Grono ludzi tworzących przed pół wiekiem Polski Teatr Tańca – Balet Poznański u boku Conrada Drzewieckiego zachowuje się do dziś jak jakaś artystyczna sekta, a co najmniej jak koledzy z wojska. Nie przerywając kontaktów osobistych, co dziesięć lat świętują wspólnie kolejne rocznice. Na trzydziestolecie PTT Mirosław Pach, który z tancerza przeistoczył się w cenionego wydawcę, obdarował nas ściśle limitowaną wewnętrzną publikacją, pełną unikatowych fotografii z dowcipnymi komentarzami, na których oglądamy się „ na trasie… między próbą a spektaklem… w garderobie i po spektaklu… w Paryżu, Moskwie, w Zakopanem na planie Krzesanego”, przypominamy „twarze sylwetki i postawy, a nawet wspólne wakacje”.
Niemal wszyscy mieliśmy wówczas po dwadzieścia kilka lat. Niemal dokładnie po 50. latach spotkamy się we wrześniu w nowej siedzibie PTT przy ul. Taczaka 7, zjemy wspólną kolację w restauracji Concordia Ewy Voelkel, córki naszego legendarnego szefa technicznego, a potem będziemy uczestniczyć w comiesięcznych spotkaniach poświęconych najważniejszym postaciom tworzących ten Teatr przed pół wiekiem: Emilowi Wesołowskiemu, Romie Juszkat, Przemysławowi Śliwie, Pawłowi Chynowskiemu, Krzysztofowi Pastorowi, Piotrowi Voelkelowi i naszym następczyniom Ewie Wycichowskiej i Iwonie Pasińskiej.
Nie będzie wśród nas założyciela i twórcy PTT Conrada Drzewieckiego (+ 2007) i Teresy Kujawy (+ 2020), prywatnie niegdysiejszej żony Conrada, również wybitnej choreografki, która wytrzymała z nami tylko kilka sezonów, aby później umknąć do Łodzi, Warszawy i na długie lata do Wrocławia, gdzie pozostała na zawsze.
Wspominając Conrada, będziemy domagać się przeniesienia jego urny z prochami do Alei Zasłużonych na Cmentarzu Junikowskim, gdzie kazał się pochować w ścianie kremacyjnej wśród zwykłych mieszkańców Poznania, którego był – w swej skromności – niezwykłym, wybitnym i wiernym obywatelem.
Przy okazji pięćdziesięciolecia nie zapomnimy o Władysławie Wigurze, twórcy scenografii do Epitafium dla Don Juana otwierającego listę premier PTT, Krzysztofie Pankiewiczu (+2001) – wieloletnim Conradowskim scenografie, Teresie Memches – cenionym pedagogu i korepetytorce, Jacku Soleckim – ongiś świetnym soliście, a do dziś znanym w Europie impresariu, Lubomirze Wojtkowiak (+2010) – przedwcześnie zgasłej balerinie, Krzysztofie Brygiderze – charyzmatycznym tancerzu od lat na wygnaniu we Włoszech, Henryku Minkiewiczu „Świerszczyku”, spoczywającym od roku 2012 w niemieckiej ziemi, Arkadiuszu Duchu, wybitnym soliście i Zbigniewie Szydełce (teatralnym „synu pułku”) – obaj powracający do formy po komplikacjach zdrowotnych, jeden w Berlinie, drugi w Lipsku, wreszcie Grzegorzowi Nagajewowi i Jolancie Sołtysiak, moim najbliższym współpracownikom z okolic dyrekcyjnego gabinetu.
Przez te pięćdziesiąt lat, aż po dzień dzisiejszy trwają przyjacielskie kontakty z Anną Staszak (nie tylko dlatego, że jest żoną Emila Wesołowskiego), Ewą Pawlak – prominentną postacią poznańskiego środowiska baletowego, Czesławem Pietrzakiem – postaci legendarnej również dzięki projektom kostiumowym i scenograficznym, Romie Juszkat – bez której wybitnych kreacji scenicznych nie byłoby twórczości Conrada, czy Zbigniewowi Łakomemu, po latach tańczenia profesjonalnym szefie technicznym w Operze i Teatrze Muzycznym.
Gdzieś w powodzi zdarzeń umknęły kontakty z uroczą parą solistów Jolantą Dybuś i Zbigniewem Misiudą, małżeństwie żyjącym zgodnie podobno gdzieś w okolicach Sandomierza, Bożeną Lasotą – która po latach spędzonych w Ameryce ukryła się pod Jelenią Górą, Mariolą Henrykowską – najdłużej z nas związaną z PTT, Krystyną Kostrzemską – która jako wieloletni inspektor baletu znała najwięcej osobistych tajemnic nas wszystkich, Markiem Skarupą – który przestał chcieć się z nami kolegować, Zosią Guzik i Zbyszkiem Stróżniakiem – małżonkami bez hałasu przez lata uprawiający swe baletowe rzemiosło, Krzysztofie Białku – po latach tańczenia mieszkającemu ciągle w Niemczech, czy Ewą Owczarek, która po latach solistycznych sukcesów umknęła za granicę, zostawiając nam wspomnienie o swych dwóch baletowych mężach; Krzysztofie Pastorze, który zrobił i wciąż robi fantastyczną karierę i Ryszardzie Węgrzynku, od lat ozdobie salonów Poznania. Jeszcze tylko postawię krzyżyki przy nieżyjących już Elżbiecie Majewskiej +, Franciszku Knapiku+, Władyszku Janickim+ i Ryszardzie Janku+.
Oto postacie z początków istnienia Polskiego Teatru Tańca. Nie wszystkie zmieściły się w tej wyliczance. Pocieszam się, wierząc w to PRL-owskie porzekadło, że jeśli nie ma wojny światowej lub traktor nie wjedzie w pochód pierwszomajowy, to tancerki płci obojga żyją wiecznie.
I tak będziemy trzymać – do następnego Jubileuszu!
Sławomir Pietras