Przegląd nowości

Rameau to nie ramol

Opublikowano: poniedziałek, 29, listopad 2021 20:59

Francuski barok w realizacji włoskiej ekipy pozwolił przyjrzeć się dziełu Jeana Philippa Rameau. Zetknięcie okazało się bardzo interesujące, bo było zaprzeczeniem powtarzalności motywów muzycznych i wizualnych. Na scenie i w kanale orkiestrowym kierowanym przez Benjamina Bayla ciągle coś się działo, następowały zmiany sposobów artykulacji i temp, zmiany proporcji instrumentów, zmiany dekoracji – głównie w postaci wielkich grafik – wideo, zmiany kostiumów, zmiany ustawień chóru przetykane sekwencjami tanecznymi, wreszcie z braku teatralnej zapadni siły nadprzyrodzone zjeżdżały z górnego sklepienia sceny.

 

Castor et Pollux 1

 

Ale to dopiero w dalszej części przedstawienia, zgodnie z zasadą Alfreda Hitchcocka, że najpierw jest trzęsienie ziemi, a potem napięcie musi rosnąć. Tutaj trzęsieniem jest śmierć Castora na wojnie, później zaś różne reakcje i działania z tym związane, włączenie się w akcję nie tylko brata – Polluxa, ale sił nadprzyrodzonych, boskich i kosmicznych.


Wszystko, imponujący ogrom sfery niebieskiej, oglądamy nie tylko na malutkiej scenie Warszawskiej Opery Kameralnej, ale w całej kubaturze teatralnej, dzięki świetnie przygotowanym projekcjom firmowanym przez Giardino Artlab22 Milan. Zwykle traktuję teatralne wideo-instalacje z dużą dozą krytycyzmu, przeważnie jako wynik bezsensownej mody.

 

Castor et Pollux 2

 

Tym razem jednak to, co pada z rzutników, stało się bodajże istotą spektaklu, stworzyło odrębne uniwersum. A muzyka korzystająca ze skromnych środków instrumentalnych baroku tylko towarzyszy zmaganiu się potężnych mocy. Demiurgiem kierującym wszystkimi siłami jest reżyserka i choreografka Deda Cristina Colonna oraz wspomagający ją przygotowaniem scenografii, kostiumów, użyciem mediów i światła Francesco Vitali.

 

Castor et Pollux 3

 

Tej parze udaje się połączyć techniki wywodzące się z praktyki historycznie poinformowanej z oczarowującymi widzów nowoczesnymi rozwiązaniami scenicznymi, nawiązującymi do dramatów i innych form obecnych we współczesnym teatrze. Trudno to wszystko opisywać, trzeba obejrzeć na własne oczy. Wersja opery Rameau jest najwyraźniej skrócona, zaadaptowana do potrzeb i wytrzymałości współczesnego widza, zresztą poetyckie strofy libretta nawet po tej obróbce nie są szczególnie żywiołowe i konkretne. Najwięcej dramatyzmu wynika z akcji ruchowych i wokalnych chóru Opery Kameralnej przygotowanego przez Krzysztofa Kusiel-Moroza, szybko przemieszczającego się, mocno gestykulującego.


To również istotny element przedstawienia. A soliści? Nie poznałam wcześniejszej obsady uwidocznionej na zdjęciach Grzegorza Bargieła, w dużej mierze wypełnionej artystami zagranicznymi. W dniu 27 listopada mieliśmy do czynienia z wyrównaną, ale nie zachwycającą grupą śpiewaków. Najlepsza wydała mi się Tosca Rousseau (co za imię!) w roli Télaïre.

 

Castor et Pollux 4

 

Jej kochanek Castor – Kieran White, dobrze wyglądał, mocno śpiewał, posługując się w górnych rejestrach tenorowych ni to mikstem, ni to gardłem. Pollux w wykonaniu Kamila Zdebla, jak na bas-barytona miał słabe doły. Phoebé – Anna Werecka, Jupiter – Dawid Biwo, nie wychodzili poza szkolną poprawność. Wielki kapłan Jupitera Wojciech Sztyk – miał lepsze warunki głosowe, ale nieciekawą partię wokalną.

 

Castor et Pollux 5

 

Dziwne wrażenie sprawiła Ingrida Gapova wcielająca się w kilka postaci, dając im wyjątkowo mało głosu, a w końcu na małej scenie WOK słychać dobrze każdego. Trochę się zraziłam do wykonania orkiestrowego podczas Uwertury zagranej smyczkami ostro, wręcz brutalnie, w sumie nieprzyjemnie, ale w dalszej części przedstawienia Orkiestra Instrumentów Dawnych Warszawskiej Opery Kameralnej Musicae Antiquae Collegium Varsoviense pokazała, że potrafi także grać miękko, lirycznie, żeby nie powiedzieć romantycznie. Castor et Pollux to ciekawe przedstawienie z istotnym morałem miłości braterskiej w tle.

                                                               Joanna Tumiłowicz