Dokument filmowy w reżyserii Rona Howarda o najsłynniejszym tenorze naszych czasów zwraca uwagę starannym opracowaniem zgromadzonego materiału. Wymowa tego obrazu jest dosyć wieloraka. Po pierwsze ukazuje on poszczególne szczeble kariery niezwykłego artysty, który epatował nie tylko świetnym głosem, ale też sceniczną osobowością i charyzmą, a także podejściem do wykonywanej muzyki.

W uzyskaniu najwyższego w świecie muzyki, niemalże boskiego statusu pomogli mu walnie utalentowani i ustosunkowani menadżerowe, specjaliści od produkcji gwiazd wszelkiej maści. Widzimy, że ogromna sława i popularność nie przyszły do Luciano Pavarottiego natychmiast, że potrzebne były niekonwencjonalne działania jak Koncert Trzech Tenorów, występy z popularnymi o wiele bardziej od muzyków klasycznych gwiazdami rocka, a także przyjaźnie z ważnymi i popularnymi osobami w rodzaju księżnej Lady Diany. Drugą warstwą filmu jest podróż po życiu prywatnym tenora.
Widzimy jego rodzinę, słuchamy wspomnień żony i córek, ale także przyjaciółki, która była czymś więcej niż tylko śpiewającą sekretarką, wreszcie drugiej żony, której włoska społeczność początkowo nie mogła zaakceptować. Trzecim wątkiem jest społeczne znaczenie fenomenu, jaki wyrósł z wielkiej sławy artysty, jego działalności charytatywnej i zaangażowania społecznego. Trudno powiedzieć, która z tych warstw jest w tym filmie ważniejsza, lepiej opowiedziana i bardziej przekonująca. Pavarotti śpiewający jest dawkowany tutaj dosyć oszczędnie, prawie żaden z utworów nie został zaprezentowany od początku do końca, poza słynnym Nessun dorma z opery Turandot Pucciniego. Nagrania mistrza są rozmaitej jakości, niektóre całkiem nieoficjalne, pirackie.

Zresztą reżyser skupia się raczej na wywiadach i luźnych wypowiedziach samego Pavarottiego oraz jego przyjaciół i rodziny, a nie urywkach wykonań arii i pieśni. To nie jest film muzyczny ale dokument biograficzny. Ogromną rolę w karierze śpiewaka reżyser przypisuje jego menadżerom, których było aż trzech, wzajemnie ze sobą konkurujących. Warstwa prywatnego życia artysty jest ukazana dosyć szczerze, ale jednak nie przekracza ogólnie przyjętych norm dyskrecji, kiedy wspomina się o dosyć swobodnym traktowaniu przez artystę tzw. wierności małżeńskiej. Podkreśla się raczej jego optymizm i poświęcenie, gdy jego kobiety, córka i partnerka ciężko zachorowały. Wreszcie dosyć obszernie ukazuje się w filmie zaangażowanie Pavarottiego w działalność charytatywną. Wszak nawet sławny na cały świat Koncert Trzech Tenorów miał u podstaw pomoc dla wychodzącego z ciężkiej choroby młodego jeszcze wówczas tenora Josè Carrerasa. Mówiąc o podróżach artystycznych Mistrza nie wspomina się niestety o jego pobycie w Polsce – nasz kraj odwiedzali też wielokrotnie jego dwaj słynni partnerzy Placido Domingo i Josè Carreras. Ten ostatni nawet przez krótki czas był narzeczonym pewnej pięknej Polki. Rangi symbolu nabiera ostatnie prawie pełne nagranie wideo ogromnie spopularyzowanej przez śpiewaka arii Nessun dorma, którego jakby klamrą zamykająca tę opowieść jest mimika twarzy wielkiego artysty, który sztuce muzycznej oddał całego siebie, głos, ciało, myśli i uczucia. Tak się składa, że do premiery w Polsce w podobnym czasie przygotowano inny film biograficzny Yuli w reżyserii Iciar Bollain.
Tutaj materiał jest jeszcze bardziej zróżnicowany, bo nie jest to wyłącznie dokument, ale obraz fabularny z niewielkimi wstawkami zarejestrowanych na taśmie występów znakomitego tancerza kubańskiego Carlosa Acosty, który ma obecnie 46 lat i osobiście gra samego siebie. Do roli młodego, jeszcze bardzo młodego 10-letniego, oraz 20-letniego gwiazdora zaangażowano innych aktorów. Rodzina – ojciec, matka, siostry artysty – też jest wykreowana.

Najbardziej przekonujące artystycznie są tutaj oryginalne rejestracje tańczącego Acosty, a także opowieść taneczna o jego życiu w jego własnej choreografii z udziałem Acosty, który tańczy rolę swego ojca. Reszta, to dosyć sprawnie i raczej melodramatycznie ukazane życie artysty, który wyrwał się z komunistycznej Kuby, ale związek z ojczyzną okazał się silniejszy od politycznych i geograficznych barier. Jeśli porównać frekwencję na filmach Pavarotti i Yuli, to proporcja układa się jak 85 proc. wypełnienia sali do 120 proc. Czy to coś znaczy? Pewnie tak. Czy taniec jest popularniejszy od opery.
Joanna Tumiłowicz