Przegląd nowości

Bastardzi muzyki

Opublikowano: wtorek, 03, grudzień 2019 04:51

Warsaw Winds+ Festival zaczyna swój żywot na naszym poletku muzycznym. Trzeba było zewrzeć siły młodych muzyków, którzy poświęcili się trudnej sztuce dmuchania w instrumenty, aby wyłonił się na razie jeszcze będący w zarodku festiwal. Początek miał miejsce w Klubie SPATiF i był koncertem klubowym, z typowymi okrzykami, pohukiwaniami i ochami, które dodają muzykom animuszu.

 

Trio Bastarda 1

 

Wystąpiło Trio Bastarda w składzie Paweł Szamburski – klarnet, Michał Górczyński – klarnet kontrabasowy i Tomasz Pokrzywiński – wiolonczela, a repertuar był zgoła niecodzienny. Muzyka dawna, średniowiecze i renesans, w opracowaniach dających pole do improwizacji. Czy był to jazz? Może tak, może nie. Tak, bo była improwizacja na temat wynikający ze źródeł, tak, bo było nagłośnienie instrumentów.

 

Trio Bastarda 2

 

Nie, bo źródła były dosyć precyzyjnie określone (Piotr z Grudziądza, Guillaume Dufay, Josquin dés Prés, chasydzkie niguny). Nie, bo nie zatrudniono grupy perkusyjnej, choć pewne efekty wykonywano stukając i przytupując. Zabawne były zapowiedzi poszczególnych utworów dokonywane przez Pawła Szamburskiego. Dowiedzieliśmy się np. że wielogłosowe motety Piotra z Grudziądza (1392 – ok. 1480), zostały przerobione z uwagi na piękną linię melodyczną na jednogłosowe, ale z elementami polifonii. Tak powstała płyta Promitat eterno. Następnie zbliżyliśmy się do epoki renesansu i znów pierwszy temat wprowadzała wiolonczela.


Zrębek wyrafinowanej polifonii  Josquina dés Prés zagrało na początku całe Trio, ale zaraz potem zaczęło się burzliwe, nonkonformistyczne przetworzenie raczej wybranych tematów niż renesansowej konstrukcji. Ciekawą rolę spełniał tutaj klarnet kontrabasowy, będący brzmieniowo o wiele bardziej natarczywym instrumentem niż zwykły kontrabas, operujący rytmicznymi ostinatami na najniższych tonach szalenie wzmocnionych i będących de facto perkusją.

 

Trio Bastarda 3

 

Wiolonczela podejmowała figuracje będące uzupełnieniem, ornamentacją instrumentu prowadzącego czyli klarnetu. Tutaj natomiast mieliśmy zwykle na początku wybrany z utworu motyw melodyczny, który w kolejnych przetworzeniach stawał się podłożem do dosyć szaleńczej improwizacji, do której dołączali się pozostali instrumentaliści.

 

Trio Bastarda 4

 

Utwory zgromadzone na płycie Ars moriendi nie miały zwykle tradycyjnej kadencji harmonicznej, ale raczej repetytywną, quasi jazzową. Na zakończenie artyści zagrali już bardzo rozpoznawalne, orientalne parafrazy starych chasydzkich pieśni synagogalnych, nigunów, a na bis była nawet próba muzycznego zaktywizowania zebranych słuchaczy, którzy mieli pod dyktando Pawła Szamburskiego wspólnie, jednogłosowo pociągnąć prościutki motyw. Wyszło, o zgrozo, tylko w 30-35 procentach. Ludziom śpiewanie nie wychodzi, wolą klaskać. Paweł Szamburski, który zapewniał, że nie umie śpiewać okazał się niezastąpionym zapiewajłą. Takie czasy.

                                                                      Joanna Tumiłowicz