Joanna Kozłowska, sopran lirico-spinto, mająca w swym dorobku występy w najważniejszych ośrodkach muzycznych świata, szczególnie ceniona za role w operach Verdiego, Pucciniego, Mozarta. Z okazji zbliżającego się jubileuszu 40-lecia pracy artystycznej, specjalnie dla portalu MAESTRO.

Za początek mojej pełnej aktywności zawodowej, nie licząc wczesnych występów studenckich, traktuję zwycięstwo w międzynarodowym konkursie wokalnym Benson and Hedges w Londynie w 1983 roku oraz otrzymanie drugiej nagrody na Międzynarodowym Konkursie Wokalnym w Rio de Janeiro. Konkursy wokalne na początku kariery zawodowej na pewno mają znaczenie. Zdobycie nagrody znacznie ułatwia start i stwarza nowe możliwości rozwoju. Konkursy przyciągają jako obserwatorów, obecnie często nawet jako jurorów, dyrektorów teatrów, casting managerów, agentów, stwarzając realną szansę na „zaistnienie na rynku”. Ale to dopiero początek i myślę, że właśnie w tym momencie należy być bardzo ostrożnym – nie dać się ponieść samouwielbieniu, jak i nie do końca wierzyć temu, co mówią inni...
Wszyscy znamy przypadki osób, które zdobywały pierwsze miejsca na konkursach, pojawiały się w pełnym blasku na scenie operowej (okrzyknięte mianem „zjawiska”), po czym... znikały bez śladu. Śpiewak powinien rozpoczynać swoją karierę bardzo ostrożnie. Trzeba „nauczyć się” teatru, poznać jego tajniki. Nie gardzić na początku małymi rolami, bo są one ważnym elementem budowania doświadczenia zawodowego. Myślę, że w Poznaniu wiele osób pamięta mnie jeszcze chociażby jako Anninę w Traviacie lub Mi w Krainie uśmiechu.

Od najmłodszych lat miałam kontakt z muzyką poważną, uczyłam się gry na wiolonczeli, później na fortepianie. Pedagodzy byli przekonani, że po maturze będę kontynuować naukę gry na tym właśnie instrumencie. Decyzja o wyborze studiów wokalnych zaskoczyła chyba wszystkich, ale lata wcześniejszej edukacji muzycznej miały niewątpliwy wpływ na ukształtowanie mojej osobowości artystycznej. Nie wiem jak potoczyłaby się moja kariera, gdybym została pianistką. Dzisiaj, z perspektywy czasu, uważam, że był to trafny wybór. Myślę, że poprzez śpiew mogę właściwie realizować siebie i pełniej wypowiedzieć się jako artystka.

Śpiewaków podzieliłabym na dwie grupy: takich, którzy do wszystkiego dochodzą ciężką pracą, zgłębiają tajniki śpiewu, poznają sposób właściwego oddychania itd. oraz tych, którzy rodzą się z predyspozycjami do tego zawodu, robią dużą karierę podobno niekiedy nie znając nawet nut... Siebie z pewnością zaliczyłabym się do pierwszej grupy. Lata studiów były ciężką pracą, ćwiczyłam codziennie przez wiele godzin, słuchałam nagrań uznanych artystów, próbując zrozumieć w jaki sposób budują poszczególne dźwięki, całe frazy, jak oddychają...
Kończąc studia byłam w pełni świadoma swoich możliwości, ale i ograniczeń. Dlatego przez lata korzystałam jeszcze z uwag mego uwielbianego pedagoga prof. Ireny Gałuszko, której krytyczne, ale (to niezmiernie ważne!) życzliwe uwagi, były dla mnie niezwykle cenne. Wsparciem był też mój zmarły niedawno mąż, Ireneusz Szczepaniak, z wykształcenia muzykolog.

Ważne jest znalezienie odpowiedniego agenta, gotowego zainwestować w artystę bez nadmiernej ingerencji w jego decyzje artystyczne. Należy też umieć przyjmować krytykę, a jeśli jest szczera i życzliwa wyciągać z niej wnioski. Nie zrażać się, bo wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i każdy ma prawo się mylić. Trzeba być jednak świadomym, ku czemu się zmierza i co chce się osiągnąć. Wykonywany repertuar należy dobierać szczególnie troskliwie. Interes śpiewaków rzadko pokrywa się z interesem dyrektorów teatrów i publiczności, a zwłaszcza współczesnych reżyserów teatralno-operowych. Czy dojrzała śpiewaczka w średnim wieku może być przekonywująca scenicznie jako 16-letnia Butterfly? Zależy od punktu widzenia.
Idealnym wyjściem byłoby znalezienie młodziutkiego sopranu, który sprosta tej partii. Ale to idealizm! Rzeczywistość jest taka, że jest to jedna z niezwykle ciężkich partii i jeśli śpiewana będzie zbyt wcześnie może pozostawić po sobie nieodwracalne ślady... Ja moją Butterfly zaśpiewałam po raz pierwszy dopiero w 2002 roku, chociaż propozycję zaśpiewania tej partii w Covent Garden w Londynie dostałam już w 1985 roku.

A partie verdiowskie, które z pewnym momencie zdominowały mój repertuar, zaczęłam wykonywać po wielu latach dojrzewania mojego głosu. Należy nauczyć się mówić „nie”. Podkreślało to już wcześniej wielu uznanych artystów, chociażby moja ulubiona Mirella Freni czy Leontyne Price. Takiemu podejściu zawdzięczam zapewne tak długie utrzymywanie swojego głosu w dobrej kondycji.

Starannie dobierając odpowiednie dla mojego głosu partie wokalne, wystąpiłam na najbardziej liczących się scenach operowych (La Scala, Covent Garden, Wiener Staatsoper, Deutsche Oper Berlin, Teatro Colón w Buenos Aires, Los Angeles Opera House, La Monnaie w Brukseli, moja ulubiona scena Opernhaus Zürich i wiele innych) oraz koncertowych (Tonhalle Zürich, Salle Pleyel w Paryżu, Konzerthaus w Berlinie, Musikverein w Wiedniu, Lotte Concert Hall w Seulu, Suntory Hall w Tokio, Filharmonia Narodowa w Warszawie…), współpracując z takimi artystami jak Lorin Maazel, Riccardo Muti, Nello Santi, Antoni Wit, Kazimierz Kord, Gabriel Chmura, Leif Segerstam, David Zinman, Ruggero Raimondi, Leo Nucci, Jonas Kaufmann, Neil Shicoff, Ewa Podleś, Renée Fleming, Cecilia Bartoli … Lata jednak biegną, trudno nadal być autentyczną scenicznie w rolach młodziutkiej Mimi czy Paminy.
Kontynuuję wprawdzie występy koncertowe, ale przyszedł czas na przekazywanie swej wiedzy i doświadczenia młodszemu pokoleniu. W trakcie własnej edukacji artystycznej i późniejszej działalności scenicznej miałam szczęście poznać bardzo inspirujących nauczycieli muzyki - ich entuzjazm i chęć dzielenia się doświadczeniem z innymi pragnę teraz przekazywać dalej, „zarażać” młodych pasją do muzyki.

Od kilku lat prowadzę klasę śpiewu solowego na Akademii Muzycznej w Poznaniu, a dzięki przychylności Rektora prof. Hanny Kostrzewskiej prowadzę również kursy mistrzowskie dla śpiewaków zaawansowanych w kształceniu wokalnym. Niezmiernie trudno jest wskazać jednoznacznie taką metodę nauczania śpiewu solowego, by można ją było zastosować w odniesieniu do wszystkich studentów wokalistyki. Podobnie jak każdy gatunek ptaków śpiewa swoim odrębnym, osobniczym, wyróżniającym się tonem, tak jest wśród ludzi – z trudnością odnajdziemy śpiewaków, którzy w identyczny sposób w trakcie śpiewania „formują” i „budują” poszczególne dźwięki i frazy. Swą metodę nauczania opieram na włoskiej szkole śpiewu.
Wprawdzie współczesna elektronika zrewolucjonizowała możliwości odbioru muzyki poważnej, ale za niewłaściwą uważam coraz częściej stosowaną praktykę elektronicznego wzmacniania głosów podczas przedstawień operowych. Zdecydowanie kultywuję surowe reguły śpiewu bel canto. Poszukuję charakterystycznego tembru w każdym głosie, próbuję odkryć „nagi głos”. Na podstawie mojej własnej aktywności wokalnej uświadomiłam sobie jak trudno jest „kształtować obraz” młodego artysty.
To proces długotrwały, wymagający czasu, nieustannych ćwiczeń, cierpliwości, pokory. Ważne jest poszukiwanie osobistego stylu indywidualnie dla każdego młodego artysty i, co w mojej opinii jest niezmiernie ważne – pełnego, obustronnego zaufania obu stron w relacji „student-pedagog”, pozytywnego nastawienia i… wspólnego dzielenia się radością śpiewania. Największą radość dają mi spotkania ze studentami, dla których śpiew jest ich życiową pasją. Bez wątpienia pomaga w tym wczesne rozpoczęcie edukacji muzycznej, by „odkrycie głosu” i studia wokalne nie były, jak to się zdarza, ich pierwszym profesjonalnym kontaktem z muzyką poważną.
Głos jest najpiękniejszym instrumentem muzycznym, należy więc dbać o niego szczególnie. Ale nie tylko o sam głos - dźwigamy go „w pakiecie” z psychiką i całym ciałem. Pełna kontrola nad głosem wymaga wielu ćwiczeń, olbrzymiej dyscypliny, samozaparcia i oddania. Technikę operowania głosem należy poznać na tyle dobrze, by służył nam do późnej starości. By tak jednak było, trzeba kształtować go bardzo ostrożnie. Nie wolno doprowadzić do zmęczenia głosu – pojawia się wówczas zniechęcenie i brak chęci do dalszych zmagań.

W latach 2016-2019 prowadziłam klasę śpiewu solowego na Uniwersytecie Keimyung w Daegu w Korei Południowej, moi tamtejsi studenci są obecnie laureatami wielu konkursów wokalnych. Przyznam, że bardzo lubię uczyć studentów z Azji w związku z ich niesamowitą pracowitością i podatnością na uwagi pedagoga.

Wśród dziesięciorga moich obecnych studentów na Akademii Muzycznej w Poznaniu połowę stanowią właśnie przybysze z Dalekiego Wschodu, niektórzy nawet pojawili się z życzeniem, że chcą pracować właśnie pod moim kierunkiem. Praca ze studentami z innych obszarów świata jest dla mnie szczególnie interesująca, stanowi swego rodzaju wyzwanie - nie myślę tu tylko o „zderzeniu kultur”, ale o takim kształtowaniu aparatu głosowego, by umożliwić im opanowanie techniki wokalnej właściwej do wykonywania twórczości kompozytorów z naszego obszaru kulturowego. Międzynarodowy, wręcz kosmiczny, język muzyki jest wszak tak fascynujący i ponadczasowy!
Wypowiedź Artystki opracował Jacek Nędzyński