Przegląd nowości

Narzeczony nr 69

Opublikowano: niedziela, 05, kwiecień 2020 09:57

To nie tylko po mistrzowsku zrealizowane przedstawienie operetkowe z ciągle uśmiechniętym Piotrem Sułkowskim w kanale orkiestrowym, ale także śpiewogra z tekstem Wojciecha Graniczewskiego sprytnie uzupełniona o responsoryjnie prowadzoną rozmowę trzech pań, które przyjechały na odczytanie testamentu i wreszcie dobrze nakręcony film ze spektaklu wyreżyserowanego przez Józefa Opalskiego.

 

Loteria na mezow 1

 

A wszystko stanowi wizytówkę artystycznych możliwości Opery Krakowskiej uzupełnionej przez kilka aktorek dramatycznych i artystów specjalizujących się w repertuarze lżejszej muzy. Nie trafił się co prawda bezbłędnie śpiewający tenor z urodą amanta, zaś panie nadrabiały urodą niewielkie braki wokalne. Zresztą były świetnie ubrane w opartowskie kreacje przez scenografkę Agatę Duda-Gracz.


Wiadomo, że operetka ma swoje prawa i tutaj przede wszystkim ma być śmiesznie, a niekoniecznie logicznie. Większe partie wokalno-aktorskie powierzono weteranom sceny. Rolę Impresaria (nie wiedzieć czemu w szlafroku) wykreował Andrzej Biegun zaś eleganta i gentlemana  „z myszką” zademonstrował Tobiasz Helgoland czyli Kazimierz Różewicz.

 

Loteria 791-136

 

Dwaj panowie stanowiący fanty w loterii, to bracia Charly i Darly czyli Ryszard Kalus i Adam Sobierajski. W samej muzyce można było dostrzec próby naśladownictwa Lehára, jego liryczne arie w rytmie walca. W scenach zbiorowych z chórem zdawały się pobrzmiewać tony Moniuszki, np. z Verbum nobile, ktoś dostrzegł nawet echo słynnej Ody do radości Beethovena.

 

Loteria 791-179

 

Czy to był prawdziwy Szymanowski, który mocno spierał się z systemem Dur-moll? Trudno powiedzieć. On sam podobno traktował operetkę Loteria na mężów, jako twórczość typowo komercyjną, dla zarobku. I to się specjalnie nie sprawdziło. Można jednak liczyć na to, że w nowym, współczesnym opracowaniu, jakie zarejestrowano w Krakowie, na scenie Teatru im. Słowackiego, dziełko naszego największego po Chopinie zarobiłoby na siebie. A w ogóle, dlaczego zamordowano klasyczną operetkę?

                                                                     Joanna Tumiłowicz