Izraelska Orkiestra Filharmoniczna została utworzona z inicjatywy wybitnego skrzypka Bronisława Hubermana, który jeszcze przed powstaniem państwa Izrael namawiał najzdolniejszych europejskich muzyków pochodzenia żydowskiego do ucieczki do Palestyny przed rodzącym się faszyzmem.

Po trzech latach intensywnej pracy noszący początkowo nazwę Palestyńskiej Orkiestry zespół zagrał w grudniu 1936 roku pod batutą swojego dyrektora muzycznego Arturo Toscaniniego inauguracyjny koncert. Wraz z powstaniem Państwa Izrael w 1948 roku rzeczoną formację przemianowano na Izraelską Orkiestrę Filharmoniczną (IPO – The Israeli Philharmonic Orchestra), nazywaną często „orkiestrą solistów”. Od samego początku intensywna działalność zespołu wpisywała się złotymi czcionkami nie tylko w życie muzyczne Palestyny, ale także w historię narodu żydowskiego.
W 1947 roku po wyzwoleniu miejscowości Beer Sheva orkiestra zagrała pod batutą Leonarda Bernsteina koncert dla walczących żołnierzy, a gdy w wyniku Wojny Sześcioletniej wyzwolono Jerozolimę, ten sam dyrygent poprowadził wykonanie II Symfonii Mahlera: „Zmartwychwstanie”. Warto też przypomnieć koncerty pod batutą Zubina Mehty: dla Libańczyków na północnej granicy Izraela w 1977 roku i przeprowadzoną kilkanaście lat później z zamkniętego schronu transmisję koncertu podczas wojny w Zatoce Perskiej. Prezentujący imponujący poziom zespół szybko stał się ważnym symbolem Izraela i jego kulturalnym ambasadorem, regularnie występując w salach koncertowych całego świata (również w Polsce) i pojawiając się na najbardziej prestiżowych festiwalach. W 1969 roku wspomniany już Zubin Mehta został mianowany jego doradcą muzycznym, a po ośmiu latach powierzono mu dożywotnio zaszczytne stanowisko dyrektora muzycznego, które piastuje do dnia dzisiejszego, co można uznać za prawdziwy rekord. Swój pierwszy koncert z Izraelską Orkiestrą Filharmoniczną poprowadził jednak już w 1961 roku, co oznacza, że jego „historia miłosna” z tym zespołem trwa nieprzerwanie pięćdziesiąt osiem lat. Teraz przyszedł nieuchronny moment, kiedy ze względu na zaawansowany wiek maestro Mehta podjął decyzję o przekazaniu swojej funkcji młodemu izraelskiemu dyrygentowi Lahavi Shaniemu, który oficjalnie przejmie orkiestrę od sezonu 2020-2021. Zanim to jednak nastąpi legendarny już mistrz batuty wyruszył ze swoimi filharmonikami na ostatnie, pożegnalne tournée, obejmujące wiele miast świata. Jeden z etapów miał miejsce w Paryskiej Filharmonii, w której w trakcie dwóch wieczorów (9 i 10 września) Mehta zaproponował podekscytowanej niecodziennym wydarzeniem publiczności dwa ciekawie skonstruowane programy. Podczas pierwszego z nich zabrzmiała Symfonia koncertująca B-dur na obój, fagot, skrzypce i wiolonczelę Josepha Haydna oraz Symfonia fantastyczna Hectora Berlioza, które poprzedziła - wstawiona w ostatniej chwili do programu - atrakcyjna pozycja: Koncert na smyczki Ӧdӧna Pártosa (1907-1977), izraelsko-węgierskiego altowiolisty i kompozytora zasiadającego niegdyś za pulpitem rzeczonej orkiestry. I choć zmierzający do dyrygenckiego podium i podpierający się laską Mehta miał wyraźne problemy z chodzeniem i prowadził cały koncert na siedząco, to już od pierwszych taktów kompozycji Pártosa pokazał, że wciąż emanuje nieprawdopodobną energią i autorytetem, panując nad każdym szczegółem realizowanej partytury.
Podziw dla jego niebywałej maestrii i porywających koncepcji interpretacyjnych rósł podczas fascynujących wykonań dwóch kolejnych pozycji, prowadzonych przez Mehtę z pamięci. W Symfonii koncertującej Haydna wydobył on wirtuozowski potencjał każdej z trzech części, eksponując złożoność kombinacji brzmieniowych i kontrapunktycznych pomysłów, podkreślając też zajmujące kontrasty pomiędzy gęstością fragmentów orkiestrowych i rywalizującymi z nimi popisowymi interwencjami solistów, często ze sobą dialogującymi oraz utrzymanymi w lekkim i pogodnym nastroju.

Niezapomnianych wrażeń dostarczyła również porywająca i utrzymująca w każdej chwili uwagę w napięciu interpretacja Symfonii fantastycznej Berlioza, z hipnotyzująco zróżnicowanymi pod względem klimatu kolejnymi częściami. Od melancholijnego rozmarzenia, radości i przechodzącej przez całą gamę emocjonalnych odcieni miłości w części pierwszej, poprzez roztańczony Bal, pastoralny charakter części trzeciej Wśród pól, poprzedzony straszliwymi wizjami posępny, a następnie uroczysty marsz części czwartej, aż do wręcz groteskowego finału Sabat czarownic. Ogromne wrażenie wywierała magnetyczna siła artystycznej osobowości Mehty, jego arystokratyczny gest dyrygencki i nieomylny instynkt dramatyczny, niemalże teatralne obrazowanie frazy, dynamiki i artykulacji dyskretnymi, ale niezwykle czytelnymi ruchami ciała oraz rzadka umiejętność uzyskiwania od orkiestry dźwięku bezpośredniego, selektywnego i cudownie zróżnicowanego kolorystycznie. Nic dziwnego, że oczarowana publiczność zgotowała sędziwemu mistrzowi batuty standing ovation, za którą Mehta podziękował pełnym polotu, humoru i ożywczej świeżości wykonaniem polki Johanna Straussa.
Leszek Bernat