Przegląd nowości

Skrzypce Paganiniego idą na wojnę?

Opublikowano: poniedziałek, 28, luty 2022 13:50

Głównym punktem sobotniego wieczoru w Filharmonii Krakowskiej miało być wykonanie I Koncertu skrzypcowego D-dur op. 6 Niccolò Paganiniego przez Vadima Brodskiego, laureata XXXI Konkursu jego imienia w Genui w 1984 roku, na skrzypcach służących do gry temu włoskiemu wirtuozowi i kompozytorowi, rodem z liguryjskiego portu.

 

 Ukraina 2

 

Jest to historyczna, pochodząca z pierwszej połowy XIX wieku i sporządzona w paryskiej pracowni lutniczej Jean-Baptiste’a Villaume’a kopia osiemnastowiecznego instrumentu „il Cannone” z warsztatu mistrza z Cremony Giuseppe Guarneriego del Gesù. Aliści tak bywa, że historia pisze inne scenariusze. W obliczu najazdu Rosji na Ukrainę zaimprowizowano na wstępie wykonanie hymnu wschodniego sąsiada Szcze ne wmerła Ukrajina (Ще не вмерла Україна – Jeszcze nie skonała Ukraina) do słów naddnieprzańskiego poety Pawło Czubynśkiego i do muzyki Mychajła Werbyćkiego, unickiego księdza z Galicji, autora licznych śpiewogier.  


Jak wspomniał dyrektor Mateusz Prendota stanowi to nawiązanie do gestu Artura Rubinsteina, który w czasie założycielskiego zgromadzenia przyszłych Narodów Zjednoczonych w Los Angeles, wobec nieobecności przedstawicieli Polski, zwrócił się do zebranych o powstanie i pod jego palcami rozbrzmiał Mazurek Dąbrowskiego. Ukraiński hymn wykonała orkiestra Filharmonii Krakowskiej pod dyrekcją swojego szefa artystycznego – Alaksandra Chumały – a muzycy na tę okoliczność wpięte mieli wstążki w narodowych barwach Ukrainy.

 

Filharmonia Krakowska 132

 

Do dramatycznej sytuacji w tym kraju nawiązał również w zwięzłym, ale wprost nazywającym rzeczy po imieniu wystąpieniu przybyły na koncert ambasador Włoch. Z kraju tego pochodzi też solista Vadim Brodski, kijowianin, od 1996 roku także obywatel Polski. Skupiający na sobie lwią część uwagi instrument odznacza się nośnym dźwiękiem, co dało się odczuć już na samym początku, gdy praktykowanym niekiedy obyczajem, artysta dołączył unisono do zespołu w orkiestrowym wstępie, a następnie w kolejnych, należących do niego ustępach, pozostając słyszalnym, mimo że powinien być całkowicie wtopionym.

 

Filharmonia Krakowska 133

 

Istnieje nawet anegdota, iż najgorszym zarzutem ze strony dyrygenta jest sytuacja, kiedy zwraca się do muzyka, zasiadającego przy którymś z pulpitów: „Panie X, dziś było wyjątkowo dobrze Pana słychać”. Poza tym odznacza się nieco ostrym, szklistym tembrem. Może dlatego Paganini go preferował, albowiem w swoich kompozycjach stosował liczne flażolety imitujące brzmienie fletu. Skrzypek stopniowo się rozgrywał (zrazu dawały znać o sobie odgłosy towarzyszące kładzeniu smyczka), tak że bardziej przekonującym okazał się w drugim temacie lirycznej natury. Z czasem jednak w pełni zapanował nad perfekcyjną artykulacją, a w jego grze dominować zaczął pierwiastek wirtuozowski, konsekwentnie prowadzący do kulminacyjnej, brawurowej kadencji własnego autorstwa, w której ze znaczną dozą humoru nawiązywał do innych utworów tego kompozytora.


Po Adagio espressivo, w którym dominuje po włosku śpiewne prowadzenie frazy, niekiedy na kanwie niespokojnego tremola smyczków, poprzednio wspomniany aspekt jego sztuki wykonawczej w pełni zapanował w rondzie utrzymanym w tempie Allegro spirituoso. Mimo wszystko nie dostrzegłem jednak diabła, który kierowałby smyczkiem zza pleców artysty, jak to przypisywano Paganiniemu. Niestety, nie było bisu, a chętnie posłuchałoby się na tym instrumencie któregoś z kaprysów, dostarczającego materiału tematycznego do wspomnianej solowej kadencji.

 

Filharmonia Krakowska 134

 

Wprowadzeniem do koncertu Paganiniego była uwertura do Wilhelma Tella, ostatniej opery Gioacchino Rossiniego, mającego zaledwie 37 lat i 39 utworów muzyki scenicznej na swym koncie. Nie jest ona mechanicznym potpourri z motywów składających się na dzieło, jak to bywało w przypadku włoskich kompozycji tego gatunku.

 

Filharmonia Krakowska 135

 

Co prawda w drugim ogniwie pojawia się zapowiedź burzy, skądinąd znaku firmowego Rossiniowskiej dramaturgii i umiejętności w zakresie malarstwa dźwiękowego, ale tego rodzaju nawiązania posiadają daleko idące, samodzielne rozwinięcia, jak w przypadku pastoralnego wstępu z wiolonczelową kantyleną, zagraną z brzmieniową wrażliwością i kulturą przez Michała Dąbka, a całość zamyka galop nadciągającej odsieczy, osiągany za pomocą efektu tzw. skaczącego smyczka. Należy on do tych tematów muzyki poważnej, które zostały spopularyzowane (spospolitowane?) poprzez najrozmaitsze aranżacje, obecnie wykorzystywane także jako sygnały urządzeń elektronicznych, dzięki czemu zna je prawie każdy, choć niekoniecznie kojarząc źródło pochodzenia. A potem Rossini zajął się biciem śmietany (przypisuje mu się ten i inne wynalazki sztuki kulinarnej) oraz muzycznymi grzechami starości jak chociażby koci duet…

                                                                            Lesław Czapliński