Przegląd nowości

Krótko o XXIX Festiwal im. Adama Didura w Sanoku, 2019 rok

Opublikowano: środa, 16, październik 2019 16:59

Zbliża się jubileusz 30. lecia. Za rok. Festiwal zaczynał skromnie, jak większość wielkich przedsięwzięć, ale rozwinął się szybko do jednego z najważniejszych wydarzeń kulturalnych w Polsce. Znamię jego jest jedno (jeśli nie liczyć patrona, Adama Didura) i imię jedno: Waldemar Szybiak.

Didur,Festiwal 918-163

To, czego ten skromny, chociaż świadom swojej wartości, człowiek dokonał w tym czasie jest gigantyczne. Z prowincjonalnego Domu Kultury stworzył teatr. Miejsce, w którym z przyjemnością goszczą najwięksi artyści. Bywam tam co roku od 25 lat. Wymienić wszystkie gwiazdy, które tam były nie sposób, więc tylko krótki wybór (błagam, niech inni się nie obrażą na mnie): Krzysztof Penderecki, Andrzej Hiolski, Bernard Ładysz, Wiesław Ochman, Ewa Podleś, Stefania Toczyska, Aleksandra Kurzak, Artur Ruciński, Andrzej Dobber. Joanna Woś, Małgorzata Walewska, Marcin Bronikowski… Przepraszam, że skupiam się głównie na artystach opery, ale to moja domena.


Przedstawienia operowe, baletowe, operetkowe na najwyższym poziomie (Waldemar Szybiak ma smak artystyczny i trafnie dokonuje wyboru) są normą. Koncerty albo recitale gwiazd wokalnych są też  prawie zawsze. Do tego jazz, czasem piosenki aktorskie na najwyższym poziomie. Waldemar Szybiak wymyślił też Konkurs Kompozytorski (patron Festiwalu, Adam Didur, by się zdziwił, bo nigdy nic nie skomponował), który wyłonił u zarania karier wspaniałych twórców.

 

 Didur,Festiwal 918-253

Bravo !!!! Nie mogłem w tym roku ze względów osobistych być na całym festiwalu, czego żałuję. Napiszę więc o tym, co widziałem i słyszałem. „Don Pasquale” Gaetano Donizettiego jest arcydziełem opery komicznej. Arcydziełem jest też przedstawienie Opery Krakowskiej pod brawurową i pełną finezji batutą Tomasza Tokarczyka. Śpiewacy spisali się świetnie: Grzegorz Szostak (partia tytułowa), Paula Maciołek (Norina), Andrzej Lampert (Ernesto) i Michał Kutnik (Malatesta). Napisałbym więcej, gdyby nie to, że nienawidzę pisać z powodu komputera, który co drugie zdanie umieszcza mi nie tam gdzie chcę, lecz jak sobie chce.


Uwielbiam mówić ze sceny i nie tylko, pisanie zmusza mnie do wysiłku trudnego do przezwyciężenia. Oczywiście atutem była wirtuozowska reżyseria Jerzego Stuhra, który udowodnił, że aktorstwo w operze nie jest przeżytkiem i nie potrzeba żadnych „inscenizacji”. Ukraiński zespół baletowy pod nieco pretensjonalną nazwą Royal Lviv Ballet (chyba nawiązanie do Królestwa Galicji i Lodomerii, przy czym nikt w Cesarstwie nie wiedział, gdzie leży Lodomeria) pokazał świetnie tańczony balet „Esmeralda” z muzyką Cesare Pugni.

Didur,Festiwal 918-707

Nie mam siły dalej walczyć z komputerem, więc tylko wspomnę rewelacyjny występ Włodka Pawlika z koncertem Moniuszko Polish Jazz. I bardzo umiarkowane artystycznie produkcje Polskiej Opery Królewskiej: „Scene Buffe” Alessandro Scarlattiego. Obok wysłużonych długim śpiewaniem artystów zabłysła „w nagłym zastępstwie” młoda, tak mi się wydaje, Julita Mirosławska jako Serpilla. Dziękuję czytelnikom, jeśli to przeczytali i samemu sobie za wygraną, chociaż nie bez strat na ciele i umyśle, walkę z komputerem. Nieprędko coś znowu napiszę.

                                                                         Piotr Nędzyński