La Traviata Verdiego należy do jednej z najczęściej grywanych oper na świecie, od samego momentu powstania w roku 1853. Rola Violetty (la Traviata, to jej „przezwisko”, znaczy bowiem: „zabłąkana”, jako, że jest ona kobietą upadłą, tą, która „zeszła z dobrej drogi”), odtwarzana była i jest przez najsłynniejsze soprany.

Opera jest pełna wspaniałych melodii, i rzadko się spotyka tak rozśpiewanych pasażerów autobusu, jak to miało miejsce po premierze. Autobus był przeładowany, i, jak zwykle, wlókł się powoli krętymi uliczkami z wyspy Holmen do centrum Kopenhagi (droga nie jest daleka, ale długa to przebycia dla pojazdów, muzycy Opery nagminnie jeżdżą do miejsca pracy rowerami – to absolutnie najszybszy tutaj środek lokomocji).
Trudno jest się dziwić widzom – wszyscy byli zachwyceni, łącznie z krytykami muzycznymi. Przedstawienie należy do grupy „eleganckich”, co na tej scenie jest raczej rzadkością. Sceny zbiorowe z tańczącym chórem rozgrywają się w wielkiej sali balowej z widokiem na nocną panoramę Paryża z wieżą Eiffla w oddali (chociaż kiedy powstawała La Traviata wieży jeszcze nie było, no, ale kto by się przejmował takimi detalami – wieża jest fotogeniczna i nadaje scenie splendoru). W Traviacie, jak w torcie imieninowym, mamy do czynienia z dwiema warstwami – ciastem i masą.
Masa jest zawsze bardziej atrakcyjna, a więc w tym wypadku są to sceny zbiorowe w I i III akcie. „Ciasto” to II i IV akt, sceny „intymne”: najpierw w prowincjonalnym domu, gdzie Violetta spędza szczęśliwe chwile ze swym kochankiem, dopóki tatuś tego ostatniego, Giorgio Germont, nie zburzy idylli. IV akt to samotność, choroba, krótkie chwile nadziei i śmierć Violetty.

Najbardziej dyskusyjna jest scenografia i kostiumy II aktu. Pokazanie kochanków w negliżu, nie jest nigdy specjalnie frapujące, zwłaszcza gdy negliż odziewa korpulentne ciało niezbyt wysokiego tenora. Scena ma charakter wręcz komiczny, i dystansuje widza do akcji. La Traviata to opera, gdzie partie solowe i duety odgrywają najważniejszą rolę. Trójka bohaterów: Violetta (sopran), Alfredo (tenor) i Giorgio (baryton) mają tutaj wielkie pole do popisu.

O „komfort” wszystkich zabiega Verdi komponując trochę nieuzasadnioną arię Giorgia w II akcie (żeby tez mógł zabłysnąć i wywołać entuzjazm publiczności). Wszyscy troje mają role błyskotliwe i bardzo trudne. Zarówno rola Violetty jak i Alfreda ma w Kopenhadze podwójną obsadę. Na premierze Violettę śpiewała Szwedka Gisele Stille, Alfredem był Włoch Francesco Castoro, a Giorgia kreował walijczyk David Kempster. Wszyscy wywiązali się ze swych ról w sposób idealny, przyczyniając się w zasadniczy sposób do stworzenia pięknego i harmonijnego przedstawienia.
Eva Maria Jensen