Przegląd nowości

Ser i słonina

Opublikowano: niedziela, 22, grudzień 2019 18:07

Serotonina, adaptacja prozy Michela Houellebecqa na deski Teatru Studio, nie jest przedstawieniem szczególnie odkrywczym. Spora ilość wulgarnych i obscenicznych dialogów, tak charakterystycznych dla tego autora, jakoś trzyma spektakl w kupie. Jednak dodatki socjologiczno-filozoficzne zaaranżowane są bez atrakcyjnego, ciekawego pomysłu. Trzy albo cztery małe telewizorki ustawione z boku sceny, które nadają reportaże z Afryki czy z Francji, nie rozpraszają pojawiającej się w drugiej części nudy.

 

Serotonina 1

 

Tak samo oparcie scenicznej narracji na gadających głowach, które jest nieznośnym schematem publicystyki telewizyjnej, a w reżyserii Pawła Miśkiewicza każde kolejne zdanie następujących po sobie wykonawców oddzielone zostaje jeszcze od następnego przez 8-sekundową przerwę, co tylko nabija minut przedstawieniu w sumie trwającym 3,5 godziny. Skrócić te wynurzenia bohaterów Houellebecqa? – być może jednak nie przyniosłoby to zdecydowanego ratunku. Brak teatralnych kompetencji widać gołym okiem mimo zatrudnienia dramaturżki Joanny Bednarczyk. Czasem aktorzy podrywają się w tanecznych pląsach, co niestety tylko na krótko rozbija szarzyznę. Ciekawie na tym tle wypadła kompletnie niema rola Macieja Pempusia, który gra postać wystraszonego niemieckiego pedofila. Znudzony i rozczarowany widz może się więc w chwilach zastoju zastanawiać co mają symbolizować zawieszone w górze sceny wielkie, pikowane poduchy, które co jakiś czas opuszcza się do połowy. Może oznaczają nadciągającą zagładę współczesnego świata i upadek zachodniej cywilizacji, może obrazują coraz większe ograniczenie wolności jednostki w tym paradoksalnie wolnościowym, ekstremalnie liberalnym świecie. A może po prostu jest to tylko alibi dla twórców przedstawienia, w tym autorki scenografii Barbary Hanickiej, że na scenie coś się jednak dzieje. W rezultacie o końcu cywilizacji świadczą opisy przemysłowych hodowli zwierząt i kłopotów francuskich rolników, którzy nie są w stanie sprostać konkurencji tańszych towarów z Chin i Argentyny.


Wyliczanie gatunków francuskiego sera, który nie może zachwycić konsumentów w USA (bo nie dopuszcza się tam produktów ze świeżego mleka) dodaje trochę faktów do scenicznych opowieści. Także obrazki dotyczące produkcji żywności i jej przetworów, a zwłaszcza męczeństwo milionów kur tuczonych na rzeź, także krów i świń, każą nam zastanowić się, czy sytość zachodnich Europejczyków jest tutaj wystarczająco mocnym uzasadnieniem dla kompletnego nieposzanowania zasad etycznych naszej egzystencji w świecie.

 

Serotonina 2

 

Ale nawet gdyby Serotonina była głównie mocnym głosem protestu znanego pisarza przeciwko bezduszności producentów sera i słoniny, oraz ślamazarności europejskiej polityki rolnej, przedstawienie nie stałoby się przez to bardziej atrakcyjne. Publiczność w końcu mogą jakoś ująć starania realizatorów, aby dostarczyć publiczności odpowiednich wrażeń muzycznych. Jedna z aktorek ciągnie smykiem po prętach oryginalnego instrumentu w typie maxi-drumli. 

 

Serotonina 3

 

Jest parę taktów mocnego progresywnego rocka, ale autorka oprawy dźwiękowej Anna Zaradny nie pozbawiła nas też dostępu do klasyki. Młodszy z narratorów Marcin Czarnik śpiewa nieco baranim głosem fragment Arii Komandora z Don Giovanniego Mozarta, zaś jego starszy odpowiednik i aktorsko najbardziej dojrzały Roman Gancarczyk gra na fortepianie, posługując się nutami z elektronicznego czytnika, podkład jakiejś trudnej do zidentyfikowania arii barokowej, zaś towarzyszy mu wokalistka, która symuluje potwornie nagłośnione jęki i wrzaski wydobywane przez niektóre panie podczas stosunku płciowego. To wykonanie zamyka w zgrabną klamrę męskie wynurzenia opisujące to, co brzydką połowę populacji najbardziej interesuje.

                                                                Joanna Tumiłowicz