Przegląd nowości

„Madame Butterfly” Pucciniego w Opéra d’Avignon

Opublikowano: wtorek, 23, listopad 2021 20:51

Każdy miłośnik opery doskonale wie, że pokazany w dziele Pucciniego wstrząsajacy dramat młodziutkiej Japonki nie jest tylko nieszczęśliwą historią miłosną, lecz również opowieścią zawierającą wiele wciąż niezwykle aktualnych wątków. I tak na przykład w postaci Pinkertona zwykło się dostrzegać symbol amerykańskiego imperializmu, ale ewokuje ona także problem dominacji pieniądza, pogardę dla tradycji odmiennych kultur oraz przemoc nad traktowaną jak obiekt pożądania i zabawy kobietą.

 

Madame Butterfly,Avignon 1

 

Z kolei wuj Bonza ucieleśnia integryzm kulturowy i religijny, obskurantyzm i brak tolerancji, zaś stręczyciel Goro – oportunizm jednostek, które zawsze znajdą usprawiedliwienie dla współpracy z ciemiężycielami. Niezależnie jednak od zawartego w tej operze bogactwa tropów interpretacyjnych, zbyt często zdarzają się jeszcze dzisiaj realizacje ograniczające się jedynie do budowania naiwno-kiczowatego obrazu wyidealizowanego Kraju Kwitnącej Wiśni. Na szczęście francuski reżyser Daniel Benoin nie wpada w tę aż nazbyt oczywistą pułapkę, prezentując interesująco nakreśloną i do końca przekonującą wizję arcydzieła Pucciniego.


 

Przypomnijmy, że libreciści Luigi Illica i Giuseppe Giacosa sytuują akcję w Nagasaki końca dziewiętnastego wieku, inaczej mówiąc w okresie współczesnym w stosunku do prapremiery samej opery. Otóż Benoin respektuje owo miejsce akcji, ale przenosi ją czasowo do momentu zakończenia drugiej wojny światowej, a dokładniej - do sytuacji po 9 sierpnia tego samego roku, kiedy to nad tą japońską metropolią została zdetonowana plutonowa bomba atomowa.

 

Madame Butterfly,Avignon 2

 

W prezentowanym teraz w Awinionie przedstawieniu zostaje zatem przywołana rzeczywistość zdewastowanego w straszliwy sposób miasta, o czym przypomina nam widok spalonych drzew, ruiny i plastikowe podróbki żywych kwiatów. W tej postapokaliptycznej scenerii wznosi się prowizoryczny dom i udająca ogródek górka kamieni (scenografia Jean-Pierre Laporte).

 

 

Madame Butterfly,Avignon 3

 

Na utrzymanym w czarno-czerwonej tonacji tle wyświetlane są czasem projekcje wideo, ukazujące sceny wojenne, a tragiczny kontekst konfliktu zbrojnego przywołują też szaro-popielate, przypominające żołnierskie mundury stroje chórzystów. Kiedy stręczyciel Goro odkrywa przed amerykańskim małżonkiem Cio-Cio San jego nowy dom, pokazywana nam jest makieta, tak jakby Benoin chciał w ten sposób przywołać wysiłek włożony w napawającą wiarą w lepszą przyszłość odbudowę zniszczonego miasta. Owo podnoszenie z ruin dotyczy też w symbolicznym wymiarze wewnętrznej przemiany żyjącej nowo narodzoną nadzieją dziewczyny. Ponadto reżyser czytelnie podkreśla zderzenie dwóch światów: zachodu i zafascynowanego nim wschodu.


Przy czym z jednej strony chodzi tutaj o wpatrzoną w swojego „yankee” Japonkę, z drugiej zaś - o bardziej ogólny wpływ Ameryki na wyobraźnię i sposób życia Japończyków na początku dwudziestego wieku. W takim ujęciu samo pojęcie egzotyzmu nabiera tutaj dość dwuznacznego wydźwięku. W omawianej inscenizacji uderza też zasugerowane ubiorami (kostiumy Nathalie Berard-Benoin i Françoise Raybaud) kulturowe przeistoczenie się tytułowej bohaterki, która tradycyjne kimono tak chętnie i bezrefleksyjnie zamienia na utrzymany w zachodnim stylu strój.

 

Madame Butterfly,Avignon 4

 

To zapewne do tego zewnętrznego przeobrażenia nawiązują kolejne projekcje wideo Paulo Correia, zaskakujące widza utrzymanymi w konwencji glamour migawkami, tak bardzo charakterystycznymi dla amerykańskiego przemysłu filmowego. Owe migawki zapowiadają w dodatku pojawienie się nowej małżonki Pinkertona - Kate, której wygląd kojarzy się z wizerunkiem hollywoodzkich gwiazd.

 

Madame Butterfly,Avignon 5

 

Ważną rolę w budowaniu omawianej wizji opery Pucciniego odgrywa tutaj zjawiskowo prowadzona reżyseria świateł, zanurzająca kreowaną na scenie rzeczywistość w zimnym i nieprzyjaznym klimacie. Ciekawym zabiegiem jest eksponowanie epizodów, w których Butterfly wpatruje się we własny wizerunek, tak jakby nieuchronnie zmierzająca ku śmierci dziewczyna stawała twarzą w twarz z własnym przeznaczeniem. W tej roli sopranistka Héloïse Koempgen wzrusza ekspresyjną grą aktorską, która znajduje pełne wsparcie w subtelnie prowadzonych i delikatnych jak jej bohaterka frazach, a także zjawiskowo brzmiących pianach, wstrząsających lamenti czy oddanych za pomocą mocnego i soczyście nasyconego głosu wybuchach rozpaczy.


U jej boku tenor Avi Klemberg ciekawie różnicuje barwę, w zależności od wyrażanych w danym momencie emocji, od ocierającej się o dezynwolturę beztroski, poprzez intensywną pasję miłosną aż do nasyconego cierpieniem rozżalenia i szczerego poczucia winy. Emanujące uczuciem - a nawet zmysłowością - duety tej dwójki artystów (szczególnie ten kończący akt pierwszy) mogły wzruszyć niejednego słuchacza.

 

Madame Butterfly,Avignon 6

 

W roli Suzuki Marion Lebègue przykuwa uwagę ciemnym zabarwieniem mezzosopranu, sugestywnie wspomagajacego budowanie postaci przywiązanej do Cio-Cio San służebnej, a szlachetnie nasycony baryton Christiana Federiciego idealnie pasuje do pełnej empatii osobowości zatroskanego o młodziutką dziewczynę konsula Sharplessa. W roli podstępnego i dwulicowego stręczyciela Goro z powodzeniem występuje bezbłędnie odzwierciedlający wizerunek tego protagonisty tenor Pierre-Antoine Chaumien, zaś Księciem Yamadori jest Matthieu Justine.

 

Madame Butterfly,Avignon 7

 

Wreszcie w krótkiej interwencji bezwzględnego Wuja Bonza duże wrażenie wywiera głęboki bas Jean-Marie Delpasa. Wyrazy uznania należą się rzadko w tej operze interweniującemu chórowi, który poza homogenicznym brzmieniem ujmuje także celnym wywiązywaniem się z powierzonych mu zadań scenicznych. Stojący na czele Orchestre National Avignon-Provence Samuel Jean potrafi misternie łączyć materię muzyczną z głosami solistów, frapująco ujawniając zawartą w partyturze inwencję orkiestrową i melodyczną oraz subtelnie podkreślając jej orientalne zabarwienie.

                                                                                   Leszek Bernat