Przegląd nowości

Polscy śpiewacy w Wagnerowskich rolach po II wojnie światowej

Opublikowano: czwartek, 29, październik 2020 21:47

Utarło się przekonanie, że nie jesteśmy, i nigdy nie byliśmy, potęgą w dziedzinie wykonawstwa dzieł Ryszarda Wagnera, a one same nie cieszyły się na naszych scenach zbytnią miłością melomanów. Trudno o bardziej mylny pogląd! Teatry operowe Warszawy, Lwowa i Poznania w pierwszej połowie XX wieku, wcześniej również, miały w swoich repertuarach większość dzieł Wagnera, chętnie przez publiczność podziwianych.

 

Jan Reszke

 

Najlepszym tego dowodem jest liczba przedstawień, jaką osiągały poszczególne dzieła. Szczególną miłością publiczności cieszyły się, i nadal się cieszą wczesne opery romantyczne: Holender tułacz, Tannhäuser, Lohengrin, które z zasady osiągały liczbę kilkudziesięciu spektakli w każdej inscenizacji. Dla przykładu w latach 1879-1939 w Warszawie grano Lohengrina ponad 220 razy.


Niestety, wielkie spektakle wagnerowskie na polskich scenach w wykonaniu polskich artystów to wydarzenia bardzo odległe, związane z okresem świetności Opery Lwowskiej w początkach XX wieku i Opery Warszawskiej za dyrekcji Emila Młynarskiego oraz bogatą międzywojenną historią Opery Poznańskiej.

 

Felicja Kaszowska

 

Przez lata brakowało kontynuatorów wielkich karier braci Jana i Edwarda Reszke, Juana Lurii, Felicji Kaszowskiej, Heleny Zboińskiej-Ruszkowskiej, Marii Janowskiej-Kopczyńskiej, Ignacego Dygasa, Konrada Zawiłowskiego, Beli Alten, Adelajdy Bolskiej, Róży Olickiej, Adama Didura, których nazwiska były ozdobą afiszy wagnerowskich przedstawień na scenach największych teatrów operowych Nowego Jorku, Paryża, Londynu, Buenos Aires, Berlina, Mediolanu, Parmy, Sankt Petersburga.


Tylko do Bayreuth jakoś nie mieli nasi śpiewacy większego szczęścia. Co prawda Cosima Wagner przez wiele lat zabiegała o udział w festiwalowych przedstawieniach Jana i Edwarda Reszków, jednak oni jakoś nie przejawiali żadnego zainteresowania tymi propozycjami. Przez lata panowało przekonanie, że na scenie Festiwalu Wagnerowskiego w Bayreuth wystąpiła tylko Maria Janowska-Kopczyńska.

 

Edward Reszke

 

Co nie było prawdą, bo przed II wojną światową występowała tutaj również Bella Alten, Felicja Kaszowska (to nazwisko budzi w tym względzie kontrowersje) oraz pochodzący z Galicji Hermann Horner i dyrygent Włodzimierz Ormicki. Po II wojnie światowej było pod tym względem znacznie gorzej, przez wiele powojennych lat nie było kontynuatorów karier wspomnianych artystów. Nawet jeżeli się ktoś taki pojawił to były to sporadyczne występy. Tak było w przypadku Marina Porębskiego, który partie Lohengina, Tannhäusera, Siegfrieda i Tristana śpiewał w latach 1945-1955 na scenach południowej Francji (Tuluza, Lille, Marsylia, Lyon).


W podobnej sytuacji był bas Tadeusz Wierzbicki, który na scenach Théâtre de la Monnaie w Brukseli i Opery w Gandawie śpiewał partię Dalanda w Holendrze tułaczu, Titurela w Parsifalu oraz Hundinga w  Walkirii i Króla Marka w Tristanie i Izoldzie. 

 

Wlodzimierz Ormicki

 

Tak naprawdę dopiero na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych nasi śpiewacy zaczęli się pojawiać w wagnerowskich rolach na prestiżowych scenach. Szlaki w tym względzie przecierała Teresa Żylis-Gara, która w latach 1978-1984 na scenie nowojorskiej Metropolitan zaśpiewała dwie wagnerowskie partie, Elzy w Lohengrinie, Elżbiety w Tannhäuserze. W 1986 roku w Paryżu zaśpiewała partię Zyglindy w koncertowym wykonaniu Walkirii. Niemal w tym samym czasie co Żylis-Garę oklaskiwano tutaj Teresę Wojtaszek-Kubiak, która śpiewała z powodzeniem Elzę i Elżbietę oraz Sentę w Holendrze tułaczu. 


Co prawda występujący w tym samym czasie w MET Wiesław Ochman nie śpiewał na tej scenie wagnerowskich partii, ale śpiewał je (Eryk w Holendrze tułaczu) w San Francisco Opera oraz Festiwalu w Orange 1987 i na scenie Opera D’Avignon. W Tuluzie w marcu 1989 roku jako Eryk wziął udział w koncertowym wykonaniu HolendraKrystyna Szostek-Radkowa miała w swoim bogatym repertuarze również partie w operach Ryszarda Wagnera.

 

Wiesław Ochman

 

Najpierw w maju 1975 roku w Théâtre de la Monnaie w Brukseli śpiewała partię Ortrudy. Dwa lata później rozpoczęła w Opera de Lyon występy w partii Kundry w Parsifalu mając za partnera amerykańskiego tenora Jess Thomasa. Warto w tym miejscy zaznaczyć, że Krystyna Szostek-Radkowa była pierwszą po II wojnie polską wykonawczynią tej partii. Ostatnie wagnerowskie partie Krystyny Szostek-Radkowej to Fricka w Złocie Renu Walkirii oraz Waltrauta w Zmierzchu bogów, w pierwszej powojennej inscenizacji Pierścienia Nibelunga na scenie Teatru Wielkiego w Warszawie.


Uznaną i cenioną w świecie wykonawczynią wagnerowskich partii była Hanna Lisowska, której kreacje najczęściej mogli podziwiać niemieccy wielbiciele talentu Wagnera w Deutsche Staatsoper w Berlinie, Deutsche Oper am Rhein w Düsseldorfie oraz Operze Lipskiej. Jednak nie tylko, bo występowała też na scenach Lozanny i Madrytu (Ewa w Śpiewakach norymberskich), Las Palmas Tokio Paryż (Elżbieta lub Venus w Tannhäuserze), Moskwa, Rio de Janeiro, Sao Paulo (Senta w Holendrze tułaczu).

 

Krystyna Szostek-Radkowa 810-4516

 

W  kwietniu 1990 roku pojawiła się w MET. Pierwotnie zaproszono Hannę Lisowską do partii Gudruny w Zmierzchu bogów, jednak już w trakcie jej występów zaproponowano artystce objęcie partii Zyglindy w Walkirii, którą pierwotnie miała śpiewać Jessye Norman. Partię Izoldy zaśpiewała w Operze w Lipsku 29 stycznia 1989 roku podczas inauguracji gmachu po generalnym remoncie. 


Powierzenie Hannie Lisowskiej tej partii w tym szczególnym spektaklu to szczególny dowód uznania przez dyrekcję tej sceny, która była świadkiem wielu jej wagnerowskich kreacji. Bywalcy Teatru Wielkiego w Warszawie mogli oklaskiwać artystkę jako Brunhildę w Walkiriii Kundry w Parsifalu oraz Sentę i Elżbietę. 30 czerwca 1987 roku w Pradze wzięła udział w telewizyjnym nagraniu Holendra tułacza.

 

Hanna Lisowska 958-39

 

Jadwiga Rappé, obdarzona przez naturę fantastycznie brzmiącym altem, powiedziała w jednym z wywiadów, że z partią Erdy w Pierścieniu Nibelunga (Złoto Renu Siegfried) objedzie świat. I przyznać należy, dotrzymała danego sobie słowa dokładając po drodze partię III Norny w Zmierzchu bogów. Pierwszy raz zaśpiewała partię Erdy w 1986 roku w Berlinie Zachodnim. Później podziwiano ją w tych partiach w Deutsche Oper Berlin (również podczas tournée tego zespołu w Japonii i gościnnych występach w Waszyngtonie), w londyńskiej Covent Garden, Théâtre de la Monnaie w Brukseli, Wiener Staatsoper, Grand Théâtre w Genewie oraz na festiwalu w Orange. 


Do Tokio kilka razy wracała na indywidualne zaproszenia, m.in. w listopadzie 1987. Dokonała też nagrania płytowego tej partii dla wytwórni EMI, pod batutą Bernarda Haitinka. Szkoda tylko, że polscy melomani nie mieli okazji podziwiania Jadwigi Rappé w tych partiach. Również Ewa Podleś w swojej bogatej karierze kilka razy zmierzyła się z partią Erdy i Pierwszej Norny w Pierścieniu Nibelunga. Erdą była na scenie Opery w Dallas (2001), Norną w Seattle (2005) oraz Gran Tearo del Liceu w Barelonie (2013 i 2015).

 

Andrzej Saciuk 915-4560

 

Partie w operach i dramatach Wagnera przyniosły uznanie i popularność znakomitemu naszemu basowi Andrzejowi Saciukowi, który większość swojej kariery spędził na niemieckich scenach. W latach 1974-2009 był etatowym solistą Deutsche Oper am Rhein w Düsseldorfie. Co nie oznacza że w tym czasie nie mogliśmy podziwiać tego artysty na polskich scenach. Zawsze chętnie wracał do Teatru Wielkiego w Łodzi, z którym związane były początki jego kariery. 


Wziął też udział w głośnej warszawskiej inscenizacji Pierścienia Nibelunga Augusta Ewerdinga w 1989 roku. Śpiewał z wielkim powodzeniem partie  Fafnera  w Zygfrydzie i  Hagena w Zmierzchu bogów. Z równym powodzeniem śpiewał Króla Marka w Tristanie i Izoldzie w Teatro Carlo Felice w Genui (kwiecień 2010) oraz Króla Ptasznika w Lohengrinie.

 

Teresa Wojtaszek-Kubiak

 

W maju 2010 rolą Titurela w Parsifalu pożegnał się ze sceną Deutsche Oper am Rhein w Dusseldorfie oraz z niemiecką publicznością. Warto przy tej okazji dodać, że często w programach przy nazwisku – na jego życzenie – pojawiało się określenie „polski bas”. Podobnie jest w przypadku urodzonego w Polsce, ale wychowanego w Bostonie, Pawła Izdebskiego, basa, który pełne wykształcenie wokalne odebrał również w Stanach Zjednoczonych – Uniwersytet Massachusetts w Lowell, tytuł magistra sztuki w zakresie wykonawstwa głosu uzyskał w The New England Conservatory w Bostonie. 


Latem 1987 roku uczęszczał do The Music Academy of the West w Santa Barbara w Kalifornii. W bogatym repertuarze artysty jest wiele partii w dziełach Ryszarda Wagnera śpiewanych od 1991 roku na wielu prestiżowych scenach Europy i Ameryki Północnej. Król Marek w Tristanie i Izoldzie, Daland w Holendrze tułaczu, Fasolt, Hunding i Hagen w Pierścieniu Nibelunga, Titurel w Parsifalu.

 

Teresa Zylis-Gara

 

Napisano o nim, że „międzynarodową renomę zawdzięcza głosowi o pięknej barwie i rozpiętości sięgającej od najniższych dźwięków basu aż po baryton oraz efektownej prezencji scenicznej, ekspresyjnej grze aktorskiej i solidnej muzykalności. (…) „Ponadto posiada rzadką umiejętność uczynienia każdej roli niezapomnianym przeżyciem muzycznym.” Mieliśmy okazję podziwiania kilku jego wagnerowskich kreacji na naszych scenach. Hundinga w Walkirii śpiewał na scenie Teatru Wielkiego w Warszawie. Hala Stulecia, gdzie zespoły Opery Wrocławskiej  wystawiły pełny cykl Pierścienia Nibelunga w reżyserii Hansa Petera Lehmanna dała artyście szansę pokazania się w roli Fasolta w Złocie Renu i Hagena w Zmierzchu Bogów.  


W Teatrze Wielkim w Poznaniu oklaskiwano go jako Landgrafa w Tannhäuserze. Z niemieckimi scenami związana była przez lata kariera Wiery (Very) Baniewicz, która miała bogaty zestaw wagnerowskich bohaterek. Do jej koronnych partii należała Kundry w Parsifalu, śpiewała ją  wielokrotnie w Hanowerze, Mannheim, Brunszwiku, a na koniec kariery w Teatrze Wielkim w Poznaniu, grudzień 1999.

 

Wiera Baniewicz 961-80

 

Ponadto była Adrianem w Rienzim i Wellgundą w Złocie Renu, Brangeną w Tristanie i Izoldzie oraz Venus w Tannhäuserze. Początki kariery Bogusława Szynalskiego związane były z Operą w Meiningen, gdzie w czasie sześciu sezonów jakie spędził na tej scenie, zaśpiewał Paolo Orsiniego w Rienzim, Wolframa w Tannhäuserze, Wotana w Złocie Renu. Warto w tym miejscu przypomnieć, że ten artysta jest jedynym polskim śpiewakiem, który śpiewał partię Wotana w pełnej inscenizacji Pierścienia Nibelunga zrealizowanej w latach 2003-2006 przez Hansa Petera Lehmanna we wrocławskiej Hali Stulecia. 


Jest jeszcze spora grupa artystów, którzy występowali na renomowanych scenach z jedną czy dwiema wagnerowskimi partiami. Są na tej liście, Barbara Zagórzanka, która w latach 1986-1989, partię Senty śpiewała w Narodnym Divadle w Pradze, Mikołaj Zalasiński jako Klingsor w Parsifalu w weneckim Teatro La Fenice (2005), a Włodzimierz Zalewski we wrześniu 1987 roku w Gelsenkirchen wystąpił w partii Kothnera w Śpiewakach norymberskich.

 

Boguslaw Szynalski 454-102

 

Ewa Wolak, artystka obdarzona jest głosem o niezwykłej, ciemnej barwie, rozległej skali, od 2007 roku współpracuje z Deutsche Oper w Berlinie, gdzie z powodzeniem występuje jako Erda oraz Waltrauta w Pierścieniu Nibelinga. W Badisches Staatstheater w Karlsruhe śpiewała partię Fricki w Złocie Renu Walkrii. Marek Wojciechowski w październiku 1989 w Wuppertalu śpiewał z powodzeniem partię Króla Marka w Tristanie i Izoldzie. 


Również na tej scenie tyle, że blisko piętnaście lat wcześniej – marzec 1975 roku, partię Zyglindy w Walkirii śpiewała Bożena Kinasz-Mikołajczak, która po premierze w liście do syna napisała; (…) wspomnij czasem w życiu jak ciężko pracowałam nad partią Zyglindy. Ile nerwów straciłam, ile zdrowia – ale jak miło kiedy zwycięstwo nad samym sobą człowiek odniesie – gdy pokona słabości. A teraz ta partia jest jedną z najbardziej ulubionych przeze mnie ról.  

 

 Bozena Kinasz-Mikolajczaka

 

I tak dotarliśmy do Wagnerowskiej Mekki, czyli na festiwalowe wzgórze w Bayreuth, gdzie od 1876 roku stoi gmach Festspielhausu, w którym wystawiane są wyłącznie dzieła Ryszarda Wagnera. Jedynym dziełem nie Wagnera jakie jest na tej scenie wykonywane to IX Symfonia d-moll Ludwiga van Beethowena. Jak pisałem we wstępie jest to miejsce gdzie stosunkowo rzadko zapraszani bywają polscy śpiewacy mimo, że byli - i są - cenionymi wykonawcami wagnerowskich partii. 


Po drugiej wojnie światowej przez wiele lat nasi śpiewacy nie pojawiali się na tej prestiżowej scenie. Dopiero w latach osiemdziesiątych (1986-1987) w festiwalowym chórze znalazły się dwie Polki: Jagna Sokorska (córka Bogny, solistka Opery w Gelsenkirchen) i gdańszczanka Alina Wodnicka, związana z wiedeńskimi scenami. Wodnicka wróciła do Bayreuth w latach 1992 i 1993, by zaśpiewać niewielkie partie: jednego z trzech chłopców, pojawiła się też w grupie dziewcząt-kwiatów w Parsifalu.

 

Edward Zienkowski

 

Na przełomie stulecia w festiwalowym chórze (jednym z najbardziej prestiżowych na świecie) pojawili się: Tadeusz Słowiak, Roman Dubienski, Dariusz Bator i Jarosław Rogaczewski. Wszyscy są solistami niemieckich scen: Kassel (Bator), Mainz (Dubienski), Hanower (Słowiak), Frankfurt nad Menem (Rogaczewski). Nie lepiej wygląda sprawa z muzykami w słynnej festiwalowej orkiestrze do której równie trudno się dostać. Przez kilkanaście lat (1985-2003) wysoko cenionym koncertmistrzem pierwszych skrzypiec był Edward Zienkowski, profesor klasy skrzypiec w Hochschule für Musik w Wiedniu.


Obok niego zasiadał w grupie skrzypiec Janusz Zis, wychowanek prof. Stefana Hermana z Gdańska, grający na co dzień w orkiestrze Opery w Hamburgu. Dopiero w 2016 roku pojawiło się na festiwalowej scenie dwóch polskich śpiewaków i to od razu w głównych partiach. Tenor Piotr Beczała jako tytułowy bohater w najnowszej inscenizacji Lohengrina  oraz bas baryton Tomasz Konieczny w roli Telramunda w tym samym przedstawieniu.

 

Piotr Beczala

 

Obaj panowie wystąpili w przedstawieniu inauguracyjnym Festiwalu Wagnerowskiego w 2018 roku. Występ polskich śpiewaków festiwalowi krytycy ocenili w kategorii ważkiego wydarzenia. Partia Lohnegrina jest dla Piotra Beczały – jak na razie – pierwszą i jedyną wagnerowską rolą. Pierwszy raz zaśpiewał ją z powodzeniem w Semperoper w 2016 roku pod batutą Christiana Thielemanna. Jeszcze przed pojawieniem się w Bayreuth zaśpiewał partię Lohengrina w Opernhaus w Zurychu. Później oklaskiwano go w tej roli w Wiedniu i Berlinie. Dla Tomasza Koniecznego partia Telramunda była jedną z wielu wagnerowskich partii jakie ma już repertuarze.


A przyznać należy, że uzbierał imponujący zestaw wagnerowskich bohaterów: Wotan, Wędrowiec, Alberyk i Gunther w Pierścieniu Nibelunga, Amfortas w Parsifalu, Kurwenal w Tristanie i Izoldzie, Daland w Holendrze tułaczu. Najczęściej występuje w partii Wotana i Alberyka, oklaskiwano go w tych partiach w Wiedniu, Monachium, Nowym Jorku, Berlinie, Mannheim, Tokyo, Düsseldorfie, Frankfurcie, Tuluzie,  Madrycie i Budapeszcie.

 

Tomasz Konieczny

 

Pozostałe partie śpiewał na scenach Paryża, Pragi, Lucerny, Essen. Podczas tegorocznego Festiwalu w Bayreuth miał obok partii Telramunda zaśpiewać rolę Gunthera w Zmierzchu bogów. Niestety, COVID 19 zniweczył te plany, festiwal odwołano! Śladami Tomasza od dziesięciu lat podąża jego młodszy o trzynaście lat brat Łukasz, również bas. Mimo niedługiego stażu zdążył już zaśpiewać kilka wysoko ocenionych przez publiczność i krytyków partii w operach Wagnera - Fafnera w Złocie Renu Zygfrydzie oraz Hundinga w Walkirii na scenie Deutsche Oper am Rhein w Düsseldorfie oraz Reinmara von Zweter w Tannhäuserze w Berlinie i Monachium.

                                                                                              Adam Czopek