Przegląd nowości

Narko-story

Opublikowano: niedziela, 30, maj 2021 10:56

Nadia, Emma, Laura, Sara i Jodi – pięć dziewczyn, które są aktorkami, a właściwie stanowią kolejne etapy tej samej osoby na narkotykowym odwyku. Pomysł, by grało tę postać pięć aktorek ma podwójne znaczenie. Po pierwsze dziewczyny powinny się maksymalnie upodobnić do siebie fizycznie (wzrost, tusza, fryzura itd, ale przede wszystkim długa suknia, jakby ze spektaklu Mewy Czechowa, co sugeruje pierwsza scena spektaklu). Chodzi tutaj o sprawdzian kompetencji aktorskich, zwłaszcza umiejętności mimikry.

 

Narko 1

 

Po drugie jest to zabieg sugerujący całkowite rozczłonkowanie osobowości pod wpływem terapii odtruwania. Kiedy do pokoju pozostającej „na głodzie” Nadii dołączają pozostałe cztery jej „psychiczne widma” rozumiemy, że upłynie sporo czasu (kilka miesięcy) by to, co rozbite połączyło się znów w jedną całość. Dla publiczności jest natomiast doskonała okazja, aby porównać sceniczne kreacje poszczególnych odmian Nadii, Emmy, Laury, Sary i Jodi. I wybrać najlepszą – być może jest nią Ada Dec, której można wróżyć szybką karierę.

 

Narko 2

 

Ale w tym przedstawieniu Duncana Macmillana pod niewiele znaczącym tytułem Ludzie, miejsca i rzeczy jest też aktorka, która otrzymała zadanie odwrotne do tych pięciu – połączenia się w jedną leczącą się z uzależnienia. To Maja Polka, która gra  trzy różne osoby – lekarkę, terapeutkę i matkę chorej dziewczyny. Jej gra jest prawdziwym popisem możliwości kreacyjnych, bo Maja potrafi prostymi środkami aktorskimi doprowadzić się błyskawicznie do fizycznej metamorfozy, jest jednoczenie wyprostowaną, zasadniczą panią doktor, ale i wyciszoną terapeutką, niemal nawiedzoną przewodniczką duchową, która ma za sobą karierę narkomanki i wreszcie zgorzkniałą, zgarbioną, zranioną do głębi matką uzależnionej dziewczyny.


Dwie role wziął na siebie Maciej Kozakoszczak, ale jego przejście od postaci pielęgniarza do ojca chorej, są miniaturami aktorskimi w porównaniu z poprzednio opisaną. Resztę narkomańskiej gromady stanowią dosyć pospolite typy znane z dziesiątków filmów czy spektakli o ludziach, którzy przeszli piekło uzależnienia, ale wydaje się im, że sobie dobrze radzą w życiu.

 

Narko 3

 

Cała otoczka fabularna spektaklu obraca się wokół problemu narkomanii, której usiłuje się nadać głębsze podłoże psychologiczno-behawioralne, więc w opisie przedstawienia mówi się o „wrażliwości, o rozpaczliwym poszukiwaniu sensu istnienia, o rozczarowaniu samym sobą, o kłamstwie i prawdzie”. Oczywiście osoba uzależniona znajdzie setki usprawiedliwień na nieprzystosowanie do wymogów „normalnego życia", co nierzadko kończy się tragicznie.

 

Narko 4

 

Powody takiego stanu, gdy dobrze poszukać, mogą się jednak okazać całkiem banalne. Spektakl wyreżyserowany przez Annę Wieczur-Bluszcz jednak nie tonie w mętnych monologach pseudofilozoficznych, trzyma się raczej ziemi i realiów. Realizacja sceniczna doskonale wykorzystuje skromne możliwości kameralnej sceny zaprojektowanej przez autorkę scenografii i kostiumów Martę Śniosek-Masacz, a przejścia do poszczególnych etapów terapii odbywają się przy rockowym łomocie i migających niebieskich światłach stroboskopowych – to taka namiastka odczuć osoby leczonej. Na szczęście nie ma tu rozprzestrzeniających się w naszym teatrze jak wirus SARS-CoV-2 projekcji wideo.

                                                                                Joanna Tumiłowicz