Przegląd nowości

Czy zagniewane niebo pragnie krwi?

Opublikowano: czwartek, 11, lipiec 2019 15:05

Graham Vick, reżyser widowiska pt. Paria, z muzyką Stanisława Moniuszki, zdecydowanie sprzeciwia się wszelkim wykluczeniom, ostracyzmom, fanatyzmowi i narzucanej społeczeństwu ksenofobii. Pod względem ideowym wykładnia reżysera jest dużo silniejsza niż to, co z librettem Jana Chęcińskiego zrobił Moniuszko, nie mówiąc już o aktualności.

 

Paria 1

 

Spektaklu Grahama Vicka nie da się powtarzać w nieskończoność, przewidziano tylko dwa wykonania, bo to dosyć skomplikowany logistycznie i artystycznie eksperyment. Na szczęście pozostanie zapis elektroniczny, który Teatr Wielki w Poznaniu uzyskał od platformy streamingowej OPERAVISION. Ci którzy dali się wciągnąć w wir happeningowych wydarzeń na terenie hali sportowej Arena i wytrwali na nogach 3 godziny z jedną przerwą, z pewnością potwierdzą, że spektakl robił silne wrażenie.

 

Paria 2

 

Końcowa scena, gdy Neala, niedoszła małżonka Idamora i była kapłanka, podążyła na wygnanie z nowo wybranym ojcem Dżaresem, i wkroczyła do sektora, gdzie byli sami wykluczeni, poniżeni i napiętnowani, spinała bezbłędnie klamrą cały dramat. A tych wykluczonym i zasługujących na surową karę było co najmniej czterdziestu. Wszyscy oni co jakiś czas mieszali się z tłumkiem widzów, którzy na swych biletach mieli napis: „miejsca stojące”. W sumie widz dokładnie nie wiedział, kto przyszedł do Areny jako słuchacz, a kto był chórzystą, wolontariuszem czy tancerzem, statystą, pracownikiem obsługi wynajętym do tej niezwykłej Parii.


Podczas przedstawienia premierowego także reżyser własnoręcznie „kierował ruchem” ludzi biorących udział w spektaklu. Idamor, tragiczny bohater tej opery śpiewa: Ten co włada naszym losem, Panem jest i moich dni. Wasze słońce i nam świeci, jeden wszystkim kreśląc czas. Jedna ziemia, jak swe dzieci jakby matka żywi nas. Słowa te można uznać za clou całego dzieła, ale zarazem typowe „rzucanie grochem o ścianę", które nie przemawia do wszystkich, tak dawniej, jak i teraz.

 

Paria 3

 

Myśl wypowiadana przez Idamora w formie żarliwego ariosa, któremu kształt muzyczny nadał Moniuszko, została przydzielona Dominikowi Sutowiczowi. Nasz tenor doskonale radził sobie z bohaterskimi frazami i swym potężnym głosem górował nad większością obsady. Pamiętajmy, że śpiewacy występowali w bardzo niekorzystnym akustycznie środowisku, na środku hali sportowej, otoczeni wianuszkiem ludzi. Wiele z wypowiedzianych słów nie docierało do uszu słuchaczy.

 

Paria 4

 

Czasami pojawiał się sztuczny pogłos. Pod względem muzycznym wystawienie opery Paria było zatem przedsięwzięciem dosyć kontrowersyjnym, pomijając już kwestię wygody słuchania na stojąco. Soliści i uczestnicy ansambli co chwilę zmieniali miejsce i należało za nimi szybko podążać przeciskając się wśród osób mniej zorientowanych czy mobilnych. Dodatkowo do hali co chwilę wciągano nowe dekoracje, a właściwie elementy instalacji artystycznej w postaci dużych, oszklonych klatek z potępionymi w środku. W sumie więcej było tu do oglądania i aktywnego uczestniczenia, niż do słuchania.


Zwyciężył reżyser, który wziął sobie do pomocy autora scenografii i kostiumów Samala Blaka i choreografa Rona Howella. Z recenzenckiego obowiązku trzeba jednak coś o śpiewakach powiedzieć. Neala w realizacji Moniki Mych-Nowickiej przechodziła kostiumową i muzyczną metamorfozę, ze zwykłej kapłanki, w narzeczoną naczelnego wodza Idamora. Jej elastyczny sopran potrafił trafiać także w dramatyczne tony.

 

Paria 5

 

Pięknie wypadła jej główna aria: Paria. On Paria. Och ciszej, ciszej biedne serce! Gorzej niestety zarysowała się jej postać w prostym kostiumie zakonnicy. Artystka ta powinna mieć specjalnego doradcę ds. stroju, charakteryzacji i makijażu.

 

Paria 6

 

Dobrą głosowo i wizerunkowo rolę Arcykapłana Akebara powierzono Szymonowi Kobylińskiemu, choć może w jego przypadku należało oczekiwać więcej metalicznego brzmienia. Ratef w wykonaniu Pavlo Tolstoya i kapłanka Aleksandry Pokory dysponowali dźwięcznymi i czystymi głosami, ale nie zapisali się jakimś wyrazistym działaniem ani mocną frazą. O wiele więcej głosu dawali panowie z operowego chóru, choć nie zawsze czysto, prawidłowo wokalnie i precyzyjnie. Panie z białymi welonami zakonnic czyli kapłanek śpiewały w sposób bardziej zdyscyplinowany. Najwspanialszą wizerunkowo i głosowo rolę Dżaresa objął znakomity baryton Mikołaj Zalasiński. Występował w niedopiętej, pasiastej, niebieskiej pidżamie, poruszał się o lasce i reprezentował najbardziej wyraziście nieszczęsnego starca, który swym uporem doprowadził do tragedii.


Tej postaci nie da się zapomnieć. Co do wodza, Idamora, to on zdecydowanie zmieniał swoje oblicze. Z butnego żołdaka w mundurze polowym i siłowo rozwiązującego problemy głosowe, przemienił się najpierw we wrażliwego kochanka, a potem w udekorowanego całą baterią orderów Marszałka Polski (tak!) w galowym mundurze, z orłem na czapce. Siadał na otoczonej aureolą z kwiatów armacie, bo kwiaty są jednym z atrybutów uroczystości hinduistyczno-buddyjskich.

 

Paria 7

 

Ktoś powie, co ma piernik do wiatraka? Patrząc z drugiej strony scena stanowi wizualny zabieg nawiązujący do Moniuszkowskiej idei – trzeba pokazać dramat, który dzieje się w Indiach, a ma być przeżywany i rozumiany w Polsce. Czy tak się stanie? Mimo internetowej transmisji przedstawienia i mimo namalowania na wielu twarzach tzw. tilaki, czyli kropki na czole lub innego znaku przynależności wyznaniowej do określonej odmiany hinduizmu, ta niezwykła Paria pozostanie chyba tylko ciekawostką na firmamencie polskiej opery, przez jednych mocno krytykowana, przez innych przyjęta z zachwytem.

 

Paria 8

 

Po wysłuchaniu emisji streamingowej można było dopiero docenić w pełni mistrzostwo batuty kierownika muzycznego Gabriela Chmury, choć przecież niezależnie od licznych monitorów wyświetlających postać dyrygenta, niektóre sceny zbiorowe z udziałem chóru i solistów rozjeżdżały się z muzyką orkiestry. Było to widowisko z aktywnym udziałem publiczności, a więc ekstremalnie trudne w realizacji. Poznańska opera wyszła jednak z tarczą.

                                                                           Joanna Tumiłowicz