Wychodzę ze strzyżowskiej fary w ciemną noc. Oddycham chłodnym wrześniowym powietrzem i mimo głębokiego wzruszenia cieszę się, że będę jeszcze mógł swobodnie powiedzieć innym o tym, co dziś mnie spotkało, jakie emocje towarzyszyły mi słuchając Oratorium. Tego póki co nikt mi nie zabroni… I wiem jedno - dziś Strzyżów był stolicą polskiej muzyki!

Tym akapitem Wiesław Plezia – dziennikarz i plastyk – zakończył swój tekst Ten nasz Bar, utrwalający wrażenia po prapremierze oratorium Kazimierz Pułaski z muzyką Włodzimierza Korcza, która odbyła się 28 września w Kolegiacie Niepokalanego Poczęcia NMP i Bożego Ciała w Strzyżowie na Podkarpaciu. Dlaczego właśnie tam? Primo: było to marzenie szefa tamtejszego Strzyżowskiego Chóru Kameralnego – Grzegorza Oliwy, secundo: w rzeczonej świątyni 15 sierpnia 1769 roku, po przegranej bitwie pod Pobitnem (dzisiejszej dzielnicy Rzeszowa), miała się odbyć przysięga konfederatów barskich przed cudownym obrazem Matki Boskiej.
Czy istotnie był tam też, jak chcą niektórzy historycy, ich przywódca – Kazimierz Pułaski? To pytanie, a także szereg innych: o sens, o cenę, o skutki Baru stawia autorka tekstów oratorium – krakowska poetka, dziennikarka i krytyk muzyczny Monika Partyk. Choćby tak: Jak tu zrozumieć polską duszę / - Czy w niej anielski czy czarci czar / Co wam tam biło pod kontuszem / … I co to było ten wasz Bar: / Chocholi taniec / Walczyk na trzy / Nasz opętaniec / By wciąż się bić / Czy sprawa święta / Pierwszy nasz zryw / Wolność upięta / Do końskich grzyw?

Albo tak – z ludzkiej, jednostkowej, nie mniej (może bardziej?) ważnej perspektywy: A te wszystkie matki / Co co dzień wracają z rynku… / - Popatrz, co ci dziś kupiłam / Synku, synku! / Wyciągają czarną mąkę / Czarne mleko, czarny miód: / - To na złoty będzie kołacz / I na cud! / Skonfederowane w rozpaczy / Bo nie można śmierci wybaczyć.

Te wysoce emocjonalne teksty zdawały się doskonale współbrzmieć z takąż wszak – pełną rozmachu, swady, retoryki i ujmujących melodii - muzyką kompozytora Żeby Polska była Polską czy Jaka róża, taki cierń. Potwierdzały to liczne, entuzjastyczne wręcz głosy słuchaczy. Głosy wzruszone (czy nie o to w sztuce chodzi przede wszystkim?) – jak ten z przywołanego już tekstu Wiesława Plezi: Przykładam mocniej mokry policzek do filara strzyżowskiego kościoła…
Idealnie też współbrzmiały z wykonawcami-solistami, których przedstawiać nie trzeba: Alicją Majewską, Olgą Bończyk, Grzegorzem Wilkiem i Łukaszem Zagrobelnym, a także interpretującym poprzedzające każdą pieśń narracje Andrzejem Ferencem oraz – last but not least – zespołami pod arcyprecyzyjną batutą Grzegorza Oliwy: wspomnianym już Strzyżowskim Chórem Kameralnym, Chórem nauczycielskim „Akord”, Podkarpackim Chórem Męskim oraz Przemyską Orkiestrą Kameralną.

Nie dziwi nic: to wszak w większości artyści współpracujący z Korczem od lat. Z Moniką Partyk – obok piosenek zamieszczonych na dwóch ostatnich płytach Alicji Majewskiej, a także krążkach Doroty Osińskiej i Michała Bajora – stworzyli już wspólnie parę większych form: 3 oratoria z cyklu Artyści Janowi Pawłowi II w hołdzie: Golgota polska (współkompozytor – Andrzej Zarycki), Święty (współkompozytor – Zygmunt Konieczny) i Sanctus, a także oratorium Rapsod o Cudzie nad Wisłą oraz musical operowy Łódź Story.

Utwór zaprezentowano też dzień później na Zamku Kazimierzowskim w Przemyślu, inaugurując nim festiwal Przemyska Jesień Muzyczna. Dodajmy: z nie mniejszym aplauzem. I z pytaniem, które niejeden słuchacz nucił z uśmiechem, ale i zadumą, jeszcze długo po ostatnich wybrzmiałych dźwiękach: Konfederacja /Kapłon czy kos? / Racja, nie racja? / Każdy ma głos! / (Demokracja…).
Jarosław Bardysz