Przegląd nowości

Turecko-ormiańskie pojednanie w muzyce

Opublikowano: czwartek, 16, styczeń 2020 11:16

Za takowe uznać można poprowadzenie przez tureckiego dyrygenta Endera Sakpınara Koncertu na trąbkę As-dur Aleksandra Haratiuniana podczas koncertu Filharmonii Krakowskiej 10 stycznia w Nowohuckim Centrum Kultury. Mimo że powstał on w dobie apogeum żdanowowskiej wykładni socrealizmu muzycznego, to w znacznej mierze udało mu się uniknąć schematyzmu, właściwego dla tej formacji estetycznej.

Filharmonia Krakowska 25

W pierwszym temacie można się nawet dosłuchać dalekich reminiscencji jazzowych asocjacji, dla których trąbka jest instrumentem wręcz emblematycznym. W drugim natomiast w partii orkiestrowej daje znać o sobie imitacja brzmienia emblematycznego z kolei dla muzyki ormiańskiej duduka, bliskowschodniej odmiany oboju. W środkowym ogniwie dominuje wybitnie liryczny klimat, dodatkowo wyeksponowany poprzez grę solowego instrumentu con sordino, czyli z tłumikiem, przydającym temu ustępowi znamion jakby dobiegającego z oddali.

Filharmonia Krakowska 23

Trzecia część poprzedza rozbudowana kadencja autorstwa Timofieja Dokszycera, pierwszemu wykonawcy, któremu utwór został poświęcony. Składa się ona z wolnego odcinka kantylenowego, któremu przeciwstawiony zostaje motoryczny, oparty na wirtuozowskich figuracjach, bezpośrednio przeprowadzający do utrzymanego w orientalnym kolorycie ostinatowego finału, a więc z licznie występującymi, jak to swego czasu określano, „chaczaturianizmami”, czyli charakterystycznymi zwrotami rytmiczno-melodycznymi, spopularyzowanymi przez najbardziej znanego rodaka Haratiuniana.


Z utworem tym, bardzo wymagającym pod względem technicznym, zmierzył się młody trębacz Wojciech Kaszuba, wykazując się zarazem znacznej próby muzykalnością. Za sprawą Tańców połowieckich z Kniazia Igora innego Aleksandra, tym razem Borodina, przenieśliśmy się do stepów Azji Środkowej (taki tytuł nosi jego poemat symfoniczny).

Filharmonia Krakowska 22

Wcześniej znaczny szmat czasu spędziliśmy pośród czeskich pól i łąk, by przywołać czwarty poemat Bedřicha Smetany z cyklu Moja ojczyzna, choć nam dane było obcować ze znacznie popularniejszą, drugą Wełtawą oraz wyborem Tańców słowiańskich Antonína Dvořáka. Sakpınar nie tyle podążył za programową narracją ilustrującą bieg rzeki od źródeł do jej ujścia, ile potraktował tę kompozycję bardziej jako suitę z wyodrębnionym ustępem tanecznym, przeciwstawionym lirycznemu, związanemu z rozlewnym tematem przewodnim, zogniskowanym wokół tytułowej rzeki.

Filharmonia Krakowska 24

Z kolei w tańcach stonował zarówno ich „furiantową” żywiołowość, jak i dumkową nostalgiczność. Przyznam się szczerze, że nie za bardzo czuję bluesa, podobnie jak krakowscy filharmonicy, a więc wołałbym zamiast otwierającego Duke'a Ellingtona, skorzystać z obecności tureckiego kapelmistrza i posłuchać muzyki jego kraju. Nie musiałyby to być od razu duże formy symfoniczne Ahmeta Adnana Sayguna, ale korespondujące z ogólną tonacją zaproponowanego tego wieczora repertuaru, a więc na przykład Scherzo Necila Kâzı Aksesa czy rapsodię Köçekçe (transwestyczni tancerze) Ulvi Cemala Erkina.

                                                                        Lesław Czapliński