Teatr marionetek dla dorosłych – przedstawienie typu „performance” na scenie kameralnej Teatru Królewskiego w Kopenhadze (Takkeloftet). Zanim jeszcze zobaczyliśmy widowisko „Corpo surreal” na scenie kameralnej Opery (zwanej „Takkeloftet”) było już o nim głośno w prasie, bo premiera odbyła się w Aarhus na tydzień przed kopenhaską.

Trudno było jednak powiedzieć, czego się należało spodziewać, bo jedni pisali w samych superlatywach, inni z niesmakiem i dezaprobatą. „Całkowicie bez sensu”, „przedziwne poetyckie przeżycie”, „przeżycie, które wzbogaca”, „charyzmatyczna śpiewaczka”, „nikt jeszcze czegoś takiego nie wymyslił”. I rzeczywiście – trudno było się z tymi wypowiedziami nie zgodzić, mimo, że były one tak różne.
Teatr, który zwie się „Sew Flunk Fury Wit”, został założony w roku 2013 przez Svend E. Kristensena, którego celem było stworzenie muzyczno-dramatycznych przedstawień z marionetkami w centrum. Marionetki te są wielkości dorosłych ludzi, a Kristensen kieruje nimi w specyficzny sposób, częściowo kryjąc się za nimi, częściowo wchodząc z nimi w interakcje.

Marionetki – a może lepiej zwać je „lalkami” – zbudowane są z silikonu, włókna szklanego i innych tworzyw sztucznych, łącznie z kewlarem, którego zwykle używa się przy produkcji kamizelek bezpieczeństwa. Lalki są potem wymodelowane, odlane i przyodziane w fantazyjne stroje. Kristensen kieruje nimi za pomocą rączki w środku pleców, prowadząc je za ręce, a ponieważ nie mają one nóg, można je dowolnie rozciągać i zmniejszać. „Lalki wzruszają publiczność w dużo większy sposób, niż czynią to żywi aktorzy” – tłumaczy Kristensen.

Od 2013 roku wyprodukowałon trzy przedstawienia. „Støv” (py), „Crash” (kraksa) i obecnie „Corpo surreal”, w którym – oprócz marionetek biorą również udział: klasycznie szkolona śpiewaczka z Islandii, sopran (Isabella Leifsdóttir) i japońska tancerka Yoko Higashino. Lalki, tancerka i śpiewaczka współgrają ze sobą na tle oszczędnych, lecz pomysłowych dekoracji, na tle muzyki elektronicznej i rokowej zarazem, skomponowanej przez Fernando Murcof z Meksyku (ur. 1970) do tekstów Neill Cardinal Furio (Amerykanin mieszkający w Danii). Lalki w „Corpo surreal” są modyfikowane, jedna ma na przykład pyszczek koci, inna ma otwartą czaszkę, gdzie widać węzły mózgowe.
Wszystko to ma być napomnieniem o tym, że żyjemy w czasach, kiedy możemy dowolnie modyfikować własne ciało według najprzeróżniejszych pomysłów, w odpowiedzi na wyzwanie dnia dzisiejszego lansujące bezwzględną wolność i brak granic. Rzecz w tym, że nie bardzo wiadomo, do czego to ma prowadzić i nie bardzo wiadomo, o co chodzi. Śpiew – śpiewem, taniec lalek – tańcem lalek, muzyka – muzyką, ale każdy element istnieje jak gdyby z osobna, obok siebie, nie scala się w jedność i nie tylko, że nie stawia pytań, ale też– co oczywiste – nie daje żadnych odpowiedzi.

Być może chodzi tylko o wizualną fascynację ciałami i przedmiotami. W kontraście do ascetycznej i wręcz „mechanicznej” japońskiej tancerki, występuje tu bardzo pulchna i dorodna śpiewaczka, na dodatek odziana w falbany i szarfy. Punktem kulminacyjnym – a zarazem efektownym zakończeniem przedstawienia – jest moment, kiedy śpiewaczka forsując wysokie dźwięki, zrzuca z siebie te falbany i ukazuje nagi, bardzo wielki biust.

Co oczywiście wywołuje entuzjazm publiczności i rzęsiste oklaski końcowe. Muszę się przyznać, że niestety nudziłam się solidnie, a może nawet – co bardzo nietypowe przy tak głośnej muzyce – i przysnęłam co nieco. Absolutnie nie zrozumiałam, co autorzy chcieli przekazać swej publiczności, rozdane teksty, których oczywiście nie dało się czytać w ciemności, wiec zaglądnęłam do nich po fakcie – niczego nie dookreśliły. W sumie był to katalog pomysłów, niektóre z nich były ciekawe, inne nie – przedstawienie robiło wrażenie nieukończonego i pozbawionego głębszego sensu.
Eva Maria Jensen