Przegląd nowości

54. Festiwal im. Jana Kiepury w Krynicy-Zdroju 2021

Opublikowano: piątek, 12, listopad 2021 20:08

Festiwal Krynicki kojarzy się przede wszystkim (jeśli nie liczyć patrona) z Bogusławem Kaczyńskim, który go rozsławił, m.in. dzięki telewizji. Wspomnienia o nim są ciągle żywe wśród publiczności oraz wykonawców. Tadeusz Pszonka, który objął dyrekcję po paru latach perturbacji w 2019, kontynuuje najlepsze tradycje. To znowu przebogata impreza o wysokim poziomie artystycznym.

 

Kiepura,Krynica 15-505

 

Nie zdążyłem przybyć na inauguracyjny koncert operowy, ale już drugiego dnia festiwalu widziałem inscenizację Wesołej wdówki Franciszka Lehára na olśniewającym poziomie w wykonaniu Mazowieckiego Teatru Muzycznego. Absolutną gwiazdą była Grażyna Brodzińska w partii tytułowej. Ta artystka to fenomen. Coś jak Maria Callas operetki. Już gdy wchodzi na scenę, zanim zacznie śpiewać, budzi dreszcz emocji, fascynuje. Sposób, w jaki się porusza, uśmiech przykuwają uwagę. A głos pozostaje świeży i lśniący niezmiennie od ponad 40-tu lat.


Podobno sama wybrała partnera scenicznego i był to wybór znakomity. Oskar Jasiński jako hrabia Daniło miał nieprzeparty „charme”, sceniczną wiarygodność i śpiewał bardzo dobrze. Pozostali soliści, w tym taka gwiazda jak Adam Kruszewski w partii barona Zety, byli na wysokim poziomie. Dyrygował stylowo Grzegorz Brajner. Na najwyższe pochwały zasługuje reżyseria Henryka Konwińskiego.

 

Kiepura,Krynica 15-529

 

Bogactwo pomysłów zakorzenionych w materii dzieła, humor i maleńka doza nostalgii za pięknymi czasami belle epoque! To spektakl godny Franco Zeffirellego. Spektakl teatralny CALLAS. Masterclass to był popis Joanny Kściuczyk-Jędrusik jako aktorki. Świetnie napisany utwór dramatyczny uczy nas o trudnej sztuce śpiewu i scenicznego wyrazu. Kolejny wspaniały koncert: Roby Latakos.

 

Kiepura,Krynica 15-68

 

Mistrz skrzypiec, artysta o cygańskich korzeniach ze słynnej rodziny skrzypków, nie zawiódł. Jego równorzędną partnerką okazała się polska skrzypaczka, Anna Wandtke. Każdy, nawet najlepszy festiwal, może zaliczyć wpadkę. Wiem, że dyrektor Tadeusz Pszonka z zasady zanim kogoś zaprosi, to obejrzy lub wysłucha. Tym razem tego nie zrobił, o czym mi powiedział. Wyjątek od reguły spowodował katastrofę. Michael Kleitman reklamuje sam siebie jako „Złoty głos Europy”. Mój Boże! Była to dziesiąta woda po kisielu Andrei Bocellego (którego nieznośnej maniery piosenkarza udającego tenora nie znoszę). Spotkałem go rano przed koncertem, bo prowadziłem z nim jedno z codziennych spotkań z artystami występującymi wieczorem.


Ku mojemu utrapieniu zgodziłem się wcześniej w umowie ustnej z dyrektorem Pszonką, że nie będzie tłumacza (koszty) i sam podejmę się tłumaczenia rozmowy, a więc także wypowiedzi „artysty”. Był to kolosalny błąd, którego już nigdy więcej nie popełnię. Zorientowałem się natychmiast, że wymowa angielszczyzny przez pana Kleitmana, pochodzącego z Mołdawii i zamieszkałego w Australii, jest dość bełkotliwa i trudno go zrozumieć.

 

Kiepura,Krynica 15-474

 

Wyczytałem w jego biografii, że przez parę lat studiował we Włoszech, ponoć nawet u samej Mirelli Freni, więc zaproponowałem rozmowę w języku włoskim. Po włosku nie da się mówić niewyrażnie, choćby z uwagi na otwarte samogłoski i dobitne spółgłoski. Stanowczo odmówił. 

 

Kiepura,Krynica 15-415

 

Najwyraźniej włoskiego nie znał. Rozmowa była dla mnie torturą, bo nie bardzo było o czym, skoro jednymi z głównych sukcesów życiowych pana Kleitmana były występy na jakichś igrzyskach sportowych w Norwegii oraz wspólny koncert ze Stanem Borysem. Ponoć bywał także w telewizji, ale tego nie da się sprawdzić. Trudno było pytać o La Scalę, Metropolitan Opera, czy Covent Garden, skoro doskonale wiedziałem, że tam nigdy nie był. W rezultacie – aby wypełnić przewidziany czas spotkania – skierowałem tory rozmowy na wielkich tenorów: Carusa, del Monaco, di Stefano, Corellego, Bergonziego, Pavarottiego, Dominga… Niestety artysta nie miał na ich temat nic ciekawego do powiedzenia, a w dodatku zdenerwował się. Nie dziwię się zupełnie.


Na koncercie nie zaśpiewał w ogóle przewidzianych w programie dwóch arii - księcia Su-Czonga: Dein ist mein Ganges Herz oraz Kalafa: Nessun dormaO sole mio i inne pieśni neapolitańske śpiewał z nut (!) głosem mdłym, ściśniętym i budzącym żałość. Kazał zapowiedzieć, że jest chory…. Podejrzewam złośliwie, że zawsze był. Na szczęście następnego dnia Teatr Wielki w Łodzi przedstawił znakomicie zrealizowany musical My Fair Lady Fredericka Loewe w reżyserii niezapomnianego, przedwcześnie zmarłego, Macieja Korwina.

 

Kiepura,Krynica 15-125

 

To było jego ostatnie dzieło. Spektakl brawurowy, pełen humoru, dowcipny i nie pozbawiony refleksji nad podstawowymi problemami życia uczuciowego. Wykonawcy godni zapamiętania: Patrycja Krzeszowska-Kubit (Eliza), Andrzej Kostrzewski (Higgins), Robert Ulatowski (Doolittle). Dyrygowała z wdziękiem Marta Kozielska. „Magiczny świat operetki” to tytuł koncertu następnego wieczoru, nawiązujący do wspomnień o Bogusławie Kaczyńskim. Ewelina Szybilska, Dorota Wójcik, Łukasz Gaj i Jacek Jaskuła dali z siebie wszystko.

 

Kiepura,Krynica 15-334

 

Dyrygował weteran Kaczyńskiego, Sławomir Chrzanowski. Wreszcie na koniec: „operetka, która wyciska łzy”, czyli Kraina uśmiechu Franciszka Lehára w na poły scenicznym, półkoncertowym wykonaniu zgranego zespołu Teatru Muzycznego w Lublinie. Soliści: Sławomir Naborczyk (Su-Czong), Anna Barska (Liza), Paulina Janczaruk (Mi) i Jakub Gąska (Gustaw) oraz dyrygent Przemysław Fiugajski – wszyscy na solidnym poziomie. Dodam jeszcze na koniec, że podziwiałem profesjonalizm i wdzięk zapowiadających koncerty Reginy Gowarzewskiej i Jacka Jaskuły.

                                                                     Piotr Nędzyński