W ostatnich tygodniach, a nawet miesiącach telewizja emituje zapowiedź koncertu Andrei Bocellego, niewidomego leciwego już śpiewaka, a raczej już tylko piosenkarza, który ma się odbyć na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Koncert ten organizuje agencja Prestige MJM, którą podziwiam za odwagę w kwestii ryzyka finansowego, a przede wszystkim niepewności, jeśli chodzi o formę sfatygowanego przecież artysty. Takimi plenerowymi występami wsławiał się, zwłaszcza przed wojną Jan Kiepura, uwielbiany przez tłumy bez telewizyjnej, nieco natrętnej reklamy. Ale „chłopak z Sosnowca” był wtedy młody, urodziwy, patriotyczny, a przede wszystkim złotogłosy i elokwentny.
Jego następca Piotr Beczała od lat uprawia jeszcze intensywniejszą karierę, nie schodząc ze sceny Metropolitan, La Scali, Covent Garden, Opery Wiedeńskiej, Hamburskiej i paryskiej Bastille, Teatro Liceo oraz scen operowych Zurychu, Salzburga, Drezna, Berlina, Madrytu, Brukseli czy Bayreuth, ale nigdy nie odważył się mimo, że urodzony, wychowany i wykształcony na Śląsku, a obecnie przeżywający oszałamiający szczyt swojej światowej kariery, wystąpić na boisku piłkarskim. Zwłaszcza w Chorzowie, gdzie tłumnie zjawiliby się jego krajanie z Czechowic-Dziedzic, wielu katowiczan i Ślązaków z ponad 4 milionowej aglomeracji, a Zagłębiaków namawiałbym do tego namolnie i intensywnie, bo to z kolei moi krajanie.
Ten koncept kieruję w stronę agencji Prestige MJM sympatyzując z jej komercyjnymi przedsięwzięciami, jednak z prośbą o podejmowanie podobnego ryzyka, ale również w dziedzinie polskiej sztuki muzycznej, naszych wybitnych wykonawców, śpiewaków, tancerzy, wirtuozów, zespołów i ich repertuarów, czym się – przypominam – przechodzi do historii i zaskarbia wdzięczność rodaków, a nie tylko sukcesami w zarabianiu pieniędzy.
Zaś namawianie Piotra Beczały do występów w Polsce dla masowej publiczności biorę na siebie i innych propagatorów sztuki wysokiej a zarazem fascynującej, jaką jest opera i pieśniarstwo, w czym nasz rodak wzniósł się do ścisłej światowej czołówki.
Nie mam pewności, czy nam się to uda, ponieważ Piotr Beczała kalendarz występów ma wypełniony na kilka lat do przodu, a repertuarowo ewoluuje w kierunku coraz bardziej dramatycznych partii tenorowych i będąc niegdyś u zarania kariery pięknogłosym tenorem lirycznym, obecnie śpiewa już Don Josego, Cavaradossiego, Jontka, Demona, Bal maskowy, Lohengrina i Radamesa, czyli repertuar mocniejszy, wymagający nieustannych studiów i szlifowania formy. A jest ona tak wspaniała, że nie znajduję lepszego określenia, jak fredrowski „magnetyzm serca”, kiedy słucham głosu Piotra Beczały, lub myślę o jego mistrzostwie wokalnym.
Agencja Grand Tour ogłosiła niedawno, że udało się jej zdobyć pewną ilość miejsc na recital Piotra Beczały w Teatro Liceo w Barcelonie zaplanowany na 16 lipca 2023 roku. Oczywiście pierwszeństwo mają stali bywalcy naszych operowych podróży, ale udało mi się przekonać organizatorów, że kilkanaście miejsc należy zarezerwować dla melomanów, którzy jeszcze nigdy z nami nie byli na tych pod każdym względem niezwykłych eskapadach. Należy tylko zadzwonić pod numer tel. 42-632-06-47 i powołać się na mój felieton pt. „Magnetyzm serca Piotra Beczały”, a dołączą do nas czytelnicy, dla których wynegocjowałem dodatkowe karty wstępu, aby mogli powiększyć nasze grono.
Moi starsi wujkowie i przyjaciele rodziny w Zagłębiu do śmierci wspominali udział w takich koncertach Jana Kiepury, któremu towarzyszyła Marta Eggerth. Tak będzie zapewne i tym razem zwłaszcza, że z Piotrem Beczałą wystąpi rewelacyjna amerykańska gwiazda operowa Sondra Radvanovsky, a w programie zapowiadane są między innymi szlagiery operowe Verdiego, Pucciniego i Mascaniego. Następnego dnia Grand Tour zaprasza na arcydzieło XVIII wiecznej florenckiej opery Koronacja Poppei, którą Teatro Liceo w Barcelonie prezentuje w mistrzowskiej obsadzie. A w międzyczasie czeka nas trochę zwiedzania, kontaktów towarzyskich i atrakcji turystycznych tego wspaniałego miasta. Nie mówiąc już o tym, że spróbujemy odpocząć od „Lex Tusk”, groźby totalitaryzmu, ogłupiających wypowiedzi niektórych polityków oraz ciągłego zagrożenia ze Wschodu, w które raz wierzę, a następnie znów wątpię.
Piękno śpiewu naszego największego tenora w murach fascynującego Teatru stolicy Katalonii, dopołudniowe plażowanie nad Mediterrane i upojne wino w nadmorskich tawernach, niechże będzie należną nam chwilą wytchnienia, przed powrotem do coraz bardziej umęczonej i niepewnej wszystkiego, ale ciągle drogiej nam Ojczyzny.
Sławomir Pietras