Przegląd nowości

Marii Fołtyn życie z Moniuszką w słowie i obrazie

Opublikowano: czwartek, 17, październik 2019 11:09

Maria Fołtyn. Życie z Moniuszką autorstwa Adama Czopka (teksty) i Juliusza Multarzyńskiego (zdjęcia) to książka, która w Roku Moniuszkowskim po prostu musiała się ukazać. I to pod takim właśnie tytułem: największa w kraju i – co ważniejsze – w świecie propagatorka ojca polskiej opery (najpierw jako śpiewaczka, potem reżyserka) w rzeczy samej żyła z nim i nim. Jako twórcą i jako mężczyzną – to drugie realizując w swoistym platonicznym związku dusz.

 

Zycie z Moniuszka 10

 

Bo, jak twierdziła, mimo ogromnego powodzenia i dwóch mężów – do mężczyzn szczęścia nie miała. Prędzej czy później ranili – On nigdy. W śpiewaniu byłam erotyką. Wyobrażałam sobie, że śpiewam dla mężczyzny – zdradzałam w śpiewie albo byłam wierna – bo byli też na scenie partnerzy fascynujący, że się przytulałam jak cholera! 


To wyznanie Maestry doskonale, jak sądzę, charakteryzuje jej fenomen: oprócz wybitnego głosu (mocny, naturalnie postawiony sopran dramatyczny) miała też wyjątkową sceniczną charyzmę – siłę ekspresji (według niektórych nawet nadekspresji) wynikającą między innymi z owej „erotyki śpiewu” właśnie: śpiewu całym ciałem i całą duszą.

 

Zycie z Moniuszka 11

 

To musiało mieć oddźwięk: nie dziwi więc, że od debiutu 31 stycznia 1949 roku w bytomskiej Operze Śląskiej – jako sławetnej Halki, rzecz jasna - aż do zakończenia kariery śpiewaczki operowej w 1971 roku (po którym przez 3 lata realizowała się jeszcze na estradzie) odnosiła same niemal triumfy. Docenił ją nawet sam Józef Stalin – czemu (chyba na jej nieszczęście?) dał solidny wyraz. Kiedy już nie mogła satysfakcjonująco śpiewać rozpoczęła nowy rozdział życia, świadczący o jej wielkiej doprawdy odwadze i determinacji: w dojrzałym wieku podjęła w warszawskiej PWST studia reżyserskie u Aleksandra Bardiniego.


Teraz „swego Stasia” mogła obnosić po nic niewiedzącym o nim świecie: m.in. w Turcji, na Kubie, w Meksyku, w Brazylii i Japonii. Wierzyła, że ów status quo zmieni, i w jakimś – choć zdecydowanie niewystarczającym – stopniu to się jej udało. I za to powinniśmy być jej wdzięczni. Za tę coraz rzadszą dziś artystyczną donkiszoterię.

 

Zycie z Moniuszka 12

 

Z tekstów Adama Czopka – dziennikarza od lat zajmującego się światem opery (w tym naturalnie polskim w niego wkładem) – możemy dowiedzieć się bardzo dużo zarówno o Marii Fołtyn – artystce, jak i człowieku. A ów drugi aspekt jawi się nie mniej interesująco, dając barwne i mocno nieraz pikantne preteksty do rozważań (osławiony „charakterek” Primadonny, wspomniana już zmysłowość, liczne romanse i równie liczne wojny środowiskowe). Cenne są tu niewątpliwie zestawienia nagrań, kreowanych partii, premier, a także wspomnień o śpiewaczce bliskich jej osób.


Żal mam tylko o pewną niestaranność językową – głównie interpunkcyjną – jak się zdaje raczej niewychwyconą przez korektę. Równoprawne i równie ważne miejsce zajmują w omawianym wydawnictwie zdjęcia: archiwalne, ale przede wszystkim te autorstwa Juliusza Multarzyńskiego: primus inter pares rodzimych fotografów świata opery – wielokrotnie nagradzanego świadka wszystkich niemal ważniejszych polskich (choć nie tylko) premier teatrów muzycznych i niejednego recitalu i festiwalu.

 

Zycie z Moniuszka 13

 

Zdjęcia – co nie zaskakuje – świetne technicznie i plastycznie, ale i doskonale uchwytujące klimat spektakli, osobowość modeli i anegdotyczność sytuacji. A to już wyższa, nie każdemu fotografującemu dostępna sztuka. Dla miłośników Marii Fołtyn i Stanisława Moniuszki pozycja obowiązkowa, dla reszty (choć brzmi to groźnie) – zalecana: nie pożałują na pewno!

                                                                       Monika Partyk