Przegląd nowości

„Królowa śniegu” – prapremiera opery Hansa Abrahamsena

Opublikowano: czwartek, 17, październik 2019 13:55

Dawno nie pamiętam takiego podniecenia, jak to, które towarzyszyło oczekiwaniu na premierę pierwszej opery Hansa Abrahamsena. W środowisku muzycznym mówiło się już o tym od miesięcy, intensywnie od czasu, kiedy w kwietniu przyznano Abrahamsowi nagrodę Léonie Sonning, którą w Danii traktuje się prawie jak odpowiednik nagrody Nobla. A już sam temat – Królowa śniegu, baśń Andersena, której akcja prowadzi daleko na północ – w połączeniu z Abrahamsenem, dla którego śnieg od dawna stanowi żródło inspiracji, i którego losy są też „jak z bajki”.

 

Krolowa sniegu,Kopenhaga 4

 

Abrahmasen (ur. 1952) był dobrze zapowiadającym się kompozytorem w latach 70-tych ubiegłego stulecia, po czym zamilkł na prawie 20 lat. Powrócił do komponowania w roku 2000 i od tego czasu stworzył wiele dzieł, które przyniosły mu światową sławę i wiele nagród (Grameyer: 2015, Rady Nordyckiej: 2016, Sonning: 2019). Poza tym tytuły Abrahamsena nasuwały skojarzenie z nocą, samotnością, zimnem i śniegiem (w jego dorobku znajdziemy np. pięć kompozycji mających w tytule słowo „śnieg”). 


Swą pierwszą operę, Królowa śniegu według baśni Andersena pod tym samym tytułem, skomponował Abrahamsen w 2018 na zamówienie Teatru Królewskiego w Kopenhadze. Libretto napisał sam we współpracy z dramaturgiem Henrikiem Engelbrechtem. Opera, składająca się z trzech aktów (18, 32 i 30 min.) miała swą prapremierę 13 października 2019 roku. W Kopenhadze grana będzie sześć razy (do trzeciego grudnia), następnie odbędzie się premiera w angielskiej wersji jezykowej w Bayerische Staatsoper w Monachium.

 

Hans Abrahamsen

 

Królowa śniegu Andersena to opowieść o tym jak Królowa Śniegu – uosobienie ludzkiej oziębłości, zdobywa chłopca o imieniu Kay i zabiera go do siebie, daleko na północ. Wbija mu odprysk lodu w oko i w serce, tak że staje się on nieczuły na innych i wszędzie widzi tylko to, co brzydkie i niedobre. Jest jednakowoż na świecie siła, która może przezwycieżyć zło – tą siłą jest miłość. Gerda, kochająca go przyjaciółka Kaya, wyrusza więc na poszukiwanie swego towarzysza, przezwycięża wiele przeciwności, znajduje go, a jej łzy roztapiają lód w jego sercu. 


Mogą razem  powrócić do domu, Królowa Śniegu nie ma już nad nimi mocy. Gdy wracają okazuje się, że są już dorośli, lecz pozostali dziećmi w swych sercach. Andersen kończy swą baśń przytaczając cytat z duńskiego psalmu kościelnego. Aspekt religijny był bowiem dla niego bardzo ważny. Nie jest on chyba równie ważny dla Abrahamsena, bo cytuje psalm na zakończenie tylko w pół zdania, bez wymienienia imienia „Jezus”, jak to czyni Andersen. No cóż inne czasy, inna metafizyka. Bo że metafizyka jest w operze obecna, co do tego nie mamy wątpliwości. Królowa Śniegu nazwana jest tu „uniwersalnym jestestwem”, jej partia powierzona zostaje bas-barytonowi. Słowo-klucz, które Królowa Śniegu (jak ją zwał, tak ją zwał) każe znaleźć Kayowi, by mógł uzyskać wszechwiedzę, okazuje się być słowem „wieczność”. Cichemu zakończeniu opery, gdzie bohaterowie w przyśpieszonym tempie osiągają dojrzałość, starość i zanurzają się w śmierci („wieczności”?) towarzyszy beznamiętne tykanie zegara (w wykonaniu „uniwersalnego jestestwa”).

 

Krolowa sniegu,Kopenhaga 3

 

W drodze na poszukiwanie Kaya Gerda trafia do pałacu książęcego, który reprezentuje sobą krainę wiecznego szczęścia i beztroski (skojarzenia z euforyzujacymi środkami lat 70-tych są tu wyraźnie widoczne), lecz Gerda wie, że to nie jest właściwa droga i wyrywa się z odurzenia by dalej wędrować coraz dalej na północ, w poszukiwaniu obiektu swej miłości. Opera pełna jest elementów bajkowych: śpiewajace kwiaty (chór żeński), przemądrzałe wrony (jedna śpiewana przez tenora, druga przez kontratenora), pomocny renifer (partia tańczona), zaczarowany „krzak gorejący”, szalony lot nad śnieżnym krajobrazem – wszystko poparte masami muzyki z dodatkiem szmerów, bardzo wysokich tonów (być może wyprodukowanych elektronicznie, ale to trudno było rozstrzygnąć) podporządkowane zostaje w kopenhaskiej inscenizacji efektom wizualnym. Reżyser przedstawienia, Francisco Negrin, oraz reżyserzy światła: Bruno Poet i Matt Daw zaangażowali bowiem firmę Playmodes Studio z Barcelony specjalizującą się w instalacjach świetlnych, by wyczarować na scenie zupełnie niespotykany świat – zorzy polarnej, migotających konstrukcji, które wraz z masywnymi blokami oszczędnych dekoracji, całkowicie zdominowały przedstawienie. Wrażenie było czasami oszałamiajace, zwłaszcza kiedy gra świateł popierana była przeogromnymi falami muzyki.  


To było widowisko, nie opera – powiedział mój premierowy towarzysz – i musiałam przyznać mu rację. W scenach „bez efektów świetlnych” przedstawienie było bardzo statyczne, graniczące z nudą. Śpiewu było stanowczo za mało. Wszyscy soliści, z wyjątkiem Gerdy, której partia była naprawdę ogromna i szalenie trudna (wielkie osiągnięcie młodej śpiewaczki, Sofii Elkjær Jensen), wszystkie inne partie solowe były krótkie: Kay (śpiewany przez fiński mezzosopran Melis Jaatinen), Królowa Śniegu (śpiewana przez Johana Reutera i wspomaganą przez tancerkę), babcia (alt Johanne Bock), księżniczka (sopran koloraturowy Sibylle Glosted) i książę (tenor Gert Henning-Jensen), nie mówiąc jużo obu wronach (tenor Jens Christian Tvilum i kontratenor Morten Grove Frandsen).

 

Krolowa sniegu,Kopenhaga 1

 

Znikome były również partie chóralne. Ciekawe jak bym odebrała operę, gdyby nie została tak hojnie wyposażona w efekty świetlne. Może wtedy można by się było skupić bardziej na muzyce.

 

Krolowa sniegu,Kopenhaga 2

 

 

Duńscy recenzenci powyciągali z lamusa wszystkie swoje gwiazdki i serduszka, jakimi dysponują. Osobiście nie bardzo wiem, jak mam sie ustosunkować do tego dzieła scenicznego. Temat wydaje mi się zbyt mało dramatyczny jak na operę, brak mu bowiem konfliktów międzyludzkich, brak punktów kulminacyjnych (jeżeli nie liczyć pocałunku, którym Królowa Śniegu zdaje się uśmiercać Kaya), gdyż następuje on zbyt wcześnie. No i brak tego, czego niestety nie ma w prawie żadnej współczesnej operze, arii, będących wyrazem uczuć bohaterów, w których akcja zostaje zatrzymana i można delektować i wzruszać się samą muzyką.

                                                                          Eva Maria Jensen