Tym razem gościny Polskiej Orkiestrze Sinfonia Iuventus udzielił Uniwersytet Muzyczny w Warszawie. Tutaj akustyka jest dobra i słychać także to, co być może artyści chcieliby ukryć. Dotyczyło to solisty, Pawła Dombrovsky’ego, łowcę nagród na rozmaitych konkursach muzycznych, a także ubiegłorocznego zwycięzcę Międzynarodowego Konkursu Muzyki Polskiej w Rzeszowie. Artysta świetnie przygotował Koncert fortepianowy Ignacego Jana Paderewskiego, a prowadzący utwór Mirosław Jacek Błaszczyk bardzo wyraziście podprowadził kilka kulminacji orkiestrowych, co zwiększało wrażenie przy wirtuozowskich popisach pianistycznych. W pasażach idących w górę Dombrovsky nie brał jednak pod uwagę, że wysokie dźwięki koncertowego Steinway’a brzmią jakby ktoś grał na szklankach. Może to był wynik stanu przygotowania instrumentu, ale z pewnością niejedno wrażliwe ucho wyłowiło ten efekt.

Czyżby pianista tak dobrze się zapowiadający nie brał pod uwagę walorów estetycznych swojego występu? W melodyjnym utworze też Paderewskiego zagranym na bis zbyt obcesowo puszczony pedał na zakończenie spowodował charakterystyczny jęk wyciszanych strun, co również psuło trochę nastrój pięknej muzyki. Warto przy okazji pochwalić solówkę wiolonczeli w Koncercie Paderewskiego. Orkiestra Sinfonia Iuventus znana jest z uczestnictwa doskonałych instrumentalistów, nie wspominając już o rezydentach artystycznych. W tym wypadku koncertmistrz wiolonczel Wojciech Skóra potwierdził dobrą opinię dotyczącą potencjału poszczególnych orkiestrantów. Świetnie wypadli członkowie sekcji dętych w utworach zagranych po przerwie. Tańce połowieckie Borodina, to popularny hit orkiestrowy i tutaj bez znakomitości w „blasze” i „drewnie” nie da się wiele osiągnąć. Podobnie jest w kompozycji kończącej ten wieczór, poemacie Uczeń czarnoksiężnika Paula Ducasa. Tutaj absolutną rewelacją byli fagociści, na których opiera się „krocząca” narracja tego utworu. Mirosław Błaszczyk solidnie wyćwiczył z orkiestrą wszystkie wejścia instrumentów i tą pracą mógł się pochwalić w efektownej końcówce muzycznego przedstawienia. Pierwszy bis pokazywał jeszcze raz senne zakończenie dźwiękonaśladowczej historii, w której od czasu do czasu na tle pauz generalnych „punktowo” odzywają się „ziewnięcia” piccolo, klarnetu, oboju itd. Drugi bis miał za zadanie udowodnić, że orkiestra jest w stanie na jedno kiwnięcie ręki wykonać jednocześnie szaleńczo szybkie cztery dźwięki tutti fff. Udało się.
Joanna Tumiłowicz