Przegląd nowości

Otwarcie sezonu Opery w Kopenhadze – II Symfonia i Koncert Klarnetowy Nielsena

Opublikowano: poniedziałek, 21, wrzesień 2020 19:51

Wrzesień 2020 – duńskie restrykcje spowodowane pandemią koronawirusa pozwalają jedynie na gromadzenie się 500 osób. Opera w Kopenhadze, która może pomieścić ponad 2000 widzów też jest tym objęta. Te 500 osób, to wszyscy obecni w tym samym czasie w budynku, a więc muzycy, technicy, barmani i garderobiane też wchodzą w tę liczbę. Na publiczność wypada więc około 300 miejsc.

 

Aleksander Vedernikov

 

Tak więc siedzieliśmy, nieliczni uprzywilejowani, wygodnie, w dużych odstępach od siebie, w oparach środków dezynfekujących z dziwnym uczuciem nierealności. Bo oto znowu znaleźliśmy się w znanym, a przez sześć miesięcy niedostępnym miejscu, znowu mogliśmy słuchać muzyki, ale też nasłuchiwać, czy ktoś w okolicy przypadkiem nie kaszle, snując w myślach plan trasy powrotu do domu (aby się zbytnio nie narazić na zbliżenie z innymi pasażerami). W sumie jednak, szybko zapomina się o trudnościach i chłonie się na nowo muzykę brzmiącą bezpośrednio, na żywo, graną tu i teraz przez żywych muzyków. To nie you tube ani streaming, to muzyka fizycznie obecna w jednej przestrzeni razem z nami, słuchaczmi.

 

john Kruse

 

Pierwszy koncert Kapeli Królewskiej w sezonie 2020-2021 poświęcony był Carlowi Nielsenowi (1865-1931), usłyszeliśmy bowiem zarówno Koncert na klarnet (dzieło z późnego okresu twórczości, napisane w roku 1928) jak i II Symfonię z podtytułem Cztery temperamenty z roku 1902. Na „rozgrzewkę” zabrzmiała uwertura do Wolnego strzelca Carla Marii Webera. To dzieło, zwiastujące epokę romantyzmu w muzyce operowej i symfonicznej, odwieczny symbol zarówno przyjaznej, jak i wrogiej przyrody, poprowadzone było z należnym sobie „szwungiem” i temperamentem przez dyrygenta, szefa orkiestry Opery w Kopenhadze, Alexandra Vedernikova. Uwertura stanowiła spory kontrast do Koncertu klarnetowego Nielsena, który usłyszeliśmy bezpośrednio po niej.


Kiedy Nielsen w roku 1922 ukończył jedno ze swych najbardziej znanych i popularnych dzieł Kwintet na instrumenty dęte, obiecał wykonawcom, że napisze dla każdego z nich koncert na jego instrument solowy. Udało mu się dotrzymać obietnicy jedynie w przypadku dwóch instrumentów: fletu (koncert na flet powstał w roku 1926) i klarnetu (koncert na ten instrument jest z roku 1928). Nielsen pisał koncerty z myślą o konkretnych muzykach, których znał osobiście, bo wszyscy oni, łącznie z Nielsenem, byli związani z Kapelą Królewską w Kopenhadze. Klarnecista Aage Oxenvad, pierwszy wykonawca koncertu, pochodził również ze wsi. Początkiem jego muzycznej kariery było, tak jak i w przypadku Nielsena, gra w zespole ojca, obsługującego wiejskie zabawy i wesela. W skład tych wiejskich zespołów wchodziły, oprócz skrzypiec, klarnet i kornet, tak więc i Carl oznajomiony był z dźwiękiem i możliwościami klarnetu od najwcześniejszych lat. Zwykło się mówić, że gdyby Oxenvad nie miał doświadczenia muzyka ludowego, nie byłby w stanie wykonać koncertu Nielsena.

Aage Oxenvad

Sam ten muzyk wyraził się podobno, że Nielsen znał możliwości instrumentu „od podszewki”, inaczej nie byłby w stanie użyć w nim tych wszystkich dżwięków, które są dla klarnecisty najtrudniejsze. Do dnia dzisiejszego uważa się Koncert klarnetowy Nielsena za jeden z najtrudniejszych w swym gatunku, nie jest on też łatwy do słuchania. Koncert składa się z 4 części: Allegro un poco – Poco adagio – Allegretto non troppo – Allegro vivace, granych jako jedna całość. Główny temat pierwszej części ma cechy „ludowego” Nielsena, partia solowa szybko jednak usamodzielnia się i rozwija prawie atonalnie kreśląc tak charakterystysczne dla Nielsena zawikłane arabeski melodyczne. Solista osiąga też histeryczne i zadyszane klimaksy, często przy akompaniamencie małego bębenka, będącego dla Nielsena rodzajem zwiastuna katastrofy. W drugiej części waltornie i fagoty reprezentują element liryczny, który zostaje przejęty przez solistę. Solowa kadencja rozpoczyna niespokojną, wręcz agresywną trzecią część, gdzie znowu bębenek wtóruje soliście. Ostatnia część jest wesołym rondem, bardziej rytmicznie profilowanym, niż poprzednie części. Bębenek zdaje się tu dopasować do klarnetu a nie przeciwdziałać mu. Zarówno Vedernikov, jak i solista wieczoru, pierwszy klarnecista Kapeli Królewskiej, John Kruse, preferowali tempa wolniejsze od przyjętych, solista, znający koncert „jak własną kieszeń” (nagrał go kilkakrotnie, zasiadał w jury konkursu klarnetowego im. Nielsena) miał rozłożone nuty na pulpicie, i choć nie wydawał się w nie patrzeć, to sam fakt, że tak stały na samym przodzie, miał dla mnie negatywne znaczenie w odbiorze koncertu. W drugiej części koncertu wykonano II Symfonię Nielsena, noszącą tytuł Cztery temperamenty. Symfonia jest z początków twórczości Nielsena, została napisana 1902 roku, a pierwsze wykonanie odbyło się parę dni po premierze opery Nielsena Saul i Dawid. Nielsen twierdził zawsze, że nie pisze muzyki programowej, tak i w tej symfoni odżegnywał się od tego zarzutu.


Impulsem do napisania symfonii, która w swych czterech częściach charakteryzuje cztery temperameny: choleryczny, flegmatyczny, melncholijny i sangwiński, zrodziła się u Nielsena, kiedy któregoś dnia w przydrożnym zajeżdzie, oglądał prymitywne drzeworyty, karykatury ludzkich temperamentów. „Rysunki były przesadzone i nic, tylko się można było z nich śmiać. Ale jak to czasami bywa, w przedziwny sposób, całkiem nagle, zrozumiałem pewnego dnia, że rysunki te miały w sobie muzyczne podłoże” – pisał Nielsen do przyjaciela. Nielsen był wspaniałym obserwatorem ludzi, najczęściej nie słuchał, co mówią, ale patrzyl, jak mówią, co wyrażają ich gesty i dobór słów, co promieniuje z każdego człowieka. Potrafił też naśladować każdego. We wspomnieniach z dzieciństwa mamy wspaniałe przykłady opisów spotykanych ludzi, jednym, dwoma zdaniami kreśli Nielsen portret tak wyrażny, że staje on przed oczami czytelnika jak obraz.

 

Carl Nielsen z zona

 

Nielsen jest też świadomy, że żaden z temperamentów, nie jest „czysty”, ze zawsze jest u każdego coś, co przeczy głównej charakterystyce – tak jest też i w jego symfonii. Pierwsza część, Allegro collerico – rozpoczyna się wybuchem nieokiełznanego temperamentu, to żywioł, niszczący wszystko na swej drodze. Ale bardzo szybko następuje moment zamyślenia, refleksji, ładnych melodii, kantylen, przecinanych raz po raz wybuchami złości. I tak wielkimi falami, raz silniejszymi, raz słabszymi rozwija się muzyka. Vedernikov słyszy Nielsena poprzez Czajkowskiego, nie jest to najgorsze podejście, dość różne jednak od duńskiego standardu, hołdującemu większemu zrównoważeniu efektów. Druga część Allegro comodo e flammetico to zrównoważony spacer ciepłym popołudniem. Niewiele może wytrącić z równowagi flegmatyka, pogwizdującego sobie podczas spaceru, zadowolonemu z życia. Z rozpoczęciem trzeciej części Andante malindolico znajdujemy się nagle w środku tragedii. Nie wiemy, co się wydarzyło, ale ktoś wzdycha ciężko, melodie rozwijają się wielkimi łukami, rosną w sile znajdując chwilami przeciwwagę tragedii. Jest tu również kontrastująca część środkowa, pełna pocieszenia. Tragedia wraca, lecz jakby zahartowana dotychczasowym przebiegiem. Część ta, to jedna z najlepszych części symfonicznych Nielsena. Część czwarta Allegro sanguine oto muzyka radosna, sangwinik nie spaceruje, lecz porusza się skokami pełen szczęścia i wiary w siebie, od czasu do czasu tanecznym krokiem. Ale i sangwinik ma swoje chwile zadumy i wyciszenia, zbudowanych na temacie trzeciej, tragicznej części, zaduma zostaje jednak szybko przezwyciężona, i symfonia kończy się w tonie triumfalnym. Dla słuchacza nieobytego z muzyką Nielsena jego II Symfonia może być dobrym punktem startowym. Wielu wspaniałych dyrygentów nagrało tę symfonię, nagrania z duńskim Michaelem Schønwandtem, szwedzkim Herbertem Blomstedtem i estonskim Paavo Järvi należą do moich faworytów.

                                                                                Eva Maria Jensen