Przegląd nowości

„Czarodziejski flet” w Kameralnej

Opublikowano: piątek, 21, czerwiec 2019 16:58

Warszawska Opera Kameralna, w ramach 29 Festiwalu Mozartowskiego, zaprezentowała 13 czerwca premierę nowej inscenizacji Czarodziejskiego fletu W.A. Mozarta. Podpisali się pod nią zgodnie: Giovanny Castellanos (reżyseria), Rafał Olbiński (scenografia) oraz Marcin Łoboda (projekty kostiumów).

 

Czarodziejski flet,WOK 1

 

Kierownictwo muzyczne powierzono Marcinowi Sompolińskiemu, który stylowo i precyzyjnie dyrygował premierowym przedstawieniem nadając Mozartowskiej partyturze właściwą elegancję i styl. Do napisania Czarodziejskiego fletu zachęcił Mozarta jego dawny znajomy, Emanuel Schikaneder, w jednej osobie literat, aktor, reżyser i impresario. On też podjął się opracowania libretta, przy czym za tło posłużyła mu baśń niemieckiego poety Chrisa Wieganda Lulu.Opowiada ona historię księcia Tamino, który trafia do czarodziejskiej krainy Królowej Nocy i zakochuje się w wizerunku jej uprowadzonej córki Paminy.


W jej poszukiwaniu trafia do kraju Sarastra, który w rzeczywistości nie jest władcą-potworem, jak wcześniej przedstawiała to Królowa Nocy. Aby odzyskać ukochaną musi przejść szereg perypetii oraz prób i zweryfikować co jest dobre, a co złe, chociaż pozory często go mylą… Ze wszystkich oper Mozarta właśnie Czarodziejski flet cieszy się największą popularnością.

 

Czarodziejski flet,WOK 3

 

Świadczy o tym nie tylko fakt, że dobrze przygotowana inscenizacja utrzymuje się w repertuarze przez kilkadziesiąt przedstawień, ale również te kilkadziesiąt różnych studiów, szkiców i rozpraw jakie napisano na jego temat. Jedni doszukują się tutaj gry symboli, wśród których liczba trzy ma szczególne znaczenie.

 

Czarodziejski flet,WOK 4

 

Właśnie ona przewija się przez całą akcję Fletu: trzy damy, trzech chłopców, trzykrotny akord w uwerturze, trzy próby dla Tamina. Inni widzą w tym dziele symbolikę kosmiczną dowodząc, że jego bohaterowie są wpisani w odwieczną grę sił kosmicznych, ciał niebieskich, i żywiołów, oraz elementów: słońca, gwiazd, dnia i nocy, ziemi, wody i powietrza. Kolejna grupa gorliwych, a zarazem dociekliwych, znawców tematu dowodzi, że ta opera to obraz ciągłej walki dobra ze złem. Dobro symbolizuje tutaj świątynia mądrości – królestwo Sarastra. Zło to  demoniczny i tajemniczy świat Królowej Nocy, która przy pomocy Paminy chce odzyskać utraconą władzę. No proszę, jedna opera i tyle naukowych dysertacji o jej nieskomplikowanej treści!


Jednak dla większości widzów, niezależnie od tych naukowych dywagacji, Czarodziejski flet jest baśniową opowieścią o złej Królowej Nocy, która musi zaśpiewać dwie jakże piękne, ale piekielnie trudne arie koloraturowe: najpierw O Zittre nicht, później Der Holle Rache. Dobrym kapłanem Sarastro, którego ciepły, miękko brzmiący bas powinien nieść się swobodnie przez cała widownię dając bohaterom akcji poczucie bezpieczeństwa.

 

Czarodziejski flet,WOK 2

 

Jednak przede wszystkim jest wzruszającą opowieścią o rozkwitającym uczuciu Paminy i Tamina. Miłości tak wielkiej, że pokona wszystkie przeszkody, oraz nie mniejszej, ale nieco szalonej, miłości kolorowego ptasznika Papagena i uroczej Papageny, którą czary Królowej Nocy uczyniły starą pokraką – dopiero miłość Papagena zdejmuje z niej te czary. Wszystko to toczy się w takt wspaniałej, pełnej elegancji i prostoty, muzyki Mozarta. Właśnie w konwencji baśniowej opowieści o miłości i walce dobra ze złem zrealizowana została ta najnowsza inscenizacja.


Barwne, efektowne kostiumy podkreślające charakter i cechy osobowości prezentowanej postaci, interesująca scenografia oparta na wysmakowanych malarskich projekcjach wykorzystująca bajkowe i starożytne motywy, ale zrealizowana z lekkim przymrużeniem oka oraz sprawna reżyseria zapewniająca przedstawieniu wartką, nie pozbawioną humoru, akcję są bez wątpienia jego najistotniejszymi walorami. Co prawda niezbyt mi przypadły do gustu reżyserskie dodatki w postaci dwóch ptaszyc, jelonka z ukwieconym porożem i kolorowego motylka.

 

Czarodziejski flet,WOK 5

 

Moim zdaniem można by z nich zrezygnować bez szkody dla całej inscenizacji. Równie wysoka ocena należy się trafnie dobranej obsadzie głównych partii. Tworzyli ją młodzi śpiewacy ujmujący nie tylko pięknie brzmiącymi głosami, ale również wytrawnym aktorstwem. Brylowali wśród nich: prezentująca piękny sopran o srebrzystej barwie Ingrida Gapova w partii subtelnej Paminy, oraz Artur Janda w roli barwnego ptasznika Papagena potraktowanej przez młodego artystę z humorem i lekkim dystansem.

 

Czarodziejski flet,WOK 6

 

Janda ujmował nie tylko kreacją aktorską, ale również eleganckim i stylowym prowadzeniem mozartowskiej frazy. Dzielnie im sekundowali: Aleksander Kunach jako Tamino i ujmująca koloraturą Joanna Moskowicz w roli okrutnej Królowej Nocy oraz Krzysztof Borysiewicz w partii dobrotliwego Sarastra, ideowego przeciwnika Królowej Nocy. W sumie wykreowano przedstawienie budzące wszechstronne uznanie. Co też doceniła premierowa publiczność urządzając wykonawcom owację na stojąco.

                                                                        Adam Czopek