Przegląd nowości

Chodźcie ze mną czyli „Requiem Giocoso”

Opublikowano: piątek, 18, marzec 2022 22:12

Bezspornym bohaterem prapremiery nowej polskiej opery (wykonanie koncertowe) Ars Moriendi – Requiem Giocoso Tomasza J. Opałki, była Joanna Freszel występująca w roli Śmierci. Była to oczywiście rozbudowana partia wokalna zawierająca wymyślne, fantazyjne wokalizy, ale kreację Joanny Freszel trzeba koniecznie nazwać rolą – operową i aktorską. Ona jedyna z całego zestawu dziewięciu solistów posłużyła się dodatkowo słowem mówionym.  

 

 Requiem Giocoso 1

 

Było to co prawda tylko jedno słowo „Chodźcie!”, ale wypowiedziane wyraziście i jakże istotne w przypadku tej wspaniałej, majestatycznej postaci, jaką jest Śmierć. Solistka nie tylko górowała swym sopranem nad całością składu wokalnego, a przecież miała przeciwko sobie nie tylko pozostałych solistów, ale także dwa chóry: Zespół Wokalny Polskiej Opery Królewskiej oraz Chór Kameralny Polskiej Opery Królewskiej – razem 30 osób, no i wreszcie potężny aparat orkiestrowy z rozbudowaną blachą i drewnem (można się zastanawiać skąd POK wzięła tylu muzyków) pod dyrekcją Dawida Runtza.


Sopran Śmierci przebijał się przez te huraganowe paroksyzmy dźwięku, wytrzymywał napór grzmotów Wielkiego Bębna i jeszcze bębnów elektronicznych – wychodził na prowadzenie i nie pozwalał o sobie zapomnieć. Jej głos po mistrzowsku przechodził od śpiewu prostego, niczym w operach barokowych, do romantycznie rozwibrowanego, od forte na długiej fermacie, do różnych trylów i staccato, zgodnego z rytmami instrumentów perkusyjnych. 

 

Requiem Giocoso 2

 

Joanna Freszel też jako jedyna przywdziała na swej twarzy tajemniczy uśmiech, którego nie był w stanie przejąć ani jeden z jej interlokutorów, i utrzymała go od samego początku do końca przedstawienia, bo jednak mimo wykonania koncertowego w Studiu im. Lutosławskiego, mieliśmy do czynienia z pełnoprawnym wykonaniem opery w VIII Scenach z Prologiem.

 

 Requiem Giocoso 3 

 

Artystka do swego głosu dołączała jeszcze elementy ruchowe, reagowała dyskretnie całym ciałem na taneczno-ekstatyczną rytmikę poszczególnych fragmentów dzieła, zapowiadając tym samym sens ostatniej VIII Sceny opery – Taniec Śmierci. Pod względem kompozycyjnym można wyróżnić w operze Tomasza Opałki dwie sfery, ludyczną podawaną w archaicznej staropolszczyźnie, oraz poetycko-ekspresjonistyczną zaczerpniętą z Księgi godzin Reinera Marii Rilkego w polskim tłumaczeniu Witolda Hulewicza. Trudno uznać, by obie te sfery pasowały do siebie, ale ponieważ występowały w utworze naprzemiennie scaliły się dzięki podkładowi muzycznemu. Gdyby libretto, a za partią śpiewaną także partytura orkiestry, sprowadzały się jedynie do wątków ludycznych w stylu: „Wszak Kanony Zakazuią niechay Xięża nie tancuią", zaczerpniętych z komentarzy na obrazie pt. Taniec śmierci z ok. 1670 roku, mielibyśmy coś w rodzaju nowej Carminy Burana Carla Orffa. 


Jednak sfera poetycka wzmocniona poezją Rilkego stwarzała utworowi dodatkową perspektywę uniwersalnie eschatologiczną, dawała przy tym pretekst do dodatkowych ewokacji materiału orkiestrowego dozowanego ze szlachetną przesadą, powalającego nadmiarem użytych środków, niekiedy zupełnie bezużytecznych z powodu ogólnej potężnej fali dźwięków orkiestry i taśmy. Ta akustyczna „katastrofa" najsilniej dawała się we znaki głosom solistów.

 

 Requiem Giocoso 4

 

Np. w Scenie III, gdzie występują Cesarz (Paweł Michalczuk), Królowa (Katarzyna Krzyżanowska), Kardynał (Rafał Żurek), a także Chór Zakonników przy tutti zespołu nie słychać kompletnie żadnego słowa, a przecież sopran i bas mają głosy dobrze postawione. Trzeba jednak przyznać, że kompozytor dał kilka okazji, by wykonawcy nie byli zagłuszani. Są sekwencje, gdy chór śpiewa a’capella, niektórym solistom też pozwolono się pokazać, np. basowi Krzysztofowi Łazickiemu w roli Narratora, czy też Witoldowi Żołądkiewiczowi jako barytonowi – Biskupowi, co wcale nie wyszło im na dobre.

 

Requiem Giocoso 5 

  

Najbardziej chyba skorzystał na tych „okazjach” grający na violi da gamba Paweł Zalewski. Nieźle też wypadł mający dwie niewielkie rólki kontratenor Marcin Gadaliński jako Książę i Poeta. Jednemu soliście poszczęściło się szczególnie – to obsługujący sekcję perkusji Leszek Lorent – z natury robiący najwięcej wirtuozowskiego hałasu. Wrażenia po wykonaniu Ars Moriendi Tomasza J. Opałki są jeszcze zbyt świeże, by je można dogłębnie przeanalizować. Przyjdzie na to czas, bo jak zapewniał nieoficjalnie kompozytor – będzie nagranie tej akustycznie szalenie intrygującej opery. Ale o wykonaniu scenicznym na razie możemy sobie pomarzyć.

                                                                        Joanna Tumiłowicz