Właśnie śpiewy, ponieważ kameralna, dwuosobowa opera Udo Zimmermanna Biała Róża, pomimo atonalności odznacza się wybitnie wokalnym charakterem. Partie pary protagonistów utrzymane są w wysokiej tessyturze dla ich głosów (sopran i tenor), co nadaje im lamentacyjne zabarwienie. Inne formy artykulacji pojawiają się incydentalnie jak recytacja, kiedy Sophie wydaje się, że słyszy zbliżające się kroki do jej celi, co może zwiastować nadchodzącą egzekucję?

A także wykrzykiwane w finale hasła z ulotek, których feralne rozrzucenie 18 lutego 1943 roku na dziedzińcu monachijskiego uniwersytetu zaprowadziło rodzeństwo Sophie i Hansa Schollów na szafot. Utworzyli oni kilkuosobową konspiracyjną organizację Biała Róża (był o tym film Michaela Verhoevena, z którego po raz pierwszy dowiedziałem się o tym zdarzeniu, a pokazany w jakże korespondującym z nim okresie stanu wojennego), ratując w ten sposób honor Niemiec w dobie brunatnej dyktatury (w przeciwieństwie do zamachu Clausa Stauffenberga na Hitlera, kiedy wynik wojny był już przesądzony).

Opartą na technice serialnej operę otwiera szereg ostro tnących, dysonansowych akordów orkiestrowego tutti, występującego wszakże w pojedynczej obsadzie. Ton muzycznej narracji nadaje obsesyjnie, po wielokroć powtarzany jeden dźwięk harfy. Poza tym przeplatają się w niej ustępy tocccatowe z unisonowo utrzymywanymi dźwiękami. Wizję transportu dzieci jadących na śmierć (przywołuje ją wiersz Tadeusza Różewicza) poprzedzają dźwięki zdeformowanego, banalnego walczyka, szyderczo kontrastującego z porażającą tragizmem treścią przekazu werbalnego i jeszcze kilkakrotnie powracającego.
Powściągliwa reżyseria Anny Drescher operuje na ogół nieprzedstawiającymi działaniami scenicznymi (turlanie się po podłodze, naprzemienne zakładanie przez bohaterów rękawów tego samego wdzianka, układanie dłoni w różne wzory), co wychodzi naprzeciw naturze tego dzieła czy szerzej nowoczesnej opery, pozbawionych na ogół uchwytnej akcji. To raczej projekcja stanów emocjonalnych postaci, znajdujących odzwierciedlenie w poetyckim tekście libretta.

Oszczędną dekorację Huddy Chukri tworzą surowe czarne ściany, przy czym boczne w finale zsuwają się, pozostawiając wąską szparę. Ze sznurowni natomiast opuszczane są białe wstęgi, metonimicznie odnoszące się do nazwy organizacji, a zarazem metafora zachowanej przez bohaterów niemieckiej niewinności. Tworzą one ponadto ekran dla projekcji górskiego krajobrazu, za którym tęsknią uwięzieni protagoniści czy obrazu przebiegającego białego rumaka.

Spośród muzyków niekiedy solistycznie traktowanej partii orkiestrowej, realizowanej przez szwajcarską Orkiestrę Symfoniczną z Biel i Solothurn pod dyrekcją Kaspara Zehndera, wymieniłbym flecistkę Polinę Peskinę. Zrazu głos Marion Grange w wysokim rejestrze wydawał mi się nieco stłumionym, ale z czasem artystka się rozśpiewała. Wolfgang Resch od początku nie miał najmniejszych problemów emisyjnych, plastycznie operując ściszeniami, w czym niebawem dołączyła do niego partnerka, co stanowiło probierz muzykalności młodych śpiewaków. Przedstawienia opery Zimmermanna prezentowane są w Małopolskim Ogrodzie Sztuki w Krakowie w ramach Festiwalu „Opera rara 2020”.
Lesław Czapliński