Przegląd nowości

Sześć sonat Jana Sebastiana Bacha

Opublikowano: piątek, 29, maj 2020 11:02

Wydana parę miesięcy temu przez znaną firmę NoMadMusic płyta, zatytułowana „Johann Sebastian Bach: Complete sonatas for obbligato harpsichord and violin”, wzbogaca nagrania dzieł lipskiego kantora o wyjątkowo cenną pozycję. Zawdzięczamy ją dwóm francuskim artystkom, których sylwetki warto tutaj przedstawić. Pierwsza z nich to skrzypaczka Stéphanie-Marie Degand, należąca do wąskiej grupy artystów, którzy posiedli techniki wykonawcze oraz znajomość kodów repertuaru sięgającego od siedemnastego wieku aż do kreacji współczesnych. 

 

CD NoMadMusic

 

Kształciła się w Caen pod kierunkiem Jean-Waltera Audoliego i Emmanuelle Haïm, a następnie w Konserwatorium Paryskim w klasie Jacques’a Ghestema, rozwijając ponadto swój talent u boku takich mistrzów jak William Christie, Christophe Rousset i Christophe Coin. Jej kariera rozwinęła się wielotorowo, albowiem Degand zyskała równie duże uznanie jako solistka, kameralistka, dyrygentka i pedagog. Występuje pod batutą takich dyrygentów jak Emmanuel Krivine, François-Xavier Roth czy Jérémie Rhorer, dokonuje wielu nagrań płytowych, a niekiedy sama staje na podium dyrygenckim sal koncertowych i teatrów operowych.

 


 

Trzeba jeszcze dodać, że Stéphanie-Marie Degand jest współzałożycielką znanego w Polsce zespołu „Concert d’Astrée” i że przed czterema laty powołała do życia własną orkiestrę „La Diane française”. Drugą protagonistką omawianej płyty jest klawesynistka Violaine Cochard, która również studiowała w Konserwatorium Paryskim, pod kierunkiem wspomnianego wyżej Christophe’a Rousseta i Kennetha Gilberta, doskonaląc też swój warsztat pod okiem Pierre’a Hantaïa. Ukoronowaniem tych lat nauki była jej pierwsza nagroda na Międzynarodowym Konkursie Muzycznym w Montrealu w roku 1999. Bardzo szybko rozpoczęła intensywną karierę występując jako solistka i podczas koncertów kameralnych, partnerując takim znamienitym muzykom jak kontratenor Gérard Lesne, gambistka Marianne Muller czy skrzypaczka Amandine Beyer. Poza tym wraz z siostrami Ophélie (wiolonczelistka) i Héloïse (flecistka i oboistka) Gaillard utworzyła odnoszący spektakularne sukcesy zespół „Amarillis”. Warto jeszcze zaznaczyć, że drugą pasją - obok klawesynu - Violaine Cochard jest wokalistyka, co z kolei uczyniło z niej renomowaną korepetytorkę śpiewaków solistów. We współpracy z licznymi muzykami nagrała już ponad czterdzieści pozycji płytowych, z barokowym - ale także reprezentującym inne obszary muzyki np. jazz - repertuarem. Obie panie poznały się właśnie w Konserwatorium Paryskim, a połączyły je pasje muzyczne i pragnienie wspólnego muzykowania, co zważywszy na to, iż klawesyn jest na ogół traktowany jako instrument solowy lub wchodzący w skład grupy continuo, mogłoby się wydawać zamysłem niezbyt naturalnym. Zanurzenie się w świecie dźwięków Jana Sebastiana Bacha stało się od razu dla obu artystek czymś oczywistym, a jego sześć sonat na klawesyn i skrzypce okazało się idealnym repertuarem, którego intuicyjnie od dawna szukały. W ten sposób rozpoczęła się ich długa i pełna pasjonujących przygód podróż muzyczna. Przez wiele lat podczas koncertów wykonywały wszystkie wspomniane sonaty, aż w pewnym momencie – wzbogacone tymi bezpośrednimi konfrontacjami z publicznością - postanowiły utrwalić je na płycie. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że zwyczajowo rzeczone utwory zalicza się do dzieł na skrzypce i klawesyn, wszakże na kopiach kompozytora widnieje wyraźny zapis: „Sonaty na klawesyn i skrzypce”. Otóż wbrew pozorom owa kolejność w hierarchii przedstawienia instrumentów ma istotne znaczenie, albowiem podkreśla fakt, że klawesyn zostaje tutaj uwolniony ze swojej zwyczajowej roli akompaniamentu i zostaje wysunięty na pierwszy plan. W zajmującej interpretacji Stéphanie-Marie Degand i Violaine Cochard te będące trzygłosowymi inwencjami sonaty zamieniają się w nieustannie przykuwający uwagę dialog pomiędzy skrzypcami i prawą ręką w klawesynie, podczas gdy lewa ręka przyjmuje funkcję basso continuo. Artystki przyznają, że ekscytującym wyzwaniem było dla nich „sprowadzenie muzycznego trio do fizycznego duetu” i trzeba przyznać, że im się to błyskotliwie udało. Dzięki temu słuchacz uczestniczy jakby w intymnej rozmowie dwóch przyjaciółek, które nie tylko zdradzają niebywałe doświadczenie instrumentalne i stylistyczne, ale przede wszystkim dzielą się z nami swoim oczarowaniem tą złożoną, subtelną i niezwykle wymagającą muzyką, a także przekazują nam emanujące z ich gry emocje i czułość. Godną podziwu sztuką jest też stworzenie w tym nagraniu takiej sytuacji, w której dwa tak bardzo pod wieloma względami odmienne instrumenty się na planie dźwiękowym frapująco przenikają, nadając każdej z sześciu sonat unikalny i niepowtarzalny charakter.

                                                                                    Leszek Bernat