Przegląd nowości

„Parsifal”w Théâtre du Capitole w Tuluzie

Opublikowano: sobota, 15, luty 2020 15:44

Zbieg okoliczności sprawił, iż niemalże w tym samym czasie trzy europejskie teatry postanowiły wystawić Parsifala Wagnera. Najpierw z dziełem tym zmierzył się Teatro Massimo w Palermo – wszakże to właśnie tutaj kompozytor ukończył swą partyturę – w którym owo uroczyste misterium sceniczne zostało wystawione po raz ostatni aż sześćdziesiąt pięć lat temu.

 

Parsifal,Toulouse 1

 

Stronę muzyczną od tak dawna oczekiwanej realizacji przygotował izraelski dyrygent Omer Meir, zaś jej inscenizacja została powierzona Grahamowi Vickowi, który z artystycznym testamentem Wagnera zmierzył się już przed dwudziestoma trzema laty w paryskiej Opéra-Bastille. Po przedstawieniach w Palermo, Parsifal pojawił się równolegle w Opéra National du Rhin w Strasburgu (recenzja z tej inscenizacji znajduje się na niniejszej stronie) i w Théâtre du Capitole w Tuluzie, gdzie można się zapoznać z dość intrygującą, choć nie do końca przekonującą wizją reżysera Auréliena Bory’ego.


Deklaruje on, że inspiracji do budowania swego obrazu scenicznego szukał w postaci perskiego proroka Maniego, który w III wieku stworzył system religijny, zwany od jego imienia manicheizmem. Podstawą tego systemu jest podział świata na królestwo światła i życia wiecznego oraz królestwo ciemności i śmierci.

 

Parsifal,Toulouse 2

 

Według francuskiego reżysera ta idea przeciwstawiania sobie ciemności i światła przenika rzeczoną operę Wagnera, co skłoniło Bory’ego do zaprezentowania widzom swoistego teatru cieni, mającego nam uzmysłowić, że ciemność i światło towarzyszą nie tylko podróży inicjacyjnej tytułowego protagonisty, lecz także podlegającej nieustannym transformacjom warstwie muzycznej dzieła.

 

Parsifal,Toulouse 3

 

Owa ambitna i wypełniona mnogością odniesień i symboli koncepcja ma w deklarowanym zamierzeniu przywrócić Parsifalowi mityczny i zarazem uniwersalny wymiar. Powiedzmy jednak od razu, że emanujące tajemniczością przedstawienie w Tuluzie nie jest w stanie poruszyć nas wciągającą narracją sceniczną, ograniczającą się w zasadzie do dość statycznych obrazów. Brakuje też tutaj gry aktorskiej z prawdziwego zdarzenia, zminimalizowanej do konwencjonalnych póz i gestów. Wstępna uwertura rozbrzmiewa na tle czarnego, zasłaniającego całą scenę tiulu, za którym przemieszczane są podłużne, rozświetlone jasnym światłem neony. Znajdują się one w ciągłym ruchu, co pozwala układać z nich najróżniejsze litery, hieroglify, matematyczne wzory czy formuły, o nie zawsze zrozumiałym znaczeniu.


Dosyć szybko zaczynamy się też domyślać, że łączące się w pozycji pionowej neony mają przywoływać świętą włócznię, zaś w pozycji poziomej – świętego Graala. Cały proceder nasuwa zaś nieodparte skojarzenia ze spektaklami Boba Wilsona, specjalizującego się w tak zwanej partyturze światła.

 

Parsifal,Toulouse 4

 

U Bory’ego owo światło (za jego ustawienia odpowiada Arno Veyrat) symbolizuje niewinność „czystego prostaczka”, który jako jedyny będzie w stanie uleczyć piekielną ranę w boku cierpiącego króla Amfortasa. Dodać jeszcze należy, że podczas uwertury do aktu drugiego światło emanuje z lamp jarzeniowych, a podczas uwertury do aktu trzeciego następuje całkowita zmiana wystroju, albowiem zostajemy zanurzeni w półmroku, za sprawą gry półcieni na szarej zasłonie. Ogólnie rzecz ujmując, widz jest cały czas konfrontowany z rzeczywistością o wymiarze symbolicznym. Otaczający zamek Graala las to poprzetykana gałązkami i zawieszona w poziomie krata, z której wystają głowy rycerzy.


Przewijający się w głębi pudla scenicznego widok ciał ilustruje walkę Parsifala z własnymi słabościami i cielesnymi pokusami, Dziewczęta-Kwiaty przypominają figury z szachownicy, a na przykład święty Graal jest pokazany w formie odbitki zdjęcia fotograficznego. W ostatnim akcie Parsifal uczestniczy w „Cudzie wielkopiątkowym” symbolizowanym przez zwisającą z góry i składającą się z rozświetlonych żarówek storę, a w finale zamienia swą włócznię na obsypaną liśćmi gałązkę.

 

Parsifal,Toulouse 5

 

Nie ma zresztą sensu dalej przytaczać innych przykładów tej z założenia abstrakcyjnej i – również w zakresie strojów (Manuela Agnesini) – oderwanej od średniowiecznego kontekstu realizacji, której ostatecznie najmocniejszą stroną okazuje się fantastyczna, złożona z wybitnych przedstawicieli sztuki operowej obsada wokalna.

 

Parsifal,Toulouse 6

 

Śpiewająca po raz pierwszy w swojej bogatej przecież karierze partię Kundry Sophie Koch nadaje tej postaci głęboko ludzki wymiar i w każdym momencie porusza szeroką paletą niuansów wokalnych oraz niebywałym zaangażowaniem scenicznym. Z jej występem w pełni współgra osobowość austriackiego tenora Nikolaia Schukoffa, ukazującego Parsifala jako młodzieńca na przemian naiwnego i pewnego siebie, zdolnego do namiętnych porywów. Niemniejsze wrażenie wywiera porażający ciemnym basowym zabarwieniem Matthias Goerne, kreujący rolę cierpiącego króla Amfortasa. Mocnym i gęsto nasyconym basem dysponuje też debiutujący w Tuluzie w roli Gurnemanza Peter Rose, któremu w niczym nie ustępuje doskonale pasujący do postaci szukającego zemsty czarownika Klingsora Pierre-Yves Pruvot.


Wyjątkowo atrakcyjnie prezentują się Dziewczęta-Kwiaty, którym pięknych głosów użyczają młode, ale doświadczone już artystki: Andreea Soare, Marion Tassou, Adèle Charvet, Elena Poesina, Céline Laborie i Juliette Mars. Jak zawsze gorące owacje przypadają w udziale niezawodnemu w każdej sytuacji chórowi, którego zbiorowa muzykalność dorównuje temperamentowi scenicznemu.

 

Parsifal,Toulouse 7

 

Wszakże niekwestionowanym bohaterem wieczoru jest właściwie we Francji nieznany niemiecki dyrygent Frank Beermann, na co dzień zajmujący stanowisko dyrektora muzycznego Opery w Chemnitz oraz głównego dyrygenta „Robert-Schumann-Philharmonie”. Pod jego batutą Orchestre National du Capitole zachwyca nieskończoną i często wręcz mistyczną paletą kolorystyczną, równowagą planów dźwiękowych, zmysłowością frazowania i misternością rytmiczną, precyzją i przejrzystością.

                                                                        Leszek Bernat