Przegląd nowości

„Carmen” Bizeta w Théâtre du Capitole w Tuluzie

Opublikowano: czwartek, 03, luty 2022 22:21

Théâtre du Capitole w Tuluzie, pod dyrekcją Christophe’a Ghristi, dowiódł raz jeszcze, że poza wysokiej klasy profesjonalizmem, imponującym poziomem kolejnych produkcji i oryginalnym repertuarem cechuje go jeszcze bardzo mocna więź z publicznością. To właśnie dlatego, niezależnie od pandemicznych zawirowań, piętrzących się niemalże każdego dnia trudności i konieczności znajdowania natychmiastowych rozwiązań, przywołany szef placówki i pracujące pod jego kierownictwem ekipy robią wszystko, co w ich mocy, aby teatr funkcjonował, a na jego widowni zasiadali stęsknieni kontaktu z żywym spektaklem miłośnicy opery. Podobnie jak w innych miejscach, tak i w Théâtre du Capitole soliści, chórzyści czy pracownicy techniczni muszą niekiedy ze względu na pozytywne wyniki testów covidowych pozostawać na kwarantannie, co niestety wiąże się z koniecznością ich pilnego zastępowania. Christophe Ghristi się jednak nie poddaje i wbrew wszelkim przeciwnościom prowadzi nieustępliwą walkę o utrzymanie pełnej aktywności podległej mu placówki - jego zapał, energia i entuzjazm wzbudzają doprawdy najwyższy podziw.

 

Carmen,Tuluza 1

 

O perypetiach, z jakimi przychodzi mu się mierzyć, mogą świadczyć losy prezentowanej obecnie w Tuluzie realizacji Carmen Bizeta. Otóż w każdym z ośmiu zaplanowanych przedstawień na scenę wychodziła znacznie zmodyfikowana niemalże w ostatniej chwili obsada. I tak na przykład, kiedy amerykański tenor Michael Fabiano dowiedział się od Ghristiego o zakażeniu covidem solisty przewidzianego do roli Don Joségo, nie zawahał się ani chwili, żeby wyruszyć w trwającą wiele godzin podróż i kolejnymi samolotami dotrzeć do Tuluzy, aby go w nagłym trybie zastąpić. Co ważne, po przybyciu na miejsce miał zaledwie dwa dni na odnalezienie się w nieznanej mu inscenizacji i zrobił to doprawdy znakomicie. Warto zatem przypomnieć, że pochodzący z New Jersey Fabiano jest absolwentem prestiżowej Akademii Sztuki Wokalnej w Filadelfii i że debiutował w wieku dwudziestu dwóch lat w Traviacie. Bardzo szybko zaczęto mu powierzać pierwszoplanowe role na czołowych scenach świata, w których młody artysta wzbudzał duże zainteresowanie krytyki i podziw publiczności. Również i tym razem jego talent znalazł pełne potwierdzenie w umiejętności ukazania różnych aspektów postaci Don Joségo, od manifestowanej matce czułości, poprzez nieokiełznane porywy namiętności w stosunku do Carmen, odważne stawianie czoła toreadorowi Escamillo, aż po finałowy dramat popełnionego z zazdrości zabójstwa kochanej dziewczyny.  


Te zróżnicowane stany ducha bohatera Fabiano oddał nie tylko wykorzystując swój nieprzeciętny temperament aktorski, ale przede wszystkim po mistrzowsku modelując donośny i perfekcyjnie prowadzony głos, zdolny do sugestywnego ukazywania szerokiego wachlarza emocji. 

 

Carmen,Tuluza 2

 

W roli Carmen jego idealną partnerką była francuska mezzosopranistka Eva Zaïcik, potrafiąca kreować stopniowo gęstniejący klimat erotyzmu (kulminujący podczas jej tańca przed Don José) oraz uchwycić narastające w tej protagonistce poczucie dumy i pragnienie zachowania pełnej wolności nawet za cenę śmierci. Zmysłowy, wyrównany we wszystkich rejestrach i w zależności od sytuacji przyjmujący różnorodne barwy głos Zaïcik brzmiał interesująco również w trio z atrakcyjnie się prezentującymi sopranistkami Marie-Bénédicte Souquet (Fransquita) i Marion Lebègue (Mercedes), zwłaszcza podczas epizodu wróżenia z kart. 


Natomiast liryczny charakter sopranu Anaïs Constans pozwolił tej artystce nadać roli Micaëli bardziej wielowymiarowe, głębsze i ludzkie rysy. Ponadto nie zawiedli wykonawcy ról męskich, z dysponującym ładnie nasyconym, ciepłym barytonem Pierre-Yvesem Pruvotem w partii Escamillo na czele. Jego swoboda wokalna w połączeniu z celowym doborem środków aktorskich przekonała publiczność bez reszty. 

 

Carmen,Tuluza 3

 

Podobali się też obdarzony naturalną vis comica Victor Sicard jako Morales, demonstrujący wzorową dykcję Julien Véronèse w partii Zunigi, a także Frankn T’Hézan, klarownie wykonujący drobną rolę mówioną Lilas Pastia. I tylko baryton Olivier Grand (Dancaïre) nieco rozczarował pozbawionym blasku i wręcz nieprzyjemnym w słuchaniu matowym tembrem swego głosu. Przygotowany przez Patricka Marie Auberta miejscowy chór (niestety śpiewający w maskach) wzbudził uznanie homogeniczną barwą, wyrównaną intonacją i zaangażowaniem scenicznym, zaś dziecięcy zespół wniósł do przedstawienia akcenty radosnego ożywienia. 


Nie sposób wreszcie jeszcze nie wspomnieć o wprowadzonej do inscenizacji młodziutkiej tancerce Cloé David - ucieleśniającej prawdopodobnie tytułową bohaterkę w jej dzieciństwie - która urzekała publiczność realizowanymi z pasją i wdziękiem układami choreograficznymi inspirowanymi stylem flamenco. Znajdująca się w doskonałej formie Orchestre national du Capitole, grająca pod batutą włoskiego dyrygenta Giuliano Carelli, dozowała idealnie dynamikę w zmiennych dramatycznych i lirycznych epizodach.

 

Carmen,Tuluza 4

 

Porywała w momentach o lżejszym charakterze, ale potrafiła też bezbłędnie eksponować bardziej tragiczne akcenty. Uwagę przyciągało też błyskotliwe wydobywanie z partytury Bizeta niuansów rytmicznych i barwowych oraz stopniowe dozowanie kulminacji. Z kolei reżyser Jean-Louis Grinda zaproponował wizję klasyczną w formie, ale jak najbardziej nowoczesną w swojej wymowie, czyli zręcznie łączącą tradycję z naszymi czasami.

 

Carmen,Tuluza 5

 

Z jednej strony pozostaje on wierny librettu Henriego Meilhaca i Ludovica Halévy’ego osadzając je w kontekście historycznym, o czym świadczą kostiumy - autorstwa Rudy’ego Sabounghiego (również scenografa) oraz Françoise Raybaud - i o czym informuje też wyświetlana w tle sceny data 1875. Z drugiej zaś strony Grinda poszerza interpretacyjną perspektywę i w każdym momencie prowadzi dialog ze współczesnym widzem. Po podniesieniu kurtyny dostrzegamy projekcję wideo ukazującą Don José w więzieniu, zaś już podczas uwertury jesteśmy świadkami popełnionej przezeń zbrodni. Dzięki temu prostemu zabiegowi cała opowieść przybiera formę flashbacku, podczas którego bohater przeżywa jakby na nowo to wszystko, co go popchnęło do szalonego czynu. 


Tym samym jego los jest już z góry przesądzony. W dodatku reżyser pogłębia ekspresję kolejnych odsłon, bez oporów sugerując narastanie w operowych bohaterach cielesnego pożądania, ale także nie cofając się przed aranżowaniem scen przenikniętych brutalną przemocą. Cała historia rozgrywa się tutaj na niemalże pustej przestrzeni, na której umieszczone są dwa duże ruchome panele o zakrzywionym kształcie.

 

Carmen,Tuluza 6

 

Ich częste przemieszczanie pozwala na sprawne i sugestywne kreślenie kolejnych miejsc akcji: miejskiego placu, areny corridy, obozu przemytników itd., w czym niepoślednie znaczenie ma też plastycznie zaprojektowane przez Laurenta Castaingta oświetlenie. I tak oto w tej minimalistycznej scenografii uwaga widza koncentruje się siłą rzeczy na przybierających niemalże kinematograficzny charakter gestach, postawie i mimice każdego z protagonistów. Na zakończenie nie sposób jeszcze nie wspomnieć o wywierającym bardzo mocne wrażenie finale opery, w którym scenie zabójstwa popełnianego przez Don José na Carmen towarzyszy przywołany za pomocą wyświetlanych sekwencji wideo widok ginącego od ciosu torreadora byka.

                                                                           Leszek Bernat