Przegląd nowości

Cmentarne wakacje

Opublikowano: poniedziałek, 05, sierpień 2019 07:26

 

W tych miastach, gdzie oglądam spektakle operowe, lubię odwiedzać groby spoczywających tam wielkich śpiewaków. W Pesaro – Mario del Monaco, w Moskwie – Fiodor Szaliapin i Galina Wiszniewska na Nowodziewiczym, Fedora Barbieri we Florencji, Kirsten Flagstad w Oslo na cmentarzu Vestre Gravlund, czy zapomniany grób Jana Reszke na paryskim Montparnassie.

 

Przed miesiącem oglądałem Trubadura w Arena di Werona z Anną NetrebKo, którą bezrozumni melomani i niektórzy dziennikarze nazywają drugą Marią Callas. Nadużywanie nazwiska Callas doszło aż do tego, że pewna ceniona przeze mnie redaktorka Polsatu, nazwała na antenie cudownie kwilącą Olgę Pasiecznik – Marią Callas XXI wieku (!).

 

Urna z prochami tego największego w dziejach wokalistyki zjawiska (nr. 16258 na Pére Lachaise) parokrotnie była wykradana i wreszcie zawartość wrzucono do morza Egejskiego. Więc grób Marii Callas nie istnieje. Nazajutrz po Trubadurze stanąłem nad brzegiem Lago di Garda (zwykle tam zatrzymujemy się z Grand Tourem), gdzie boska diva mieszkała na początku kariery, aby przeprosić ją za niestosowne porównania. Po dłuższej modlitwie i naleganiach, przeprosiny zostały przyjęte.

 

Z o wiele trudniejszą sytuacją związana jest moja niedawna wizyta w Dreźnie. W tamtejszej Semper Oper w serii spektakli Nabucca Verdiego rolę tytułową na zmianę z Placido Domingo śpiewał – nasz najlepszy – a w skali światowej jeden z najlepszych barytonów, Andrzej Dobber. Następnego ranka po spektaklu, w którym nasz gwiazdor zademonstrował szczytową swą formę wokalną, postanowiłem kolejny raz odwiedzić grób Marcelli Sembrich-Kochańskiej, o której – gdyby nie opasłe dzieło Małgorzaty Komorowskiej i Juliusza Multarzyńskiego – nikt by w Polsce nie pamiętał, a o grobie tej wielkiej Polki zupełnie zapomniał.

 

Jego geneza sięga roku 1935, kiedy to syn śpiewaczki William sprowadził prochy rodziców i umieścił je w rodzinnym grobowcu w mieście, w którym Sembrich-Kochańska pod koniec XIX wieku rozpoczynała swą oszałamiającą karierę. Wilhelm Stengel towarzyszył jej wiernie od wczesnych lat życia jako nauczyciel, opiekun, mąż i najlepszy przyjaciel.


I cóż zastałem obok grobowca rodziny Stenglów na starym Johannisfriedhof w dzielnicy Tolkewitz, do której jedzie się od śródmieścia Drezna drogą, obok nieopodal płynącej malowniczej Łaby? Na specjalnej instalacji umieszczona została tabliczka informująca, że grób przeznaczony jest do likwidacji z powodów, o których można dowiedzieć się pod podanym numerem telefonu.

 

Ciągle nie wiem, co w tej sprawie zrobić. Nie może przecież zniknąć ostatni ziemski ślad po tak wspaniałej polskiej artystce, skoro jej grób ostał się dywanowemu nalotowi na Drezno, a potem wieloletniemu zapomnieniu w ciszy pod patronatem Świętego Jana. Czy prosić o interwencję Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego? Wszak wieloletnia gwiazda Metropolitan Opera (dzięki której w repertuarze tej największej sceny operowej świata zaistniało jedyne polskie dzieło, Manru Paderewskiego), wybitna polska osobowość artystyczna na ziemi amerykańskiej swojej epoki obok Modrzejewskiej, Paderewskiego, Didura i Kaszowskiej, jest przecież naszym dziedzictwem narodowym. A może sprawą mogłoby zainteresować się Stowarzyszenie Polonia-Drezden, Ambasada Rzeczpospolitej Polskiej w Berlinie, lub któryś z naszych konsulatów honorowych w Niemczech (np. w pobliskim Lipsku)?

 

Rodziny, potomków i spadkobierców już nie ma. Ale jednocześnie jesteśmy nimi wszyscy. Zwłaszcza kochający sztukę operową, której pomnikową postacią obok Jana i Edwarda Reszke, Adama Didura i Felicji Kaszowskiej była Marcella Sembrich-Kochańska.

 

W dniu w którym o tym wszystkim piszę mija 97 lat od chwili, gdy przyszedł na świat nasz wielki, zachwycający i niedościgniony bas Bernard Ładysz. Jego wokalni okołorównolatkowie (Stefania Wojtowicz, Andrzej Hiolski, Bogdan Paprocki, Antonina Kawecka, Krystyna Szczepańska, Maria Fołtyn, Edmund Kossowski, Krystyna Jamroz) już dawno są na boskim sądzie. A on dzielny, odważny, jak zawsze na życiowym i artystycznym posterunku.

 

Mistrzu! Byłeś, jesteś i będziesz przez nas kochany, niezmiennie wspominany, odwiedzany, otaczany szacunkiem i respektem. W dniu urodzin ściskamy Cię najserdeczniej z prośbą: bądź nieśmiertelny!

                                                              Sławomir Pietras