Przegląd nowości

Powrót „Zemsty nietoperza”

Opublikowano: poniedziałek, 27, styczeń 2020 16:32

Opera Śląska w Bytomiu przy okazji karnawału wróciła do Zemsty nietoperza Johanna Straussa z 1992 roku. Wznowienie – jak i pierwotną inscenizację – przygotował niezmordowany Henryk Konwiński. Spektakl jest w swojej formie tradycyjny, a reżyser niczego na siłę nie unowocześnia, jest wierny Straussowi i Tuwimowi, na czym wszyscy dobrze wychodzą. Mimo, że Zemsta nietoperza ma już ponad 130 lat, to nic nie straciła ze swojej atrakcyjności i uroku. Wystawiają ją dzisiaj zgodnie nie tylko teatry operetkowe, ale również – a może przede wszystkim – teatry operowe starające się pokazać rozbudowane inscenizacje mogące przypaść do gustu każdemu widzowi. Urok melodii, galeria oryginalnych bohaterów, wdzięk arii i możliwość wplecenia do akcji wielu innych przebojów muzyki Johanna Straussa dają reżyserowi wręcz nieograniczone możliwości inscenizacyjne, czego zresztą Konwiński nie wykorzystał.

 

Zemsta

 

Na polskich scenach od 1932 roku Zemsta wystawiana jest w szalenie dowcipnym przekładzie libretta dokonanym przez Juliana Tuwima, co stało się tradycją do dzisiaj pilnie przestrzeganą. Wybierając się na tę urokliwą operetkę należy pamiętać, że jest to rzecz o intrygach pokojówki udającej damę, fikcyjnych węgierskich hrabinach, nieprawdziwych francuskich markizach i dyrektorze wiedeńskiego więzienia, który incognito pojawia się na balu znudzonego oryginała księcia Orłowskiego, gdzie szaleje, jako markiz Renard, Gabriel Eisenstein skazany wyrokiem sądu na 8 dni więzienia. Motorem napędowym  jest mściwy dr Falke, sprawca i animator całej zabawnej intrygi. Wszystko to jest tylko pretekstem do efektownych arii, pięknej muzyki ujmującej lekkością i śpiewnością kantyleny oraz muzycznym humorem, który perli się niczym najprzedniejszy francuski szampan. Tak też było w Bytomiu! Szampan i wino lały się strumieniem, zabawna intryga została wyraziście i z humorem przeprowadzona, a całe przedstawienie (mimo, że unosi się nad nim chwilami kurz lat) bawi od pierwszej do ostatniej sceny. Bawią się też perypetiami swoich bohaterów wykonawcy. Z dobrze zestawionej obsady największą frajdę sprawili mi: Anna Borucka w roli ekscentrycznego księcia Orłowskiego, Stanisław Kuflyuk jako dr Falke i Maria Rozenek-Banaszak w roli pokojówki Adeli. Cała trojka ujmowała pięknymi, dobrze prowadzonymi  głosami i niezłym aktorstwem pozwalającym im wykreowanie swoich bohaterów z lekkim dystansem i błyskiem w oku. Przedstawienie rzetelnie i w dobrych tempach, prowadził od dyrygenckiego pulpitu Franck Chastrusse Colombier. Pięknej muzyce Straussa przydałoby się jednak nieco więcej tanecznej lekkości i finezji oraz blasku wiedeńskich salonów.

                                                                  Adam Czopek