Przegląd nowości

Wokół Elsnera i... Chopina

Opublikowano: czwartek, 12, wrzesień 2019 18:28

Ciekawy pomysł na Festiwal obmyśliło Stowarzyszenie im. Beethovena Pani Elżbiety Pendereckiej. W 250 rocznicę urodzin Józefa Elsnera trzeba przypomnieć czasy, gdy ten spolszczony Niemiec uczył kompozycji gromadę uzdolnionych młodzieńców, wśród których trafiła się prawdziwa perła, geniusz nazwiskiem Chopin.

 

Elsner i Chpin 1

 

Muzyka Elsnera znana jest jednak tylko nielicznym melomanom, nazwisko wymienia się najczęściej w kontekście jego najlepszego studenta, a przypominanie innych uczniów warszawskiego konserwatorium też jest zwykle dodatkiem do opowieści o Fryderyku. A jednak festiwal pod nazwą Wokół Józefa Elsnera odbył się w Warszawie, choć równie dobrze mógłby się nazywać: Wokół Fryderyka Chopina. Tym bardziej, że jeden z festiwalowych koncertów odbywał się pod hasłem z opinii Elsnera o Chopinie: Szczególna zdatność, geniusz muzyczny.


Słowem geniusz nie szafowano wtenczas tak hojnie, jak dziś (proszę posłuchać reklamy koncertów Zbigniewa Preisnera), o Chopinie wypowiedział się publicznie w ten sposób jeszcze tylko Robert Schumann, gdy talent naszego kompozytora zabłysnął już na Zachodzie. Swoją drogą podobną szlakiem podążał w poszukiwaniu kariery inny tegoroczny jubilat – Stanisław Moniuszko. Studiował w Niemczech, sporo przebywał w Paryżu, a w dzieciństwie, w tym samym czasie, co młody Chopin, pomieszkiwał z rodzicami w Warszawie.

 

Elsner i Chpin 2

 

Jest ciągle tajemnicą, czy były jakieś kontakty, jeśli już nie między chłopcami, to chociaż rodzinami Chopinów i Moniuszków. Zapewne jednak nie, bo sądząc po dalszych losach synów, były, jak i teraz, głębokie podziały w naszym społeczeństwie. Moniuszko w swoich dziełach ironizował, niemal naśmiewał się z wyznawców mody na „francuszczyznę”, a Chopin – ojciec był już nie tylko sfrancuziałym obywatelem, ale rodowitym Francuzem, który jak się okazało później wstydził się swojej rodziny, tradycyjnie na francuskim pograniczu utrzymującej się z przemytu.

Elsner i Chpin 3

 

Do Elsnera nikt określeń „geniusz” nie przypasowywał. Byłam na koncercie pod hasłem Józef Elsner i uczniowie, na którym co prawda nie wykonywano muzyki Chopina, ale mam wrażenie, że wszyscy studenci przerośli mistrza. Zaczęło się od Kwartetu fortepianowego Elsnera, który był solidnie wykonaną robotą w stylu postklasycznym, z niewielkimi echami Beethovena, ale bez jego ognia. Kolejny utwór to Kwintet fortepianowy Józefa Nowakowskiego, który partyturę tego utworu wysyłał do zaprzyjaźnionego z nim Chopina, aby ten pochwalił.


Czy uzyskał to, czego oczekiwał, nie wiemy. Kwintet z udziałem kontrabasu swym zestawem instrumentów wykazywał jakieś pokrewieństwo ze słynnym Kwintetem Pstrąg Franciszka Schuberta, miał też bogato wyposażoną w figuracje partię fortepianu, ale takiego tematu wariacji, jak u Schuberta jednak nie zawierał. Kolejny utwór – Kwartet fortepianowy D-dur Józefa Krogulskiego (Elsner miał szczęście do Józków) wyglądał na najbardziej nowoczesny w tym zestawieniu, zawierał więcej niespodziewanych zwrotów melodycznych, ale też nie pozostawił osadu w pamięci.

 

Elsner i Chpin 3

 

Wreszcie koncert zamknął Kwintet smyczkowy Ignacego Feliksa Dobrzyńskiego, który na skali talentów był „drugim po Chopinie”. I to się już któryś raz potwierdziło, bo usłyszeliśmy utwór częściej wykonywany na naszych estradach, pełen ciekawych nastrojów i temperamentu, a dodatkowo zawierający rozdzierającą serce niespodziankę Andante doloroso ma non tropo lento.

 

Elsner i Chpin 5

 

Była to ujęta w formę wyrażającą cierpienie lamentacja na temat Mazurka Dąbrowskiego, którą kompozytor, Polak, patriota, odważył się wstawić do utworu. Ten Kwintet zarówno emocjonalnie, jak i muzycznie zdecydowanie górował nad pozostałymi kompozycjami, co zgromadzona publiczność, wśród słuchaczy znalazł się też były prezydent RP Bronisław Komorowski z Małżonką, doceniła gorącymi brawami. Pogratulować należy przy okazji Elżbiecie Pendereckiej, która do wykonania tego koncertu sprowadziła z Krakowa muzyków znakomitych, choć w Warszawie zupełnie nieznanych. To także istotny znak dla organizatorów koncertów i festiwali, że stolica, choć największa, wcale nie jest wyłączną kuźnią talentów.

                                                                  Joanna Tumiłowicz