stahla (73), Włodzimierza Ormickiego (69), Napoleona Siessa (55). Gdy tak się zastanawiałem, podjechał luksusowym samochodem obecny dyrektor Opery Śląskiej i widząc moje zakłopotanie zapytał jak było na Festiwalu, spojrzał na bagaże i uprzejmie wskazał drogę na dworzec, którą przecież znałem, bo przemierzałem ją stokrotnie, zanim on pojawił się na świecie.

 

W kilka dni później zadzwoniła do mnie moja niegdysiejsza uczennica, od lat dyrektorka artystyczna łódzkiej Szkoły Baletowej, abym przyjechał na Wieczór poświęcony pamięci Feliksa Parnella. Wkrótce potem jej sekretarka telefonicznie kazała mi wpisać do zaproszenia numer miejsca, gdzieś w dalszych rzędach amfiteatru. Ponieważ jestem jak dotąd najdłużej urzędującym dyrektorem tego Teatru, nie przyjąłem tak peryferyjnej propozycji zastanawiając się, kogo posadzono w bliższych rzędach.

 

Zamiast tego zwiedziony wiadomościami o sukcesie Czarodziejskiego fletu w Operze Wrocławskiej, postanowiłem obejrzeć to przedstawienie. Zasiadłszy na zniewalająco pięknej widowni tego starożytnego, odremontowanego w czasach Ewy Michnik gmachu (1843) doznałem olśnienia, kiedy w antrakcie wyrósł przede mną mój niegdysiejszy współpracownik, obecnie dyrektor artystyczny tego Teatru Michał Znaniecki, odziany w paradny surdut z efektowną butonierką i kolorowym fularem.

 

– Czy tak elegancko ubierasz się na każdym spektaklu? – spytałem podstępnie. – Nie, tylko wtedy, gdy ty przyjeżdżasz! – odpalił filuternie, po czym wysłuchał z nieukrywaną satysfakcją moich komplementów, dotyczących tego, co przed chwilą zobaczyłem. Był to bowiem spektakl pełen dobrej reżyserskiej roboty, przeniesiony w realia przedwojennego Breslau (co ryzykowne i trudne), ale w tym przypadku nie uwłaczający oryginałowi, świetnie przygotowany muzycznie i wokalnie przez Adama Banaszaka, dyrygującego z fantazją, precyzyjnie i stylowo. Dodatkowym walorem jest bardzo dobra obsada, złożona wyłącznie z solistów wrocławskich na czele z Marią Rozenek-Banaszak – Królową nocy, jakiej w Polsce od dawna nie było.


Mało kto w Polsce wie, że rok 2023 ogłoszono na świecie Rokiem Marii Callas, w stulecie urodzin primadonny XX wieku. Czując swe obowiązki całożyciowego callasisty, postanowiłem wygłosić cykl prelekcji jej poświęconych. Zacząłem od Aten (o czym już pisałem), poprzez Genuę (właśnie w tych dniach), po czym w ożarowskim Mazurkasie (5 listopada), podpoznańskim Buku (15 listopada), w Bibliotece Miejskiej w moim rodzinnym Będzinie (23 listopada), na Akademii Muzycznej w Poznaniu (1 grudnia) i w Swarzędzu (14 grudnia). Jeśli pomiędzy tymi terminami będzie ktoś chciał posłuchać moich opowieści o tej największej śpiewaczce wszystkich czasów, proszę dać znać i zaprosić. Nikomu nie odmówię.

 

W międzyczasie Polski Teatr Tańca anonsuje moje comiesięczne Wieczory w swej nowej, luksusowej siedzibie przy ulicy Taczaka 8, poświęcone wybitnym postaciom tego Teatru, który przed pół wiekiem współtworzyłem. Mówiłem już o Conradzie Drzewieckim (wrzesień), Teresie Kujawie (październik), przygotowuję się do Emila Wesołowskiego (18 listopada) i Pawła Chynowskiego (2 grudnia). Po nowym roku zapraszam na Piotra Voelkela (13 stycznia), Romę Juszkat (3 lutego), Przemysława Śliwę (9 marca), Krzysztofa Pastora (6 kwietnia), Ewę Wycichowską (11 maja) i Ewę Pasińską (15 czerwca).

 

Redagując „Alfabet dla zaawansowanych” pragnę przeprosić moją wieloletnią współpracownicę i wybitną śpiewaczkę Jolantę Bibel za  niefortunne zdjęcie dostarczone przez łódzki Teatr Wielki, w dodatku z pomyłkowym podpisem, ponieważ na fotografii widzimy księżną de Bouillon (mezzosopran), a nie Adrianę Lecouvreur, która jest przecież sopranem.

 

Tej jesieni przypadają moje okrągłe, sędziwe już urodziny. Nie będę o nich pisał, bo ich obchody – jak twierdzą niektórzy – są próbą generalną do pogrzebu. Ale nie w moim przypadku. Mogę ciągle jeszcze żwawo dowlec się z ciężkimi bagażami na dworzec w Bytomiu, zaprotestować przeciwko lekceważeniu mnie na mojej ukochanej łódzkiej widowni, cieszyć się z dobrego Czarodziejskiego fletu w Operze Wrocławskiej, świetnego Roku Marii Callas, Jubileuszu Polskiego Teatru Tańca, nie mówiąc już o podróżach po świecie, pisaniu felietonów, a nawet kilku książek.

 

A na Sylwestra wybieram się z Grand Tourem do Berlina. Najpierw IX Symfonia Beethovena w najlepszym wykonaniu, następnie uroczysta Gala Operowa, a potem … liryczna balanga do samego rana.

                                                                           Sławomir Pietras