Ambronay to mała miejscowość położona we francuskim regionie Owernia-Rodan-Alpy, niedaleko Lyonu, o której istnieniu przez bardzo długi czas mało kto wiedział. Pojawiali się tutaj niekiedy tylko zagubieni turyści i przemieszczający się po trasach obiektów sakralnych pielgrzymi, odwiedzający znajdujące się częściowo w ruinie opactwo, założone w średniowieczu przez irlandzkiego mnicha. Uległo ono zniszczeniu podczas Rewolucji Francuskiej, a po częściowym odbudowaniu jego pomieszczenia służyły jako magazyn, więzienie, szkoła czy wojskowy garnizon.

Kiedy pod koniec lat siedemdziesiątych lokalne władze poprosiły Alaina Bruneta, pracownika oświaty, a prywatnie miłośnika muzyki dawnej, o zorganizowanie w głównej nawie opactwa skromnych muzycznych spotkań, chyba nikt wówczas nie przypuszczał, a już na pewno nie wspomniany nauczyciel, że jego mobilizujący wiele osób entuzjazm, talenty organizacyjne, nakreślone z polotem wizje i umiejętność przekonywania lokalnych oraz działających na szczeblu centralnym polityków doprowadzą do powstania w Ambronay jednego z ważniejszych na świecie festiwali poświęconych muzyce dawnej.
Oczarowane dynamizmem i pomysłowością Bruneta, zaczęły się tu bardzo szybko pojawiać gwiazdy muzyki barokowej (na przykład Jean-Claude Malgoire czy William Christie), ale trzeba też od razu powiedzieć, że to właśnie w Ambronay rozpoczęło sie wiele błyskotliwych karier muzycznych. Artyści, którzy zawdzięczają festiwalowi swój artystyczny rozwój, pozostają mu nadal wierni i regularnie obdarzają publiczność swoim talentem. Wystarczy chociażby wspomnieć o takich przywiązanych do tej manifestacji osobowościach muzycznych jak Philippe Jaroussky, Nicole Corti, René Jacobs, Sébastien Daucé, Stéphanie d’Oustrac, Enrico Onofri, Christophe Rousset, Jordi Savall, przywołany już William Christie czy stawiający niegdyś w Ambronay pierwsze muzyczne kroki Leonardo Garcia Alarcón, który należy dzisiaj do jednego z wybitniejszych przedstawicieli barokowej estetyki. Rzeczony festiwal istnieje od 1980 roku i wraz z upływem czasu systematycznie poszerza zakres swojej działalności.

I tak w roku 1989 dokonano tutaj pierwszego nagrania płytowego, którym była La Messe de bataille hiszpańskiego kompozytora pochodzenia katalońskiego Joana Ceréolsa, którą interpretował zespół La Capella Reial de Catalunya pod dyrekcją swojego założyciela Jordiego Savalla. Wspomniany rok zaznaczył się w sposób szczególny w rozwoju Festiwalu również ze względu na to, że dzięki pojawieniu się życzliwych sponsorów można było zacząć realizować bardziej ambitne programy artystyczne. Z kolei w roku 1993 udało się zorganizować pierwszą edycję Europejskiej Akademii Barokowej, struktury mającej na celu angażowanie wcześniej wybranych studentów akademii muzycznych z całej Europy do przygotowania pod kierunkiem uznanego autorytetu pełnowartościowego spektaklu barokowego. Pierwszą Akademię poprowadził Jordi Savall, który pracował z muzyczną młodzieżą nad dziełem David et Jonathas Marc-Antoine’a Charpentiera. Gotowa już realizacja krążyła później w trakcie starannie zaplanowanego tournée po wielu teatrach francuskich i europejskich. Nie ma chyba lepszego sposobu na ułatwienie młodym adeptom wokalistyki czy sztuki instrumentalnej wejście w świat profesjonalnej działalności artystycznej. Ważnym etapem było też utworzenie - po długich staraniach i usilnych zabiegach - w opactwie Ambronay, które w międzyczasie było stopniowo odrestaurowywane, Centre culturel de rencontre, funkcjonującego przez cały rok przy Festiwalu ośrodka kultury, którego formuła działania (master classes, rezydencje, działalność wydawnicza itd.) pozwala otrzymywać subwencje z ministerstwa kultury. Warto jeszcze wspomnieć o otwarciu sie Festiwalu - od 2005 roku - na inne estetyki muzyczne (na przykład muzykę etniczną, jazzową itd.), które są reprezentowane podczas koncertów mających miejsce we wzniesionym niepodal opactwa namiocie. Co ciekawe, te odbiegające od głównego nurtu festiwalowego wydarzenia przyciągają innego typu słuchaczy, którzy na co dzień nie są bywalcami sal koncertowych, ale którzy po tego typu typu doświadczeniach ośmielają się niekiedy dołączyć do publiczności rozmiłowanej w repertuarze barokowym.
O okolicznościach powstania omawianego Festiwalu, jego stopniowego rozwoju i muzycznych przyjaźniach opowiadał z dużymi emocjami i z trudnością ukrywanym wzruszeniem twórca całego przedsięwzięcia, wymieniony już wyżej Alain Brunet. Spotkał się on z festiwalowymi gośćmi w ostatni weekend z okazji świętowanej uroczyście w tym roku czterdziestej rocznicy istnienia Festiwalu. W trakcie tej samej konferencji o ogromnych zasługach Bruneta dla rozwoju i budowania karier młodych muzyków pięknie zaś przypominał towarzyszący mu argentyński dyrygent Leonardo Garcia Alarcón.

Rocznicowa edycja Festiwalu rozgrywała się podczas czterech weekendow w okresie od 12 września do 6 października, a zainaugurował ją koncert ansamblu Les Musiciens de Saint Julien pod dyrekcją François Lazarevitcha, który poprowadził Cztery pory roku Vivaldiego. Udało mi się dotrzeć na trzeci weekend tego barokowego święta, rozpoczęty spotkaniem ze sztuką wspaniałej francuskiej mezzosopranistki, występującej w towarzystwie często z nią współpracującego, a świętującego właśnie dwudziestopięciolecie swego istnienia zespołu Amarilis, założonego i prowadzonego przez flecistkę i oboistkę Héloïse Gaillard oraz klawesynistkę Violaine Cochard. Program wieczoru został ułożony według tematu przewodniego, zatytułowanego: „Wybuchy szaleństwa”. Chodzi tutaj o przywołanie barokowych wyobrażeń o szaleństwie miłości, czyli stanu obejmującego niezwykle szeroki wachlarz ludzkich uczuć i namiętności. Na początku wysłuchaliśmy więc ilustrującą czarującą, ale także zwodniczą namiętność miłosną arię z opery-baletu André Campry: Les Fêtes vénitiennes. Jej atmosfera została natychmiast przedłużona wykonaniem radosnego i wzbudzającego podziw wirtuozerią Koncertu na siedem instrumentów Johanna Davida Heinichena. Następnie rozkosz miłosnych igraszek Stéphanie d’Oustrac w pełni oddała w celebrującej miłość słynnej arii „Descendez, cher amant” z opery Sémélé Marin Marais, po czym przyszła kolej na odmalowanie związanych z niepowodzeniami miłosnymi stanów rozpaczy i utraty nadziei w Mad Bess de Silent oraz Mad Song Henry Purcella. Nie zabrakło też żałosnej, podanej przez d’Oustrac z szeroką paletą niuansów i kontrastów wyrazowych skargi miłosnej w „Ah! Crudel, nel pianto mio” Händla. Ponadto program dopełniały kompozycje instrumentalne Jean-Fery Rebela i Johna Ecclesa. Niekończące się owacje na zakończenie koncertu zachęciły artystkę do bisu, którym okazała się słynna aria Śmierć Dydony Purcella, wykonana przez d’Oustrac z ogromną wrażliwością i poruszającym dramatyzmem. Następnego dnia nawę opactwa wypełniły dźwięki instrumentów zespołu Imaginarium Ensemble pod dyrekcją jego grającego również na skrzypcach założyciela Enrico Onofriego.
Zaproponował on bogaty program złożony z utworów takich kompozytorów jak Aurelio Virgiliano, Francesco Rognoni, Biagio Marini, Alessandro Stradella, Arcangelo Corelli, Francesco Antonio Bonporti, Antonio Vivaldi i Francesco Maria Veracini. Kiedy się dokładniej przyjrzeć liście tych twórców, można się łatwo domyśleć, że celem Onofriego i jego ansamblu było ukazanie rozmaitych odcieni i odmian włoskiego języka muzycznego w zależności od czasu i miejsca kompozycji poszczególnych pozycji programu.

Począwszy od narodzin baroku (Rognoni, Marini...), aż do jego ostatnich porywów (Veracini), nie zapominając po drodze o barokowym apogeum muzycznym (Stradella, Vivaldi, Corelli...). Wykonywane utwory reprezentowały w dodatku wiele ważnych ośrodków kultury, wśród których nie mogło oczywiście zabraknąć Wenecji, Mediolanu, Bolonii, Florencji, Rzymu i Neapolu.

W grze Onofriego i współpracujących z nim instrumentalistów ujmowała niezwykła subtelność intonacyjna, plastyczność frazowania, dbałość o jakość dźwięku i pełne skupienia uduchowienie. Zupełnie inny charakter miało wieczorne wydarzenie, w całości poświęcone koncertowej wersji respektującego kody włoskiej opera seria dzieła Georga Friedricha Händla Juliusz Cezar. Trudnego i wymagającego zadania podjął się stojący na czele swego zespołu Les Talents Lyriques Christophe Rousset, który ową rozbudowaną pozycję przedstawił w skróconej, rezygnującej między innymi z dwóch postaci, wersji. Zważywszy na to, że w czasie powstania Juliusza Cezara, czyli w roku 1724, opery były pisane niemalże według zasady puzzli, co oznacza, że ich części można było w zależności od zamysłu artystycznego odpowiednio dobierać i przestawiać, zabieg Rousseta w niczym nie naruszył spójności dzieła, a jedynie uczynił je bardziej przystępne dla dzisiejszego słuchacza.
Do realizacji tego ambitnego projektu francuski dyrygent i klawesynista zaprosił świetną obsadę uznanych solistów: Christopher Lowrey (Juliusz Cezar), Karina Gauvin (Kleopatra), Ann Hallenberg (Sekstus), Eve-Maud Hubeaux (Kornelia), Ashley Riches (Achillas) i polski kontratenor Kacper Szelążek (Ptolomeusz). Christopher Lowrey imponował plastycznością swego dźwięcznie brzmiącego głosu, bezbłędnie kontrolowanego nawet w najbardziej skomplikowanych pod względem technicznym fragmentach. Podziw wzbudzała też umiejętność artysty przekazania środkami wokalnymi zmiennych nastrojów bohatera, od miłosnych porywów do pełnych bólu skarg, na przykład po nagłym zniknięciu Pompejusza. Z kolei Karina Gauvin potrafiła ukazać dostojną i niezależną Kleopatrę nie tylko jako kobietę dążącą do przejęcia władzy za wszelką cenę, lecz także jako osobę rozdartą wewnętrznie pomiędzy poczuciem sprawiedliwości i szczerą miłością.

Jej jasny sopran w połączeniu z wzorową dykcją, pozwalającą na rozumienie tekstu nawet w szybkich wokalizach, nieustannie przykuwał uwagę odbiorców. Trudno było też nie ulec czarowi jej lirycznych lub pełnych patosu, wszakże zawsze subtelnie prowadzonych fraz, doskonale współgrających z brzmieniem orkiestry. Publiczność żywo reagowała też na interwencje śpiewającej ciemno nasyconym mezzosopranem i na fascynująco długim oddechu partię Kornelii Eve-Maud Hubeaux, zachwycającej zarówno w lamentacjach, przejawach bolesnej rozpaczy, jak i wybuchach skierowanej przeciwko Ptolomeuszowi złości. W tej roli króla Egiptu swoim ładnie barwionym i świetlistym kontratenorem uznanie wzbudzał prowadzący frapującą grę sceniczną Kacper Szelążek, którego występ stanowił ozdobę celnie dobranej obsady. Z jego głosem ciekawie kontrastował gęsto nasycony bas Ashleya Riches’a, ucieleśniającego porażającego podłym charakterem generała Achillasa. Nie sposób jeszcze nie wspomnieć o olśniewającej swoją sztuką barokowej ornamentacji Ann Hallenberg, zniewalająco ukazującej sylwetkę psychologiczną szukającego zemsty Sekstusa, syna rozpaczającej Kornelii. Grający również na klawesynie Rousset płynnie prowadził całą narrację muzyczno-dramaturgiczną, skutecznie uzyskując od czujnie reagującego na każdy jego gest zespołu precyzję w odcinkach wirtuozowskich oraz czułą i misterną szatę dźwiękową we fragmentach utrzymanych w liryczno-miłosnych klimatach. Ta umiejętność dyrygenta w zakresie budowania skontrastowanych scen w połączeniu z atrakcyjnym kreowaniem przez śpiewaków interakcji pomiędzy ucieleśnianymi przez nich postaciami pozwoliły w pełni ukazać duchowe rozterki bohaterów i szarpiące nimi burze namiętności. W niedzielny poranek można się było wybrać na recital kontratenora Paulina Bündgena przebiegający pod oczywistym hasłem: „Sztuka kontratenora”.
Francuski artysta zaprezentował szeroką panoramę przeznaczonych na ten typ głosu melodii, powstałych w siedemnastym wieku w takich krajach jak Anglia, Francja, Hiszpania, Niemcy i Włochy. Każda z melodii była śpiewana w języku oryginalnym, co świadczy o wyjątkowych kompetencjach językowych wykonawcy. Wszakże Bündgen uwiódł publiczność przede wszystkim klarownym brzmieniem głosu, sugestywnym przekazywaniem emocji połączonym z rzadko spotykaną samokontrolą wokalną i znakomitym operowaniem oddechem w budowaniu frazy. Śpiewał on wyraziście i miękko, głosem pięknie skupionym, ale bez powierzchownego efekciarstwa i narcystycznego rozkoszowania się własną perfekcją. Uwagę przykuwał bogaty zasób środków ekspresji, cenna umiejętność ukazania złożoności i różnorodności efektu zawartego na styku słowa i muzyki, a niejednokrotnie też kontemplacyjne wyciszenie.

W tej muzycznej podróży Bündgenowi subtelnie towarzyszyła klawesynistka Caroline Huynh Van Xuan, idealnie wyczuwająca intencje solisty i budująca razem z nim fantastyczne pejzaże dźwiękowe. Omawiany weekend zamknął w spektakularnym stylu koncert zatytułowany „Léonard da Vinci”, zorganizowany z okazji pięćsetletniej rocznicy śmierci tego słynnego renesansowego geniusza. Stojący na czele swoich zespołów La Capella Reial de Catalunya i Hespèrion XXI Jordi Savall postanowił przywołać poszczególne etapy życia tego fenomenalnego odkrywcy i artysty za pomocą kompetentnie i intrygująco dobranych utworów powstałych właśnie w tamtym czasie. W ten sposób dwadzieścia sześć kompozycji wokalnych i instrumentalnych, napisanych przez współczesnych Da Vinci twórców, nawiązywały do kolejnych pobytów słynnego Włocha we Florencji, Mediolanie, Neapolu, czy Rzymie, które znalazły swój finał w położonym w dolinie Loary pałacu w Amboise, miejscu śmierci i pochowku artysty. Ułożony przez Savalla program obejmował między innymi utwory Josquina des Prez, Heinricha Isaaca, Haynego van Ghizeghema, Guillaume’a Dufaya, Antoine’a Bruhiera, Johannesa Carnago, Tielmana Susato i wielu autorów anonimowych. Wszystkie one wychwalają piękno i harmonię natury oraz odmalowują głębię i bogactwo ludzkich uczuć. Podczas tego eksponującego sztukę improwizacji koncertu niemalże każdy instrumentalista przyjmował na siebie rolę solisty, hipnotyzując festiwalowych gości wysmakowanymi melodiami, porywającą rytmiką i często przywołującymi orientalny charakter barwami. Niektóre z utworów rozpoczynało poruszające solo grającego na sopranowej violi da gamba Jordiego Savalla. Wiele pozytywnych wrażeń dostarczyli też soliści La Capella Reial de Catalunya, jak na przykład sopranistka Monica Piccinini, mezzosopranistka Viva Biancaluna Biffi, tenor Gabriel Diaz, tenorzy Lluis Vilamajo i Victor Sordo, baryton Furio Zanasi i bas Daniele Carnovich. Ten zaplanowany przez Savalla z ujmującym wyrafinowaniem wieczór spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem publiczności.
Leszek Bernat