Najciekawsze i w znacznym sensie twórcze jest opracowanie muzyczne autorstwa Jacka Mazurkiewicza. Większość podkładu idzie z taśmy nagranej na instrumentach elektronicznych, gitarze z niewielkim udziałem perkusji, zaś sam „kierownik muzyczny” szarpie na żywo kontrabas tworząc swoiste basso continuo. W przerwach kontroluje działanie elektroniki, tworzy jeszcze brzęcząco szumiące tło poszczególnych scenek, czasem są to odgłosy dworca kolejowego, czasem szum oceanu lub coś całkiem nieokreślonego.

W ten kontrabasowy akompaniament stara się wpisać solistka grająca Lolę Blau, kabaretową artystkę wiedeńską i nie zawsze jej się to udaje. Jest oczywiście scenka, w której załamana Lola kompletnie pijana nie może utrzymać jakiejkolwiek melodii, ale i „na trzeźwo” Lola jest niewiele lepsza. Oczywiście to bardzo trudne trafić na właściwy dźwięk inicjowany przez kontrabas dwie oktawy niżej, jednak wrażenie u słuchacza z wyrobionym uchem, że jest cholernie nieczysto, pozostaje.
W programie mamy adnotację: Przygotowanie wokalne Teresa Wrońska – na nią niestety też spada część odpowiedzialności. Ogólnie gwiazda kabaretu Lola Blau dobrze pasuje do prezentowanej intrygi. Świetnie leżą na niej kabaretowe kreacje Marty Grudzińskiej, i ona sama, Monika Chrząstowska, ma wystarczająco wiele kompetencji do kreowania tej trudnej roli.

Dobrze się rusza, mówi wyraźnie, potrafi być zabawna, smutna, rozmarzona, zakochana, wściekła. Sekunduje jej grający kilka różnych ról Rafał Rutowicz, który również śpiewa. Przedstawienie można nazwać mini-musicalem; jego autorem i kompozytorem jest Austriak Georg Kreiser. W tej muzyce nie ma motywów klezmerskich, ale zwyczajne, popularne, trochę popowe, bo bohaterka spektaklu pod tytułem DZIŚ WIECZOREM: LOLA BLAU granego w Teatrze Żydowskim, jest zwyczajną artystką kabaretową i tylko jej pochodzenie budzi sprzeciw nazistów. TYLKO! I tutaj tkwi jądro dramatu. Nieźle przetłumaczyli tekst dialogów i piosenek Karolina Bikont oraz Andrzej Ozga, a spektakl wyreżyserowała Lena Szurmiej.
Joanna Tumiłowicz