Tristan i Izolda - muzyka niespełnionej miłości

Kto jest kim
Tristan (tenor) – rycerz, siostrzeniec i wasal Marka, króla Kornwalii, któremu wiezie statkiem Izoldę mającą zostać jego żoną.
Izolda (sopran) – królewna irlandzka, żona króla Marka, symbol wszechpotężnej i wszechogarniającej miłości prowadzącej do samozatracenia.
Brangena (mezzosopran) – powiernica Izoldy. To ona zamiast trucizny, od której mieli zginąć Tristan i Izolda, podała młodym napój wiecznej miłości, co sprawiło, że pogrążają się oni w niezwykłej miłosnej ekstazie.
Król Marek (bas) – władca Kornwalii
Gorwenal (bas-baryton) – wierny giermek Tristana
Melot (tenor) – nikczemny rycerz, który śmiertelnie rani Tristana
Pasterz (tenor)
Sternik (baryton)
Żołnierze, marynarze, oficerowie
Akcja rozgrywa się u wybrzeży średniowiecznej Bretanii i Kornwalii.

Arie, duety i sceny o których warto wiedzieć
1. Preludium wstępne, w którym kompozytor maluje bezmiar miłosnej tęsknoty niemożliwej do zaspokojenia. Zaraz na jego początku rozbrzmiewa słynny tristanowski akord.
2. Isolde! Tristan! Geliebter – wielki duet miłosny Tristana i Izoldy z II aktu. Najsłynniejszy i najdłuższy (blisko czterdzieści minut) duet miłosny w całej literaturze operowej, w którym przechodzą przez wszystkie stopnie miłosnego uniesienia i ekstazy, a słowa miłość i kocham odmieniane są przez wszystkie przypadki.
3. Mild und leise wie er lächelt (Jak łagodnie i delikatnie się uśmiecha) - aria Izoldy z finału III aktu, zwana też „miłosną śmiercią Izoldy – Liebestod”.
To najbardziej odrażająca rzecz, jaką zdarzyło mi się w życiu widzieć.– napisała Klara Schumann, a Mark Twain, który widział Tristana i Izoldę w Bayreuth, zwierzał się, że czuł się tam zupełnie nie na miejscu – jakbym był jedynym zdrowym na umyśle człowiekiem wśród szaleńców. A tego, co napisał o słynnym akordzie otwierającym operę Edward Hanslick, nie sposób powtórzyć ze względu na drastyczne porównania, jakich użył ten zasłużony, ale przywiązany do klasycznych wzorców autor.
Z tych kilku zdań jasno wynika, że nie zawsze i nie wszędzie przyjmowano Tristana entuzjastycznie. Mimo tego należy stwierdzić, że jest to bez wątpienia najdoskonalsze pod względem muzycznym, a zarazem najgłębsze psychologicznie i najbardziej nowatorskie, dzieło Ryszarda Wagnera. Najkrócej można powiedzieć, że jest jedyne i wyjątkowe w swoim rodzaju.

Prosta konstrukcja dramaturgiczna sprawia, że opowiedziana w tym dziele tragiczna historia wielkiej beznadziejnej miłości może być – i jest – odczytywana w sposób bardzo osobisty. Pozwala to na wciąż nowe interpretacje i rozwiązania inscenizacyjne. By do końca zrozumieć co to znaczy wagnerowski śpiew trzeba koniecznie obejrzeć, a nie tylko wysłuchać w nagraniu, to wspaniałe dzieło na scenie. Jednak warunkiem sine qua non jest doskonała pod każdym względem orkiestra i obsada, której śpiew i aktorstwo wciągną widza i słuchacza w wir wewnętrznych przeżyć bohaterów dramatu. W przeciwnym wypadku trudno na przedstawieniu Tristana i Izoldy wysiedzieć do końca. Coś wiem na ten temat …!
Od naszego pierwszego poznania się, starała się ona o mnie w najbardziej niestrudzony i najdelikatniejszy sposób i wszystko, co tylko mogło ułatwić moje życie, uzyskiwała w najśmielszy sposób od swojego męża... I miłość ta, która trwała między nami nigdy nie wypowiedziana musiała się nareszcie odsłonić, kiedy przed rokiem napisałem poezję „Tristana” i dałem ją jej.

Wtedy po raz pierwszy opuściły ją siły i powiedziała mi, że teraz musi umrzeć. Pomyśl kochana siostro czym musiała być dla mnie ta miłość, po życiu pełnym trosk, cierpień, burz i ofiar, jak moje! Ale poznaliśmy od razu, że o połączeniu naszym nigdy nie będzie można pomyśleć: tak więc wyrzekając się każdego samolubnego życzenia zrezygnowaliśmy, walczyliśmy, cierpieli, ale – kochaliśmy się! - Ten fragment listu Ryszarda Wagnera napisanego do siostry, Klary Wolfram 20 sierpnia 1858 roku, kilka tygodni po rozstaniu z Matyldą Wesendonck i opuszczeniu Zurychu oraz po rozpoczęciu instrumentacji II aktu (dokończy ją w 1859 roku w weneckim Palazzo Giustiniani), jest – myślę – najlepszym dowodem na to co skłoniło Ryszarda Wagnera do skomponowania Tristana i Izoldy.
Zresztą potwierdza tę teorię drugi list napisany do Franza Liszta cztery lata wcześniej, jesienią 1854 roku, a więc już dwa lata po poznaniu Matyldy Wesendonck i jej męża Ottona – Ponieważ nigdy w życiu nie zaznałem szczęścia miłości, chcę temu najpiękniejszemu ze wszystkich marzeń wznieść jeszcze pomnik, w którym od początku do końca ma się ta miłość nasycić: mam w głowie „Tristana i Izoldę”, najprostszą, ale najprawdziwszą koncepcję muzyczną; czarną flagą, która na końcu jej powiewa, chcę się potem okryć i umrzeć.

Skąd Wagner wziął ten temat? Jeszcze podczas pobytu w Dreźnie poznał, oparty na staroceltyckiej legendzie, średniowieczny poemat Tristan i Izolda napisany przez Gotfryda ze Strassburga opowiadający o zakazanej miłości siostrzeńca króla Kornwalii do irlandzkiej księżniczki. Można więc z dużym prawdopodobieństwem powiedzieć, że wielka niespełniona miłość Ryszarda Wagnera i Matyldy Wesendonck stała się jedynie językiem spustowym, który uruchomił wyobraźnię kompozytora by to wielkie uczucie utrwalić w poezji i muzyce.
Nie bez znaczenia w powstaniu Tristana był wpływ przesyconej pesymizmem filozofii Artura Schopenhauera mówiącej, że – ...ideału szczęścia nie da się osiągnąć w życiu, które jest tylko oczekiwaniem na śmierć. To dlatego w tym dramacie tak mało jest akcji, mówi się nawet że jest on wyjątkowo statyczny, bo Wagner oparł całe dzieło na wewnętrznych doznaniach dwojga głównych bohaterów sprowadzających się właśnie do oczekiwania nie szczęścia lecz ... śmierci!

Najtrafniej ujął to Lichtenberger pisząc o miłosnej śmierci Izoldy:...jest to istotne zakończenie filozoficzne całego dramatu. Mówi nam ono o nadnaturalnej piękności zupełnego wyrzeczenia się, o niewypowiedzianym spokoju duszy, która wyzwoliła się z pragnień i unosi się w pełnej wolności nad ziemską niedolą. Sam Wagner napisał o tym momencie – Co los rozdzielił, ożywa teraz, wyzwolone w śmierci: wrota do połączenia są otwarte; umierająca nad zwłokami Tristana widzi Izolda najszczęśliwsze zaspokojenie gorącej tęsknoty w połączeniu się na zawsze w niezmierzonych przestrzeniach – bez przeszkód, bez więzów.
Trudno o lepsze ujęcie istoty tego dramatu będącego przedziwnym splotem miłości i śmierci. Wagner pisał swojego Tristana w latach 1857-1859, by to uczynić przerwał pracę nad Zygfrydem. Jednak pierwsze poważne szkice libretta postały w grudniu 1856 roku, jeszcze w okresie pracy nad Zygfrydem. Pierwszy akt powstał w Zurychu w okresie kiedy płomienny romans z Matyldą dobiegał już końca.

Drugi akt skomponował Wagner w Wenecji gdzie schronił się po wielkim skandalu jaki wywołała jego żona Mina przechwyciwszy pełen miłosnych wyznań list Ryszarda do Matyldy. Trzeci powstał w Lucernie w hotelu Schweizerhof, gdzie złożyli mu wizytę małżonkowie Wesendonckowie. Znana jest nawet dokładna data i pora zakończenia pracy nad całą partyturą – 6 sierpnia 1859 o wpół do piątej po południu. Był to właśnie ten dzień kiedy odwiedzili go Wesendonckowie.
Rewizytę złożył im Wagner we wrześniu w Zurychu, podczas której Otton Wesendonck zakupił prawa do czterech partytur Pierścienia, mimo że te były jeszcze nieukończone, zapłacił po sześć tysięcy franków za każdą. Nie bez powodu mówi się, że partytura Tristana jest kamieniem milowym, zarazem jedną z najpiękniejszych kart, w historii muzyki.

Jak już pisałem na wstępie, muzyka tego dramatu odzwierciedla wewnętrzne przeżycia bohaterów, ich psychikę, ból i duchowe cierpienia oraz kłębiące się namiętności. Nawet słynne Wagnerowskie motywy przewodnie tutaj mają charakter emocjonalny i wyrastają z psychiki bohaterów. Ich rozwój i zespalanie związane są ściśle z rozwojem akcji. Można powiedzieć, że prawdziwy dramat rozgrywa się w orkiestrze, każdy takt tej muzyki przepojony jest nieukojoną tęsknotą, bólem i namiętnością.
Wagnerowi dopiero w tym dziele udało się rozbudować system tonalny dur-moll do granic możliwości. To właśnie w Tristanie posługiwał się Wagner efektem dążącej, a nie rozwiązującej się dominanty, będącej takim metafizycznym znakiem zapytania. Niezwykła kolorystyka, bogactwo zmian rytmicznych i chromatycznych zwielokrotnią napięcie prowadząc do niezwykłego uniesienia, wręcz nieziemskiej ekstazy.

Linie melodyczna i harmoniczna ujmują płynnością, pięknem ekspresji i niczym nie skrępowaną spontanicznością, a muzyka, mimo ogromnej gęstości instrumentacji, subtelną przejrzystością. Warto przypomnieć o Wagnerowskiej koncepcji Gesamtkunstwerk – dzieła scenicznego, w którym wszystkie elementy – słowo, muzyka i dekoracje – pozostają ściśle z sobą powiązane i wspólnie mają tworzyć zamierzony efekt dramatyczny, co tak naprawdę dopiero w tym dziele zostało w pełni urzeczywistnione. I chociaż partytura Tristana jest jednym wielkim arcydziełem to są w niej jeszcze miejsca zupełnie wyjątkowe.
Pierwszym jest sto jedenaście taktów muzycznego wstępu z pojawiającym się na początku słynnym „akordem tristanowskim”, polegającym na „silnym schromatyzowaniu współbrzmienia”. Właśnie w tym akordzie samodzielnie prowadzone głosy instrumentów splatają się i wiążą w osobliwe harmonie obrazując pragnie miłości, drgając wzruszeniem i namiętnością, wprowadzają nas w świat zupełnie innej muzyki, która przez trzy akty płynie swobodnie niczym nie skrępowaną falą.

Nie bez racji mówi się, że wstęp do Tristana pozostanie w muzyce – na zawsze – historyczną legitymacją Ryszarda Wagnera. Potwierdzeniem genialności kompozytora jest wspaniały duet Isolde! Tristan! Geliebter, śpiewają go w II akcie główni bohaterowie. Jak pięknie splatają się tutaj motywy oczekiwania, radosnej nadziei i upojenia, by w końcu przejść w miłosną ekstazę. Oboje wyśpiewują na pozór nieskładne frazy ...Izoldo, kochanko! Tristanie kochany! Jesteś mój. Mam znowu ciebie, mogę cię objąć. Nie mogę w to uwierzyć! Wreszcie, wreszcie. Twe oczy, Twe usta, Twa ręka, Serce tu. Jesteś? Jestem? Czy to nie sen?....
Próżno szukać takiego drugiego duetu w całej operowej literaturze. Jest tylko ten jeden, zupełnie niepowtarzalny! Przejmujący beznadziejnością wstęp do III aktu, będący jednym wielkim oczekiwaniem i zamieraniem jest kolejnym dowodem genialności kompozytora. Tutaj wspaniała pieśni Gorwenala, łączy się z pełnym bólu monologiem umierającego Tristana.

Wreszcie słynna scena to w niej w stanie nieziemskiej ekstazy umiera Izolda, jej dusza łączy się z duchem zmarłego chwilę wcześniej Tristana, a „muzyka promienieje najwyższym pięknem miłosnej śmierci Izoldy – Z. Jachimecki „Wagner”. To wszystko składa się na jedyne i wyjątkowe w swoim rodzaju dzieło, „Opus metaphysicum” powiedział o nim Friedrich Nietzsche.

Wagner przystępując do tworzenia Tristana był przekonany, że pisze operę możliwą do realizacji w każdym teatrze. Jednak targające nim emocje niespełnionej miłości spowodowały, że niewielkie w założeniu dzieło rozrosło się do ponad czterogodzinnego spektaklu o ogromnym stopniu trudności, szczególnie dla wykonawców głównych ról. Również orkiestra ze „zwykłej” stała się potężnych rozmiarów orkiestrą symfoniczną z rozbudowanym kwintetem smyczkowym. Dlatego też każde wykonanie Tristana i Izoldy jest trudną próbą wytrzymałości fizycznej, pamięci i umiejętności prowadzenia głosu oraz jego kondycji dla śpiewaków, którzy podejmą się wykonania tytułowych partii. Z tych względów właśnie pierwotnie planowana premiera na scenie teatru dworskiego w Karlsruhe nie odbyła się.
Również trudności z opanowaniem pamięciowym swoich partii mieli śpiewacy Opery Wiedeńskiej, która zamierzała wystawić ten dramat na swojej scenie. Niestety, po przeprowadzeniu ponad sześćdziesięciu prób, na przełomie lat 1862-1863, dyrekcja teatru zrezygnowała z wystawienia dzieła. „Tristan” jest niemożliwy do wystawienia i do sprzedania. – usłyszał kompozytor od intendenta Opery. To były dla Wagnera pierwsze sygnały, że w tej partyturze wykroczył daleko poza swoje czasy.

Pierwsze wykonanie fragmentu partytury – II akt, odbyło się na początku maja 1860 roku w paryskim salonie Pauliny Viardot. Wykonawcami byli gospodyni salonu i kompozytor. Jedynymi świadkami tego wydarzenia byli Maria Kalergis i Hector Berlioz. Akompaniował na fortepianie sprowadzony specjalnie na tę okazję z Londynu Carl Klindworth. Maria Kalergis nie była zachwycona tym co usłyszała.

Po kilku dniach w liście do córki napisała – „Tristan” jest po prostu niewykonalny, jest to abstrakcja interesująca do przestudiowania zawierająca piękno, z którego można by wydobyć zdrową myśl, lecz jako dzieło dramatyczne będzie odrzucone przez wszystkich widzów całego świata. Po latach Kalergis nieco złagodziła swój sąd, dwa lata przed śmiercią napisała – nie wiem czy dobrze jest słuchać „Tristana”. Jedna on nas z największymi cierpieniami, jakimi są miłość i śmierć, ale bynajmniej nie jedna z życiem. Jak widać początki drogi Tristana do łatwych nie należały, nie byli nowym dziełem zainteresowani ani Paryż, ani Wiedeń, ani żaden z niemieckich teatrów.
Dopiero opieka jaką nad Wagnerem roztoczył król bawarski Ludwik II pozwoliła na wystawienie dzieła w jego monachijskim dworskim teatrze. Premierą, która odbyła się 10 czerwca 1865 roku dyrygował Hans von Bülow, główne partie śpiewali Tristana – Ludwig Schnorr von Carolsfeld, Izoldy – jego żona Malwina. O wielkim sukcesie prapremiery raczej trudno mówić, był to już bowiem okres, kiedy dworska kamaryla zwalczała Wagnera czym tylko można było.

Doszło nawet do tego, że jego przeciwnicy ogłosili w „Bayrischer Courier" artykuł, który zaczynał się od słów Płatny muzykus, człowiek z barykad drezdeńskich, który niegdyś na czele bandy morderców i podpalaczy chciał wysadzić w powietrze pałac królewski, prowadzi państwo bawarskie do upadku. Nawet to, że kilkanaście dni po prapremierze, w wieku 29 lat zmarł nagłe Ludwig Schnorr, starano się wykorzystać przeciwko kompozytorowi i jego dziełu, twierdząc, że śmierć śpiewaka jest następstwem wysiłku do jakiego zmusiła go partia tytułowego bohatera.

Wszystko to razem wzięte sprawiło, że Tristan nie zdobył światowych scen z marszu, trzeba było kilkudziesięciu lat by zdobył uznanie i trafił na najbardziej prestiżowe sceny. Premiera berlińska miała miejsce w 1876 roku, dwa lata wcześniej wystawiono Tristana w Weimarze. Londyn obejrzał dzieło pierwszy raz w 1884 roku. W Bayreuth wystawiono Tristana dopiero na piątym festiwalu w 1886 roku, który reżyserowała Cosima Wagner, dyrygował Felix Mottl, główne partie śpiewali Henrich Gudehus i Therese Malten. W tym samym roku dramat trafia pierwszy raz na scenę nowojorskiej Metropolitan.
Drugi raz wystawiono Tristana w MET w 1895 roku, z Janem Reszke w partii tytułowej, jego brat Edward śpiewał wówczas partię króla Marka. Obaj uchodzili za wzorcowych wykonawców swoich partii. Jako Izolda towarzyszyła braciom znakomita Felia Litvinne, prywatnie szwagierka Edwarda. Rok 1893 przynosi premierę w Monte Carlo, a w 1897 roku Arturo Toscanini, wprowadza ten wielki dramat muzyczny na scenę Teatro Regio w Turynie. Trzy lata później, 29 grudnia 1900 roku, Toscanini prowadzi pierwszą premierę Tristana i Izoldy w mediolańskiej La Scali.

Kolejne inscenizacje w La Scali miały miejsce w 1906 roku z Salomeą Kruszelnicką jako Izoldą i w 1923 z udziałem Stefana Beliny-Skupiewskiego. W obu przypadkach dyrygował Toscanini, był on też pierwszym zagranicznym dyrygentem, któremu powierzono prowadzenie tego dramatu w Bayreuth w 1930 roku.

Warto wspomnieć, że w 1862 roku Wagner napisał koncertową wersję wielkiego duetu miłosnego z II aktu. Skomponował ją z myślą o Ludwigu Schnorr von Carolsfeld, jego żonie Malwinie, którzy mieli zaśpiewać ten duet na przedpremierowej prezentacji. Niestety, z niewiadomych powodów ten duet nie został nigdy wykonany, a nuty trafiły do zbioru partytur niemieckiego kompozytora Juliusa Weissmana i tam właśnie w latach pięćdziesiątych je odnaleziono i przekazano do archiwum Wagnerowskiego w Bayreuth. Niedawno natknął się na nie Daniel Barenboim i zainteresował nimi Antonia Pappano, który właśnie wybrał tę wersję dla nagrania Wagner Love Duets, którego w 2000 roku dokonali Placido Domingo i Deborah Voigt.
Wersja koncertowa różni się od scenicznej finałem. W scenicznej wyznania kochanków przerywa niespodziewane wejście króla Marka, w koncertowej Wagner w to miejsce dopisał frazy pozwalające zakochanym zatopić się w miłosnej ekstazie, co jak wiemy w wersji scenicznej następuje w III akcie.
Polska premiera miała miejsce 24 stycznia 1921 roku, dyrygował Emil Młynarski. Pierwszym polskim Tristanem był Ignacy Dygas, Izoldą – Helena Zboińska-Ruszkowska, Partię Króla Marka śpiewał Adam Ostrowski. Reżyserował Henryk Kawalski, który dokonał w partyturze wielu skrótów. Zanim doszło do tej premiery 5 września 1909 roku Filharmonia Warszawska zaprezentowała w formie koncertu II akt.
Dyrygował Grzegorz Fitelberg, partię Izoldy śpiewała Felicja Kaszowska, Tristana Otto Briesemeister, Brangeny Karolina Pietraszewska. Powojenne dzieje Tristana i Izoldy są na naszych scenach więcej niż skromne! Jedyna (do 2016 roku) premiera miała miejsce 15 grudnia 1968 roku na scenie Teatru Wielkiego w Poznaniu. Dyrygował i reżyserował Robert Satanowski, który zdecydował się na spore skróty w partyturze, śpiewali: Antonina Kawecka i Stanisław Romański. Rok wcześniej 23 września 1967 bywalcy Teatr Wielkiego w Warszawie mieli rzadką okazję poznania Tristana i Izoldy podczas gościnnych występów Berlińskiej Opery Państwowej Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Warto jeszcze wspomnieć, że 15 grudnia 1987 roku, w Filharmonii Narodowej, Jerzy Semkow poprowadził wykonanie koncertowe, główne partie śpiewali Ingrid Bjoner i Jean Cox.
Nie zmienia to jednak faktu, że to wspaniałe dzieło nie funkcjonowało w naszej kulturze muzycznej. Ogłaszane kilka razy plany jego wykonania były odwoływane. Aż nastał rok 2016! Najpierw 12 czerwca 2016 premiera w Operze Narodowej. Przedstawienie przygotowano w koprodukcji z Festspiele Baden Baden (premiera – 19 marzec 2016), Metropolitan Opera w Nowym Jorku (premiera – 26 września 2016, na otwarcie sezonu) oraz Operą w Pekinie. Wszystkie te inscenizacje łączyło nazwisko reżysera Mariusza Trelińskiego i jego ekipy (Boris Kudlička – scenografia, Marek Adamski – kostiumy, Tomasz Wygoda – choreografia). Premierę w Operze Narodowej poprzedziło koncertowe wykonanie Tristana i Izoldy w Filharmonii Narodowej (3 i 4 czerwca).

Jeszcze słowo na temat wykonawców głównych partii. We wdzięcznej pamięci wielbicieli twórczości Wagnera pozostały wspaniałe kreacje tytułowych bohaterów. Pierwszy na listę Tristanów wszech czasów wpisał się Lauritz Melchior, który partię Tristana śpiewał ponad 200 razy, z czego blisko 130 na scenach amerykańskich. Jego rywalem był w tym względzie nasz wielki śpiewak Jan Reszke. Podziwiano go w tej roli w Londynie, Nowym Jorku, Chicago, Bostonie Tradycje wspaniałych Tristanów kontynuował na scenie La Scali wspomniany już Belina-Skupiewski. Idealna kreacja tej partii musi przede wszystkim wstrząsać dramatyczną ekspresją szczególnie w trzecim akcie gdzie wykonawca powinien stworzyć w pełni przekonywujący obraz cierpiącego z miłości bohatera. Partia Izoldy przyniosła sławę Lilli Lehmann, Lilian Nordicy, Helen Traubel. Jednak tytuł najwybitniejszych odtwórczyń tej partii należy bez wątpienia do trzech pań: Kirsten Flagstad, Birgit Nilsson i Marthy Mödl.
Każda z nich nasycała partię Izoldy ogromnym bogactwem wszelkich odcieni dramatyzmu i subtelnej ekspresji, by w Libestod uzyskać wręcz nierealne brzmienie. Do ich osiągnięć usiłowały nawiązać Astrid Varnay, Johanna Meier, Catarina Ligendza, Gabriele Schnaut, Jane Eanglen. Oczywiście nie zabrakło na tej liście polskich śpiewaczek, by wymienić Helenę Zboińską-Ruszkowską, która partię Izoldy śpiewała na wielu europejskich scenach. Jedyną polską śpiewaczką, jaka po II wojnie światowej oprócz Antoniny Kaweckiej wykonywała partię Izoldy była Hanna Lisowska, która 1988 roku zaśpiewała ją w Lipsku.

Warto też przypomnieć i zapamiętać, że raz jeden w scenicznej historii Tristana i Izoldy zdarzyło się by jednej Izoldzie (Birgit Nilsson) partnerowało podczas jednego przedstawienia aż trzech Tristanów (w pierwszym akcie Ramon Vinay, w drugim Karl Liebl, w trzecim Albert da Costa). Gdzie i dlaczego do tego doszło? Wydarzyło się to w 1959 roku w nowojorskiej Metropolitan, kiedy nagle zachorowali wszyscy trzej tenorzy śpiewający na zmianę partię Tristana. By nie odwoływać przestawienia, na które oczywiście wyprzedano z góry wszystkie bilety, dyrektor Rudolf Bing uprosił każdego z nich by wystąpili chociaż w jednym akcie. Zgodzili się! Po przedstawieniu Bing z ulgą oświadczył – Całe szczęście, że „Tristan” ma tylko trzy akty!
Nagrania warte bliższego poznania
Pierwszego nagrania Tristana i Izoldy dokonano w Bayreuth w 1928 roku pod dyrekcją Karla Elmendorfa, z udziałem Nany Larsen-Todsen i Gunnara Graaruden.
Na pierwszym miejscu bez wahania umieściłbym nagranie „na żywo” z 1966 roku dokonane na żywo w Festspielhausie w Bayreuth. Zachwyca wstrząsająca kreacja Birgit Nilsson, która nasyciła partię Izoldy ogromnym bogactwem wszelkich odcieni dramatyzmu, by w ostatniej scenie rzucić na kolana nieziemskim brzmieniem swojego wspaniałego głosu. Na dodatek pokonuje całą partię bez śladu zmęczenia w głosie. Równie znakomici są: Wolfgang Windgassen – Tristan, Christa Ludwig – Brangena, Martti Talvela – Król Marek. Dyrygujący Chórem i Orkiestrą Festiwalu w Bayreuth Karl Böhm ujmuje przejrzystością brzmienia i logiką przeprowadzenia dramatu w muzyce. (DG.419 889 – 2).

Na drugim miejscu postawiłbym nagranie z udziałem Marthy Mödl prezentującej wszystkie nieprzeciętne walory swojego potężnego głosu, czyli jego moc, skalę i brzmienie. Jej Izolda jest jednak bardziej dramatyczna niż subtelnie liryczna, szczególnie w II akcie, w duecie miłosnym. Jej partnerem jest będący w znakomitej formie wokalnej Ramon Vinay. Obojgu udało się uzyskać wyjątkowe napięcie dramatyczne, trzymające słuchacza w stanie skupienia od początku do końca. Wiele zasługi ma w tym względzie również Herbert von Karajan prowadzący z zegarmistrzowską precyzją Chór i Orkiestrę Festiwalu w Bayreuth. Czuje się w tym nagraniu nerw dramatyczny i wicher namiętności. To prawdziwy dramat miłości budowany szerokim gestem, z pełną mocą muzycznych kontrastów. (MYTO 3MCD 962.149).
Interesująco wypada na tym tle współczesna interpretacja Christiana Thielemanna w nagraniu „live” z 2004 roku. Jest żywiołowa, dynamiczna i podkreślająca burzę uczuć dwojga bohaterów. To prawdziwy dramat miłości budowany szerokim gestem, z pełną mocą muzycznych kontrastów.
Wszystko to jednak odbywa się bardzo poetycko i romantycznie bez zbędnych przerysowań przy zachowaniu subtelności w prowadzeniu długich fraz. Wagner pod jego ręką urzeka pełną paletą emocji i klarownością barw i przejrzystością przenikających się motywów. W sumie interpretacja pełna zmysłowej plastyczności i dramatycznej intensywności. Warto zaznaczyć, że znakomitych partnerów w tworzeniu tej kreacji znalazł Thielemann w Orkiestrze Opery Wiedeńskiej, która prezentuje jak zwykle znakomite brzmienie i zgranie wszystkich grup. Thomas Moser dysponuje co prawda silnym, ale mało dźwięcznym, głosem. Jednak jego Tristan jest niezbyt przekonywujący. Z kolei Deborah Voigt prezentuje wszystkie nieprzeciętne walory swojego potężnego głosu, czyli jego moc, skalę i brzmienie. Jednak wypada zaznaczyć, że jej Izolda jest bardziej dramatyczna niż subtelnie liryczna, szczególnie w II akcie w duecie miłosnym. (DG.474 974 – 2).

Myślę, że warto jeszcze wspomnieć o nagraniu video. Jest o rejestracja głośnej inscenizacji z Bayreuth, autorstwa Jean-Pierre Ponnelle, której premiera miała miejsce w 1981 roku. W tytułowych partiach wystąpili Johanna Meier i René Kollo, ponadto Hanna Schwarz, Hermann Becht i Matti Salminen. Chórem i Orkiestrą Festiwalu w Bayreuth dyryguje Daniel Barenboim, który preferując wolniejsze tempa wręcz dostojnie pieści niemal każdą frazę, te układają się pod jego ręką niczym miękkie fałdy pięknej sukni. Jest to interpretacja pełna zmysłowej plastyczności i dramatycznej intensywności oraz ekspresji, która płynnie przenosi się w finale w metafizyczne sfery. Wszystko to podparte znakomitymi kreacjami wokalno-aktorskimi głównych bohaterów.
Adam Czopek