Przegląd nowości

„Traviata” z Opéra National de Paris (Palais Garnier) prosto do Multikina

Opublikowano: piątek, 11, luty 2022 21:47

To był popis dobrego śpiewu, pięknej, wyrównanej emisji i umiejętności przechodzenia od forte do piano. W tym przedstawieniu są w zasadzie trzy główne postacie, reszta prawie się nie liczy. Na czoło wybija się tytułowa Traviata, czyli Violetta Valéry. Na paryskiej scenie zadebiutowała z pełnym sukcesem południowo afrykańska sopranistka Pretty Yende.

 

 Traviata,Paris 1

 

W krótkim wywiadzie opowiedziała o swoich początkach i o tym, że do 16 roku życia w ogóle nie wiedziała, że istnieje coś takiego jak opera. Zaskakujące, że mimo dosyć późnego startu w doskonaleniu swego głosu w ciągu 21 lat dotarła tak wysoko i dziś występuje na najważniejszych scenach świata, w La Scali, nowojorskiej The Metropolitan Opera i Wiedeńskiej Operze Państwowej. Spektakl i zarazem wspaniały debiur paryski przygotowano parę lat temu. Ale jakiś czas potem na paryskim lotnisku Charles de Gaulle doszło do skandalicznego zatrzymania artystki. 


Zwrócono uwagę, że drobiazgowa kontrola osobista łączyła się z rasistowskimi zachowaniami francuskich służb. Pretekstem był podobno brak francuskiej wizy w paszporcie śpiewaczki, która stale rezyduje w Mediolanie.Ten incydent stał się powodem protestu ambasadry RPA w Paryżu i wzywaniem ambasadora Francji do MSZ w RPA. Takie „przygody” dotykające artystkę światowej rangi, po rewelacyjnym debiucie na czołowej scenie operowej Francji, świadczą niezbicie o spadku pozycji muzyki klasycznej w niegdysiejszej stolicy kulturalnego świata.

 

Traviata,Paris 2

 

Partnerem Pretty Yende w retransmitowanym w polskim Multikinie przedstawieniu był ponoć dziś najlepszy francuski tenor Benjamin Bernheim. Wyznał przed kamerami, że jego kariera zaczęła się jednak w Szwajcarii, a szlifowanie dobrego głosu odbył w najlepszym dla śpiewaka miejscu, w Międzynarodowym Studio przy Operze w Zurychu, gdzie wcześniej doskonalili się tacy mistrzowie jak Jonas Kaufmann, Piotr Beczała czy Javier Camarena.

 

 Traviata,Paris 3

 

Benjamin Bernheim rolę Alfreda śpiewał absolutnie swobodnie we wszystkich rejestrach, był też przekonujący aktorsko, jako amant bez mocnego charakteru, poddający się każdemu nakazowi, czy to ojca, czy kolegów, czy wreszcie lenistwa. Trzecim bohaterem tej smutnej historii był jego ojciec Giorgio Germont. Kanadyjski baryton Jean-François Lapointe był co prawda poprawny, ale nie zachwycił, stworzył postać sztywną, trochę nijaką, a głos miejscami zdradzał siłowe próby rozwiązania muzycznych problemów. Nie można jednak mieć pretensji do dobrej orkiestry opery paryskiej, którą kierował Michele Mariotti. 


Opera Verdiego została zainscenizowana przez australijskiego reżysera Simona Stone, który przeniósł akcję dzieła z XIX wieku do dzisiejszego Paryża, nadal pełnego elegancji, stylowej rozrywki i kuszącej reklamy, ale i rozmaitych wynaturzeń obyczajowych. Pomysłem reżysera było wprowadzenie jako dekoracji wielkich kubików – ekranów do projekcji wideo pokazujących emocje i komentarze bohaterów na facebookowych czatach.

 

Traviata,Paris 4

 

Tutaj obserwujemy, jak za pomocą komórki Violetta korespondowała ze swoim lekarzem, doktorem Grenvil (tę basową rolę piastował u schyłku swej polskiej kariery nasz najlepszy bas Bernard Ładysz – i tubalnym głosem oznajmiał w finale, że Traviata „umarłaaa”), tu wymieniała kuszące obietnice ze swym nowym kochankiem, tu zbierała gromy od swoich fanów, tu wreszcie korespondowała z agentami nieruchomości i kredytodawcami na temat zadłużenia – oczywiście to wszystko odbywało się w języku francuskim.

 

Traviata,Paris 5

 

Reżyserowi udało się nawet uwiarygodnić scenę, w której padają, wydawało by się, jakieś archaiczne argumenty dotyczące zaszarganej opinii Violetty. W trakcie wizyty Giorgio Germonta, który przekonywał, iż związek jego syna ze słynną w Paryżu kobietą nazbyt lekkiego prowadzenia, może pokrzyżować małżeńskie plany młodziutkiej siostry, na tych samych ekranach wyświetlane są nagłówki plotkarskich gazet, które szydzą z matrymonialnych zakusów saudyjskiego księcia, członka rodziny królewskiej, grzebiącego towarzyskim skandalem swoją szansę na objęcie tronu. 


Inscenizacja Simona Stone pokazywała zatem skrótowo, ale wyraziście „życie paryskie” dwojga młodych ludzi, które toczy się w ekskluzywnych klubach dla elity, odgrodzonej od zwykłych ludzi metalowymi barierkami, następnie mamy wyjazd do wiejskiego ustronia, a potem akcja przenosi się na zaplecze pełne wypchanych śmietników.

 

Traviata,Paris 6

  

Violetta z zamożnej celebrytki, której twarz znana jest z reklam markowych kosmetyków, odzianej w niesłychanie drogie kreacje (niestety nie najlepiej dopasowane do jej figury), stacza się niemal na samo dno, a w ostatnim akcie, kiedy już śmierć do niej puka, żyje wyłącznie wspomnieniami i ma różne zwidy. Los pięknej kobiety kończy poetycka scena przejścia przez wyłom w murze i pogrążenia się w białej mgle.

 

 Traviata,Paris 7

 

Paryska aranżacja opery Verdiego napisanej na podstawie słynnej Damy kameliowej Aleksandra Dumasa syna, doskonale wpasowała się w realia współczesnej stolicy Francji. To samo przedstawienie trafiło również na sceny Wiednia i tam także odniosło spory sukces. Oznacza to, że mimo uwspółcześnienia spektakl ten podoba się także bardziej konserwatywnej publiczności, gdyż nadal jest zgodny z oryginalnym tekstem libretta. A teraz dzięki Multikinu ma również zapewniony sukses w Polsce. I już na 23 lutego jest zapowiadany kolejny spektakl operowy – Lohengrin Wagnera z udziałem Polaków, Piotra Beczały i Tomasza Koniecznego.

                                                                   Joanna Tumiłowicz